jakis czas temu zamowilam kilka ciuszkow w sklepie internetowym. jedna spodnice odeslalam. ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, spodnica wrocila do mnie po tygodniu! poczta, zamiast odeslac ja do sklepu, ”odeslala” ja do mnie. mimo, ze nakleilam na opakowaniu naklejke ”retour’.
poszlam wiec jeszcze raz na poczte, ale okazalo sie, ze pani nie moze jeszcze raz zeskanowac naklejki, bo kod ”retour” juz raz zostal zeskanowany. ”no to co ja mam teraz zrobic?” – spytalam. pani poradzila, zeby zadzwonic do biura poczty i poprosic, zeby wykasowali ”kod” z ich systemu. zadzwonilam, wyjasnilam problem, w miedzy czasie 2 tygodnie, ktore mialam na zwrot minely, a pani z biura poczty mnie zbyla: kazala poprosic sklep o nowa naklejke do zwrotu. powiedzialam jej, ze to poczta popelnila blad, wiec z jakiej racji to sklep ma mi nowa naklejke przysylac i z jakiej racji to ja mam sie z nimi kontaktowac. ani sklep, ani ja bledu nie popelnilismy. ale pani z poczty byla nieugieta. wiec powiedzialam, ze zloze skarge i rozlaczylam sie.
a dzisiaj przyszlo mi do glowy nastepujace: przeciez ja spodnice zwrocilam, dostalam pokwitowanie. to co ja sie martwie? niech poczta sie teraz martwi. ja pokwitowania, ze spodnice po raz drugi dostalam, nie podpisalam. za to pokwitowanie zwrotu od poczty mam. wyslalam je do sklepu, ktory w miedzy czasie upomnial sie o platnosc i teraz niech sklep sie uzera z poczta.
Ja nie lubię odsyłać…
PolubieniePolubienie
u nas na ogol nie ma z tym problemu. dopiero teraz, przy tym covidzie, poczta oszalala
PolubieniePolubienie