Zaliczylam dzis stresa. przes ostatnie cztery dni nie robilam nic innego niz pisanie grantu, dyskutownaie, co ma sens, a co nie, ilu pacjentow mamy do projektu, ile co bedzie kosztowac, kogo mamy do projektu dodac a kogo nie, i jaka ilustracje rysujemy (tzn. ja rysuje) do schematycznego wytlumaczenia naszej hipotezy i planow.
wczoraj o 0.30 wrocilam do domu. wypilam lampke wina, zeby okielznac mysli i poszlam spac.
rano jeszcze przedzwonilam do finansow, czy sprawdzili kosztoryst. tak, ale maja pytania. i tak sobie ping-pongowalismy pytanami i odpowiedziami, i brainstormami jakby tu jednak kosztorys inaczej przedstawic do… 13.45.
15 minut przed deadlinem dostalam excela z kosztorysem podpisanym przed waznego pana.
w miedzyczasie odkrylam, ze rubryki, w ktorych moglam wstawic tekst, mieszcza max. 1000/2000 czcionek bez spacji, a ja zalozylam optymistycznie, ze 1000/2000 czcionek ze spacjami. tak wiec wiec w ostatniej chwili redagowalam tekst, skracalam zdania, wyrzucalam ozdobniki, typu ”importantly” czy ”hence”…
o 13.50 system on line zaczal sie zacinac. w tym samym czasie telefon zaczal szalec, wiadomosci od lubego, szefowej, kolaboratorow, pana od finansow zaczely przyplywac z pytaniami czy juz wyslalam – a ja walczylam z on-line submission systemem, ktory chyba byl zwyczajnie przeciazony przez ludzi takich jak ja: wysylajacych projekt na ostatnia chwile. bo coz, tak juz jest, ze 99% naukowcow wysyla projekty a ostatniej chwili.
o 13.59 wcisnelam guzik ”submit’. i nic. ”submit”. nic. i tak kilka razy. wybila 14.00…
zadzwonilam do ict. ulga. project zostal przelkniety przez system.
pffffff. adrenalina zaczela opadac. poczulam, ile energii i napiecia poswiecilam na to, zeby dopiac projekt do konca. i jak zawsze, obiecuje sobie, ze nastepnym razem lepiej to wszystko zaplanuje;)
powodzenia z planowaniem! ale nawet jak Ty zaplanujesz, to i tak ktos wysle info na ostatnia chwile.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
niestety…
PolubieniePolubienie
W czasach dawnych pragnąłem zostać na uczelni. Jednak kultura tejże organizacji kłuciła się z moją kulturą i jakoś nam było nie po drodze. Do nauki w krajowym wydaniu również mnie nie ciągnie.
PolubieniePolubienie
malo wiem o kulturze naukowej w Polsce, ale wiem, ze po 6 miesiacach stazu w Holandii wiedzialam, ze w Polskim instytucie doktoratu nie bede robic.
PolubieniePolubienie