jade rowerkiem z pracy do domu. przez drewniany, pieknie oswietlony lampkami mostek. jest mrozno – niebo gwiazdziste, ech jak cudownie. jade, a przez mostek ida sobie dwaj panowie i prowadza rowery i blokuja mi droge. dzyn-dzyn, dzwonie i krece nosem, bo musze zwolnic… panowie usuwaja sie z drogi, ale tak jakos niefajnie patrza… no nic, ja tez nie lubie jak ktos na mnie dzwoni czy trabi. juz prawie dojezdzam do konca mostka, a z naprzeciwka idzie pan i patrzy na mnie jak na wariatke: uwazaj, slisko! mowi. patrze ja pod nogi… a mostek az sie mieni w swietle ksiezyca od jodelek lodowych – nie tempertura, ale widok mnie zmrozil. na szczescie ”konczylam” juz mostek, wiec nie mialam czasu na myslenie: hamowac czy nie, zeskakiwac (na wysokich obcasach) czy nie. taka zmrozona szczesliwie dojechalam do konca mostku.
i znow uswiadomialm sobie, ze jechalam na ”automacie”, bez pomyslunku, bez zastanowienia. a tak najlatwiej o wypadek. i uswiadomilam sobie, czemu ci dwaj panowie tak spojrzeli na mnie, jak ich wymijalam – wariatka, mysleli:DDD
Uważaj na siebie. Wesołych świąt 🎄🌟
PolubieniePolubienie