na dzikim zachodzie mozna bylo tez postrzelac:


spotkac indianina:

poplywac kajakiem

przezylismy takze napad na bank, a po nim, zeby sie zrelaksowac, poszlismy na tor saneczkowy:

zeby nie klamac, dodam uczciwie, ze mnie ten tor saneczkowy wcale, ale to wcale nie zrelaksowal i po jednej rundce odmowilam uczestnictwa w tym szalenstwie. dobrze, ze tatowi sie ten pomysl spodobal;)
po powrocie w okolice wroclawia swietowalismy:

wachalismy kwiatki w ogrodzie babci i dziadka:

niektorzy grali w noge:

i znow wachali kwiatki… kto zgadne, z czego oni sie tak smieja? podpowiem, ze nie z fotografa;)

zaliczylismy rejs po Odrze:

jazde opona

spacery po lesie:

i po trzech tygodniach lenistwa wrocilismy w wietrznej Holandii…