myslalam, ze wyroslam juz z placow zabaw… a tu dzis trener psa zabral nas na psi plac zabaw z przeszkodami. spuscilam psa ze smyczy a on, jak by go kto biczem trzasnal:DDD pognal przed siebie. zrobil sprintem kilka rundek wokol placu, a szczescie mial takie wymalowane na pysku, ze nie tylko ja i nauczyciel sie smialismy, ale i inni wlasciele psow cwiczacy na sasiednim placu. po sprincie przelecial jak strzala przez tunel, chyc nad jedna przeszkoda, nad druga, az w koncu truchcik po kladce.
po 15 minutach zabawy nauczyciel mowi: mysle, ze kurs posluszenstwa trzeba zapomniec. to jest to, czego wasz pies potrzebuje: wyszalec sie. jak sie wyszaleje, to i w glowie mu sie wszystko pouklada. a co najwazniejsze, poprzez zabawe jeszcze bardziej wzmocnicie wasza relacje i jego wpatrzenie w ciebie.
tez tak mysle.
cwieczenia, ktorymi i psa i siebie od kilku tygodni mecze, sa potrzebne, przynasza rezultaty, ale… sa cholernie nudne. tak nudne, ze za kazdym razem musze z soba walczyc, zeby isc cwiczyc. plac zabaw o wiele bardziej mi sie podoba niz kurs posluszenstwa. juz nawet mysle, ze poszukam jakiejs poprzeczki do skakania, zeby w ogrodzie z psem skakac;)