witajcie:)

wrocilismy. trudno sie zabrac do pisania, wiec… bedzie fotorelacja:)

 

wakacje bez ksiazek to nie wakacje, od nich zaczelismy (choc nastepnym razem sfotografuje reklamowy z ksiazkami, jakie luby juz w Holandii upychal do polusia;)):

gdy ja polowalam na ksiazki, dzieci… jakby ich nie bylo:

kolo ksiegarni jest wspaniala fotanna, przy ktorej latem zawsze sie chlodzimy:

ludzie czasami sie usmiechaja, czasami patrza z niedowierzaniem, badz strachem, coby sie dzieci nie przeziebily. zawsze zastanawia nas fakt, ze oprocz naszych dzieci nikt inny do tejze fotnanny nie wchodzi – moze mandat grozi za zanieczyszczanie wody spoconymi stopami?

inne fontanny tez pomagaly sie ochlodzic:

po tygodniu wakacjowania w podwroclawiskich tropikach wyruszylismy w gory. ”w gory, w gory, mily bracie, tam przygoda czeka na cie”:

wiadomo, ze jak sie na szczyt wejdzie, to trzeba z niego zjesc… niektorym nie bylo to w smak:

na szczescie, sa jeszcze litosciwi tatusiowie…

ja usmiech zagoscil na twarzy Szkraba, to i na Szklarke podeszlismy:

a wieczorami byl relaks w piaskownicy:

pojechalismy tez na dziki zachod:

gdzie najmlodsi pojezdzili na koniach:

 

cdn.

 

Dodaj komentarz