rozmyslam o niej od pewnego czasu. od czasu, kiedy uswiadomilam sobie, ze wiekszosc dzieci znajomych, dzieci w wieku przedszkolnym, ma dostep do sprzetu typu cd-, dvd-odtwarzacz czy komputer i sami je obsluguja.
a nasze dzieci nie. my im nie pozwalamy. na poczatku zabranialismy, bo balismy sie, ze cos zepsuja (szczegolnie Szkrabowi wszystko sie w rekach pali – ostatnio chcial zamknac odkurzacz, gdy zmienialam worek – tak go zamknal, ze zlamal uchwyt do worka:/), a teraz bardziej zeby miec kontrole nad tym, co nasze dzieci ogladaja i w jakich ilosciach (i znow: Szkrab telewidzem nie jest, po mnie chyba;) za to Bizon pewnie pol dnia by ogladal, gdybym pozwolila…).
w pewnym momencie zaczelam sie bac, ze moze my nasze dzieci w ten sposob blokujemy – hamujemy, a przynajmniej nie stymulujemy rozwoju ich inteligencji technicznej… pozniej poszlam po rozum do glowy i doszlam do wniosku, ze my chlopcow inaczej stumulujemy: np. pod okiem taty mogla ”prawdziwie” majsterkowac, co tez poniekad jest technika:) pozwalam im uzywac mojego miksera, gdy ubijam bialka, czy bita smietane, pozwalam im wlaczyc ekspres do kawy, cwiczymy otwieranie drzwi i zapiecia do roweru kluczem, wiec chyba tak zle z tym rozwojem nie jest.
podzielilam sie jednak swoimi rozwazaniami z kolezanka, mama Milana – Milan w grudniu skonczy 3 lata i potrafi sobie sam wlaczyc bajke na dvd. kolezanka przyznala, ze nauczyla Milana obslugi dvd dla swojej wygody, zeby nie musiala chodzic tam i z powrotem i kucac za duzo;) no coz, ja tam hyperaktywna jestem (po kims ci nasi chlopcy to maja;)), wiec mi taki pomysl do glowy nie przyszedl. ja dalej temat inteligencji technicznej drazylam. kolezanka na to:
– nie martw sie, tak czy siak, wkrotce przeciez im komorki bedziesz musiala kupic.
a ja zglupialam. dlaczego??? wkrotce??? ale po co?
– jak pojdziesz do pracy, to dobrze, zebys miala kontakt z dziecmi.
niby tak, ale… ja myslalam, ze skoro dzieci beda najpierw w szkole a potem w swietlicy badz moze z niania (mam nadzieje, ze znajde jakas polska nienie, ktora odebralaby chlopcow o 15.00 ze szkoly, przyprowadzila do domu, dala zupe, przypilnowala na spokojnie, bo jakos mi szkoda tych maluchow, zeby od 8.30 do 18.00 poza domem siedzialy…), a tam telefon jest, wiec gdyby cos sie chlopakom stalo, to przeciez nauczycielka, opiekun, niania beda wiedzieli, gdzie zadzwonic.
kolezanka na to, ze jak chlopcy chcieliby zadzwonic, to nie beda mogli. hmmm. ja uwazam, ze jak pracuje to pracuje, a nie pogawedki z chlopcami (czy lubym;)) uprawiam. jak sprawa pilna, to opiekun dziecka do mnie zadzowni, a jak nie, to ja pracuje, a chlopcy sie ucza, bawia, odpoczywaja i czekaja az wroce do domu…
zupelnie nie moge zaskoczyc rozumowania kolezanki. a ona mojego;)
ja mowie, ze dzisiaj komorki bez dostepu do internetu chyba juz niestnieja, a nad tez chce miec kontrole – jak interent, to w domu, w obecnosci lubego badz mojej, a nie na komorce. Bizon jest dosc zdyscyplinowany, a Szkrab… juz ponoc daje czadu w przedszkolu, to dam mu komorke i bede slyszec ze szkoly, ze Szkrab zamiast sie uczyc, bawi sie komorka;)
no nie, nie widze 5-latkow z komorka.