za miesiac Bizon ma urodziny. ja o urodzinach jeszcze nie mysle, Bizon cos tam planuje (kogo zaprosi), a mam kolezanke, ktora juz prezent planuje;) i pojawil sie zgryz…
bo kolezanka napisala, ze jej szwagier ma do sprzedania lyzwy (halooo!!! mamy wiosne!!!), rozmiar 33 i ona chcialaby te lyzwy sprezentowac Bizonowi, tylko nie wie, czy rozmiar dobry.
Bizon ma mala stope, 27/28 i ja wrozka nie jestem i nie potrafie przewidziec, jaki rozmiar bedzie mial w zimie. ale watpie, ze do zimy stopa urosnie mu o 5 rozmiarow. a nawet jesli by urosla, to patrzac oczami prawie 6-latka, wydaje mi sie, ze prezent, na ktorego uzytkowanie dziecko musi czekal ponad pol roku, jest niewypalem.
niby darownemu koniowi w zeby nie zagladam, niby nie o prezenty chodzi, ale jednak zadzwonilam do kolezanki i powiedzialam co powyzsze… delikatnie, ale powiedzialam, bo szkoda kasy na prezent, ktory dziecka nie ucieszy.
moje chlopaki jeszcze nie dorosli do czekania na prezenty – oni zwyczajnie ciesza sie, ze mamy gosci, ze przyjdzie Malincia, Milan, ciesza sie, ze moga udekorowac mieszkanie, a najbardziej ciesza sie z… bycia starszymi:D prezenty ich ciesza, ale widze, ze jeszcze nie stawiaja ich na pierwszym miejscu. wiec kolezance powiedzialam, ze znajac Bizona, on bardziej by sie ucieszyl z jajka niespodzianki, ktore juz-teraz moze zjesc i poskladac, niz z lyzew, ktore dodpiero za 10 miesiecy moglby uzyc.
kolezanka chyba sie nie obrazila, chyba zrozumiala i jutro na kawe ma wpasc.