ostatnie kilka lat, a zwlaszcza ostatni rok bylo moim spoznionym okresem dojrzewania. w sumie to menopauzy polaczonej doswiadczeniami, ktore bolaly, stresowaly, ale i doszlifowaly moj charakter i pokazaly mi moja sile. nie uczynily mnie silniejsza, ale pokazaly, ze jestem silna. i choc rzadko mi sie to zdarza, to patrzac wstecz, jestem z siebie dumna – ogarnelam, nie poddalam sie, szlam do przodu i wszystkie zaplanowane cele osiagnelam. To ostatnie uswiadomila mi moja doktorantka, ktora uczciwie poinformowalam o mojej, do niedawna, niepewnej pozycji. W czwartek mialam spotkanie z ordynatorem naszego oddzialu. przeprosil mnie ekstensywnie. bylo mu glupio, a moze wstyd – nie wiem, jakie uczucia nim miotaly, ale jakies miotaly, bo przez pierwsze 10 minut rozmowy nie spojrzal mi w oczy. dopiero, gdy dalam do zrozumienia, ze nie jestem obrazona, ze tak, zaczynamy od nowa, rozpromienil sie i powiedzial, ze jestem naprawde ”welkom” i ze liczy na owocna wspolprace. No coz, to od razu poprosilam o podwyzke (ktora mi sie nalezy i on to dobrze wie) i o to, czy bedzie wspieral moj akademicki rozwoj. jak najbardziej. Spisalam obiecanki, wysalam je w mailu do ordynatora, niech bedzie udokumentowane. m.in. tego sie nauczylam w ostatnich latach: zbierac dokumenty. Wczesniej ludziom wierzylam na slowo. Teraz sie nauczylam, zeby nie mierzyc innych ludzi swoja miarka.
Do tego menopauza. jako ze okres dojrzewania przeszlam bardzo spokojnie i przez cale dorosle zycie nie mialam jakis emocjonalnych hustawek (nawet po porodzie – a tylu ludzi mnie ostrzegalo, ze hustawki sa ”normalne”), nagle, w 46-wiosnie zycia hormony zaczely mnie okielznywac. w pewnym momencie zaczelam akceptowac fakt, ze mam depresje. nie mialam ochoty wyjsc z lozka. codziennie budzilam sie zmeczona, zniechecona, tak naprawde to tylko siedziec i spac mi sie chcialo. i jesc. bo emocje trzeba zajesc…. zaplacilam za to dodatkowymi kg, poszlam o rozmiar w gore, co samopoczucia nie poprawia. do tego bole brzucha, podbrzusza… stwierdzilam, ze to juz nie tylko depresja, ale i hipochondria. ciagle mnie cos bolalo. Poszlam do lekarza rodzinnego. lekarka zaproponowala terapie hormonalna. ja najezona… bo tak, najlatwiej kobiety naszpikowac hormonami. a przemysl farmaceutyczny niech nam zyje i kase kreci;) no coz, zaczelam studiowa literature i choc nie do konca przekonana, ale bez zadnej innej opcji (no chyba jedyna alternatywa bylo wziecie chorobowego z powodu depresji / burn outu), w koncu poprosilam o hormony. lekarka przepisala mi najslabsza dawke progesteronu. Ze trzy dni chodzilam i zastanawialam sie, czy w ogole odebrac lekarstwa. Potem, jak juz odebralam, kilka dni studiowalam ulotke i wszystkie skutki uboczne. Modlic sie zaczelam o podpowiedz z gory, czy ja mam to swinstwo brac czy nie. Az w koncu bylam tym wszystkim tak zmeczona, ze poddalam sie, a moze raczej zmadrzalam, a moze sygnal z gory dostalam: zaczelam kuracje progesteronem. Na trzeci dzien obudzilam sie przed budzikiem, pelna energii, jakby nowo narodzona. I tak juz mam przez ostatnie prawie dwa miesiace – odkad biore progesteron. Czyli jednak mi go brakowalo. Jestem przeszczesliwa, ze nie mam juz okresu (bo hormony biore bez przerwy), a co za tym idzie, zero bolu podbrzusza, zero bolu kregoslupa, zero bolu glowy. i nagle okazuje sie, ze to nie byla depresja ani hipochodnria, to byl niedobor hormonow.
Ktos moglby sie z dziwic, czemu tak bardzo bronilam sie przed braniem pigulki (bo to co biore jest przepisywane w pierwszej kolejnosci jako pigulka antykoncepcyjna). Ano dlatego, ze przeraza mnie latwosc z jaka lekarze hormony przepisuja kobietom od ich najmlodszych lat – tak jakby to byly landrynki. Bo przeraza mnie mysl, ze 13-letnia dziewczynka bierze pigulke przez pierwsze 20 lat swojego zycia, najpierw na bol brzucha, potem jako antykoncepcje, a potem nagle chce zajsc w ciaze. Nie wierze, ze branie hormonow od najmlodszych lat i przez tak wiele lat nie ma skutkow ubocznych. Niestety, nie ma dobrze udokumentowanych, wieloletnich badan, ktore przekonalby mnie, ze branie pigulki przez tyle lat nie ma wplywu na plodnosc kobiety a takze na jej potomstwo. Ale to juz inny temat.
Ja sie ciesze, ze przez 47 lat zycia brania hormonow uniknelam i ze teraz, kiedy okazalo sie to konieczne, odwazylam sie podjac takie leczenie. Czuje, ze zyje.