ciagle nie rozumiem ekscytacji brzydota i szpetnoscia Halloween…
Aniol Stroz
kiedys moja kolezanka, po kilku wyczynach Szkraba, powiedziala, ze on to ma dobrego Aniola Stroza. zgodzilam sie z nia, bo Szkrab juz conajmniej trzy razy uniknal smierci, m. in. wtedy, gdy jakos 1.5-latni brzdac zwial mi na ulice, gdzie pedzily samochody. ja akurat schylilam sie pod wozek, zeby wyjac dla niego picie, a on ciach, ruszyl sprintem i w zyciu nie uwierzylabym, ze taki maly pedrak, z pielucha miedzy nogami, moze byc szybszy niz ja (choc do ulicy bylo jeszcze kilka metrow!)… ale byl.
przedwczoraj Bizon skarzyl sie, ze nie dziala jego odtwarzacz CD. oczywiscie zameldowal to w tym momencie, gdy ja wlasnie wychodzilam do pracy. odtwarzacz ma juz 3 lata, byl tanizna i juz kilka razy musialam Bizonowi pomoc go uruchomic, bo nie mogl ”zaskoczyc”. Doszlam do wniosku, ze zdechl ze starosci i trzeba bedzie kupic nowy, np. na Mikolaja. Obiecalam, ze popatrze, jak wroce z pracy. Po pracy oczywiscie zapomnialam o odtwarzaczu. Wczoraj Bizon przypomina, ze odtwarzacz nie dziala i podtyka mi go pod nos. Ja patrze, a tu kabel prawie calkiem przeciety… Szkrab. Na mur beton. Tylko on ma takie pomysly. Nogi mi sie ugiely, gdy uzmyslowilam sobie, ze Szkrab mogl ten kabel przeciac, gdy odtwarzacz byl podlaczony do pradu, ze pozniej taki przeciety kabel chlopaki wsadzali do wtyczki, bo Szkrab oczywiscie nie powiedzial Bizonowi, co zrobil i rznal glupa, gdy Bizon walczyl z odtwarzaczem, zeby zadzialal. Poszlam do Szkraba i powiedzialam, ze ma szczescie, ze on i Bizon jeszcze zyja. Wytlumaczylam mu, na jakie ryzyko wystawil ich zycie. Ze mogli juz nie zyc.
I jestem pewna, ze to Aniol Stroz, do ktorego sie codziennie z dziecmi modle, znow musial nad nimi dobrze czuwac….
pamietal!
szef wyrozumiale podszedl do mojej popoludniowej pracy w domu… mam nadzieje, ze tak juz zostanie.
a ja oprocz tego, ze jestem pracownikiem chirurgii, zostane tez jej pacjentka. na lopatce wyrosl mi ogromny lipoma (tluszczak po polsku?), uciska na nerwy i naczynia krwionosne i to co uznalam za skutek uboczny calodziennej pracy z myszka, nalezy wyciac… lipoma jest olbrzymi, wiec troche sie martwie, jaki slad mi zostanie na lopatce, ale szef obiecal, ze odda mnie w zlote rece, wiec moze i blizna bedzie mala?
dyplom i 25 euro!
z dzieciowego, robi mi sie finansowy blog;) ale nie, dzieci nadal beda przewodnim tematem:)
dzis Szkrab zdal egzamin z plywania. dyplom A. mial zdawac pol roku temu, ale wtedy mial obtluczony lokiec i o plywaniu nie bylo mowy… wiec dzis byl ten wielki dzien. szef bez mrugniecia okiem pozwolil mi wyjsc o 12.00 z pracy. mama miala odebrac SZkraba o 11.30 ze szkoly, ale nie wiem, czy ja sie przejezyczylam, czy mamie sie cos pokrecilo, odebrala go juz o 10.30. nauczycielka cos tam pokazywala na zegarek, ale mama myslala, ze chodzilo jej o to, ze byla 5 min za wczesnie, wiec wzruszyla ramionami i powiedziala, co umiala: ”swimming, exam” i nauczycielka sie poddala:)
Bizona luby tez godzine wczesniej wzial ze szkoly, zeby choc koncowke egzaminow obejrzec.
Pisalam juz kiedys, ze w Holandii z egzaminu z plywania robi sie impreze. I znow dzis bylam zachwycona, bo atmosfera wesola, tak jakby to bylo swietowanie, ze pierwszy etap zaliczony, ze hip hip hurra, swietnie sobie poradzicie, wierzymy w was.
myslalam, ze taka atmosfera zupelnie wyluzowuje dzieci, ale jednak nie, bylo kilkoro dzieci, ktore pochlipywalo z nerwow. pod tym wzgledem moje chlopaki mnie nie stresuja: do dentysty z usmiechem na gebie (bo mysla o prezenciku, jaki sobie wybiora, a nie o tym, ze bedzie borowanie), na egzamin z plywania Bizon na spokojnie, Szkrab w podskokach (a ja oczywiscie drzalam, zeby sie nie wykopyrtnal). Szkrab w pewnym momencie znudzil sie staniem w kolejce do podestu, wiec zaczal robic wygibasy brzuchem… zero stesu!
mi na chwile spocily sie oczy, obu babciom tez:)
a ze holenderska strona wprowadzila tradycje podarunku pienieznego za kazdy dyplom badz raport szkolny (odpowiedni swiadectwa, ktore dziecko dostaje po kazdym semestrze), a polska babcia tradycje przejela, to Szkrab za dyplom uzbieral 25 euro:)
a polska babcia jest w drodze do Polski. jedzie z moim panem od sprzatania. AUDI – zapiali z zachwytu chlopcy, babcia pojedzie AUDI! oby szczesliwie dojechali…
badania zwieracza i 100 euro:)
ale mi sie zebralo:)
od kilku dni moj szef ze studentkami medycyny badaja zdrowe osoby, jako wyznacznik ”normalnych” parametrow, ktore pozniej bedziemy porownywac z osobami z roznymi chorobami koncowki jelita, m.in zwieracza odbytu.
badnia sa bezbolesne, choc do przyjemnych nienaleza, bo do odbytu i rektum wprowadza sie rurke z sensorami, ktore mierza, co sie ”tam” dzieje w roznych okolicznosciach (np. gdy prosi sie pacjenta by scisnal swiadomie zwieracz). czyli trzeba sie rozebrac od pasa w dol, wypiac tylek, dac sobie wsadzic te rurke, lezec cierpliwie i wspolpracowac przez okolo 1-2 godzin.
do tych pomiarow zglosili sie glownie studenci, placimy im za to 100 euro.
bylam zaskoczona iloscia chetnych, bo ja chyba glodem bym musiala przymierac i nie miec zadnej innej opcji zarobku, zeby sie na takie badania zglosic. ja gdy ide do ginekologa, jestem spieta, a co dopiero wypinac tylek;)
kolce w stopie i 12 euro
wczoraj bylo o posladkach i rachunkach, dzis o stopie i 12 euro;)
kiedy w lutym bylam u nas moja mama, poszla z chlopcami do kwiaciarni poogladac kwiatki. oczywiscie nie wrocili z pustymi rekoma: Szkrab poprosil o hiacynta, Bizon o kaktusa. Hiacynt juz dawno temu przekwitl, a kaktus ma sie swietnie, urosl, zakwitl i juz od kilku tygodni Bizon alarmowal, ze kaktusowi nalezy dac wieksza doniczke. ale czas mijal, kaktus rosl, az w koncu zachwial sie i spadl na noge Szkrabowi. kaktus byl bardzo kolczasty, wiec kolce gleboko sie powbijaly w stope Szkraba. stalo sie to, gdy luby siedzial w pociagu zmiarzajac w storne Rotterdamu, ja z szefem w samochodzie, jadac do innej miejscowosci, a dzieci wlasnie mialy wychodzic z babcia do szkoly. wyjatkowo moja mama miala ich zaprowadzic, bo normalnie robi to luby.
SZkrab sie zaczal potwornie wydzierac z bolu i z przerazenia, bo kolce wystajace ze stopy milo nie wygladaly. moja mama chciala mu je od raz upowyciagac, rzucila sie wiec z peseta, ale SZkrab byl tak rozhisteryzowany, ze w koncu mama sie poddala i powiedziala, ze mu… zaplaci, jak spokojnie siadzie. i siadl. i zaczal negocjacje. doszlo do 12 euro!
kiedy wrocilam do domu powiedzialam, ze to Szkrab powinien babci zaplacic za zabieg i Szkrab zaplacil, czyli oddal babci pieniadze:)
usmialismy sie z tejze przygody, choc mojej mamie i Szkrabowi rano do smiechu nie bylo;)
a Bizon skarzy sie na bol glowy… oczka szklane, chorobsko go bierze. niech sie wychoruje, poki mama jest…
posladki vs rachunki
co maja posladki wspolnego z rachunkami, wiedza nie tylko osoby, co sobie posladki ”robia” (koryguja), ale i osoby, ktora wladaja j angielskim i niderlandzkim.
a bill w j. ang. = rachunek
een bil w j. niderlandzkim = posladek
przychodzi do mnie student i pyta, jak wygladaja wyjazdy na koferencje od strony finansowej. tlumacze mu: przynies mi wszystkie ”billen” a ja zalatwie zwrot kosztow. – studentowi pojawia sie niesmialy usmieszek, ktory uprzejmie probuje ukryc, ale i ja zaczynam sie smiac i poprawiam, sie, ze nie, nie chce tu zadnych posladkow (bil-len), tylko rachunki. na szczescie student wie, skad moje przejezyczenie, wiec smiejemy sie razem:D
ciekawe ile przejezyczen tego typu mi sie przytrafilo, a nie bylam ich swiadoma…
__________________
Szkrab mial wczoraj kiepski dzien: na zmiane plakal, dokuczal, jazgotal, klocil sie, krzywil. pare razy nas nerwy poniosly i a to za kare na schodach musial posiedziec, a to mial sie wyciszyc swoim pokoju, w koncu przy kapieli nabroil tak, ze luby przerwal kapiel i wyslal Szkraba od razu spac. Szkrab zawodzil i zawodzil, wiec w koncu luby poszedl do niego pogadac, co sie z nim dzieje. a Szkrab zaczyna:
– ja nie poznaje swojego taty! moj tata nigdy na mnie nie krzyczy… – bardzo tragicznie to brzmialo, a jednak usmialismy sie jak juz Szkrab zasnal;)
pogadali faceci, Szkrab wyszlochal swoje wszystkie bolaczki i zale, niestety, najwieksza jest to, ze mama ma nie pracowac, tylko odbierac wlasne dzieci ze szkoly! no niestety, moje dzieci chodza do szkoly, w ktorej zadna mama nie pracuje na pelny etat, na ogol pracuja 3 dni w tygoniu, wiec przynajmniej dwa razy w tygoniu przychodza odebrac swoje dzieci ze szkoly, a polowa mam w ogole nie pracuje… wiec rozumiem zal Szkraba, ktory przez ostatnie 6 tygodni byl odbierany przez babcie. od pn sie to zmieni, bo moja mama wraca do Polski, wiec ja planuje w pn i czw pracowac popludniami w domu (teoretycznie popoludniami, praktycznie wieczorami, jak chlopcy juz pojda spac…). az sie boje, co szef na to… czy jeszcze pamieta, ze umawialismy sie na fleksybilny czas pracy? oby.
holederski las
lubie sie droczyc z lubym i ponasmiewac z holenderskiego lasu;) bo to taki wyglaskany park z wysokimi drzewami, sciezkami i wyznaczonymi szlakami, z podana dlugoscia trasy, ktora zawraca do parkinkgu. a kolo parkingu oczywiscie knajpka z kawa, frytkami i cola. taki las;)
jako ze od kilku dni kazdy Holender, jakiego spotkalam przezywal, ze w weekend ma byc 24 stopnie, zarzadzilam wyjazd do lasu. mama sie ucieszyla, bo po jesiennych wakacjach (=uwiazana dziecmi przez caly dzien…), miala ochote sie zrelaksowac i w ogole mama, jak ja, luby ruch i przyrode.
pojechalismy. las mnie oczywiscie nie zaskoczyl, przemaszerowalismy kladkami zbudowanymi na wysokosci korn drzew, co bylo ciekawym doswiadczeniem, ale jednak wole szuranie butami w lisciach i zapach grzybow, runa lesnego i kory drzew.
zaskoczyla nas za to pogoda: jakies 18C i oczywiscie przelotne opady. na szczescie drzewa byly swietna oslona przed deszczem:D siadlysmy z lubym i mama na pienku, a dzieci bawily sie w szalasach zbudowanych wokol pni drzew.
wielu Holendrow uwierzylo w prognoze pogody i paradowalo w krotkich rekawkach:) a ja juz sie nauczylam, ze w Holandii na deszcz jest zawsze szansa, wiec kurtki wzielismy.
zalapalismy sie te na pokaz ptakow drapieznych. dzieci pod wrazeniem, ja tez oczy nacieszylam, bo bardzo lubie obserwowac zwierzeta. oczywiscie aparatu fotgraficznego nie wzielam, komorka mi sie rozladowala, ladowarke zostawilam w pracy, wiec zdjec nie ma. standard;) ale to nic, najwazniejsze, ze te 3 godzinki w lesie nas odprezyly. tak, znow przekonalam sie, ze nie gwar, nie duze miasta, nie muzea, czy imprezy, ale las, przyroda, spokoj i cisza sa mi potrzebne do szczescia. tryskam szczesciem, mimo ze od pasa w dol jestem potwornie obolala po wczorajszym bootcampie;)
a teraz biore sie w koncu za ”Chmurlandie”’, ktora juz od wakacji czeka:)
oceny w szkole
moje dzieci maja zupelnie inne charaktery, sa zupelnie do siebie niepodobne fizycznie i maja inny rodzaj inteligencji. Bizon jest bardziej typem alfa, a Szkrab bardziej umysl scisly. Bizon nauczyl sie czytac plynnie majac 5 lat, za to do tej pory nie potrafi sobie sam zorganizowac zabawy, a Szkrab majac 6 lat sklada literki, za to fantazje ma taka, ze moglby przedstawienia rezyserowac:) Bizon jest bardzo abmitny, zdyscyplinowany i uczy sie swiadomie, dlatego tak szybko nauczyl sie czytac (bo nie tylko chcial, ale i dziure wiercil, zeby mu pomoc w nauce), dlatego gra na skrzypcach i niedlugo lepiej bedzie pamietal stolice panstw niz ja;) Szkrab ma wszsytko gleboko gdzies, przemeczac sie nie lubi, wiec i nauke ma w glebokim poszanowaniu, za to gdy trzeba gdzies przykrecic srubke, zalozyc lancuch gdy spadnie z rowera, czy pokroic marchewke do zupy, do tego jest pierwszy i swietnie sobie z tym radzi, a uczy sie intuicyjnie i nie raz zaskoczyl nas wiadomosciami, ktore ot tak, przy okazji, sobie przyswoil, np. tabliczke mnozenia, ktora cwiczylismy z Bioznem:)
to tak na wstepie:)
w pierwszej i drugiej klasie i Bizon, i Szkrab mieli zawsze najlepsze oceny. owszem, bardzo nas to cieszylo, ale jako ze znamy mozliwosci naszych dzieci, jakos sie tym nigdy nie ekcytowalismy, choc dzieci chwalilismy i podkreslalismy, jak bardzo jestesmy z nich dumni.
Bizo, gdy poszedl do trzecej klasy potrafil plynnie czytac, wiec dostal indywidualny tok nauczania i gdy dzieci uczyly sie techniki czytania, on uczyl sie krytycznego czytania. Swietny pomysl, bo dzieki temu nie nudzil sie i nie przeszkadzal w lekcji (tak jak ja, gdy mialam 7 lat – notorycznie przynosilam uwagi w dzienniczku ”czips gada na lekcji”, ”czips zabawia kolezanki” – no coz, od zawsze bylam towarzyska;). testy mial na podstawie jego podrecznika, a oprocz tego test sprawdzajacy szybkosc czytania, ktory byl obowiazkowy dla kazdego ucznia. Bizon z tego testu dostawal 5 i 6 (w tlumaczeniu na polski system).
a Szkrab dostaje troje. po tak dlugim wstepie, doszlam do sedna;) otoz do tych troj podchodze podobnie jak do ocen w 1 i 2 klasie, czyli nie ekscytuje sie, a Szkrabowi mowie, ze swietnie sobie radzi. bo tak, radzi sobie swietnie: reliazuje program 3 klasy, czyli uczy sie literek i skladania z nich slow. co mnie zastanawia, to system oceniania. bo jesli dzieci od 7 tygodni ucza sie czytac od prawie zera, to trudno mi sobie wyobrazic, ze ktos potrafi plynnie czytac. czyli wymagania co do tempa czytania powinny byc dopasowane do poziomu nauczania, do przerabianego programu. tak przynajmniej mi sie wydaje. a to, co ponad poziom, czyli plynne czytanie, powinno byc oceniane jako celujacy, czyli szostka. dziwie sie, ze Szkrab dostaje dst, skoro to, czego ucza na lekcji ma w jednym paluszku. Spodziewalabym sie conajmniej oceny dobrej, bo naprawde swietnie sobie radzi i widze, jak wielkie postepy robi w nauce czytania.
czy to mi sie tak wydaje, czy testy, ktore sprawdza ile slow w damym czasie dziecko przeczyta, po 7 tygodniach nauki czytania, nie powinny wymagac plynnego czytania, zeby zdac je na bdb czy db? zdziwilam sie, ale Szkrabowi nic o swoich watlpliwosciach nie powiedzialam. na szczescie on te testy zlewa:DDD o tym, ze byl test, dowiaduje sie, gdy kilka dni po tescie, w plecaku jest ”dyplom” z ocena;)
co zaczelam praktykowac, to wspolne czytanie na glos. ja czytam np. rozdzial z Rabarbara, a Szkrab czyta mi inna ksiazke, z duzymi literami i krotkimi zdaniami. i tak co wieczor praktykujemy. i najwazniejsze jest to, ze Szkrab kocha ksiazki, rwie sie do czytania i cos czuje, ze jak juz zalapie to plynne czytanie, to nie bede wiedziala, ze mam dziecko w domu:)
a wczorajsza wiadomosc o smierci Ani Przybylskiej, rok ode mnie mlodszej, po raz kolejny przewartosciowala, moj system wartosci… dwa lata temu Chustka, pozniej Wanda_Monika, teraz Ania… moje rowiesniczki…. tez matki, zony, mlode kobiety, pelne zycia i radosci. co nas czeka?
poprawnosc polityczna
szef dal mi do korekty swoj artykul, ktory kilka miesiecy temu nie zostal przyjety do pewnego magazynu. do tego dolaczyl opinie recenzentow i spytal co o tym sadze. poniewaz szef jest troche narcystyczny (ale tak umiarkowanie i ku mojemu zdumieniu bardzo sie liczy z moim zdaniem:DDD zobaczymy jak dlugo…), nie moglam mu wprost wypalic, ze recenzenci dosc slusznie ocenili jego prace naukowa, a najsluszniej jego wypociny. bo szef pisac nie umie. sam stwierdzil, ze cierpi na lekka forme dysleksji. ja tam dysleksji w artykule nie widze, tylko skroty myslowe, choas myslowy i dosc duzo ponaciaganych na wyrost wnioskow.
i jak to powiedziec szefowi. glowilam sie caly wieczor i nic nie wymyslilam. rano, jak glowe na rowerze dotlenilam, wiedzialam co powiem.
powiedzialam, zgodnie z prawda, ze temat jest trudny, ze przecietny czytelnik nie jest tego w stanie zrozumec za jednym podejsciem, ze to trzeba napisac inaczej, latwiej, tak, zeby edytor po 5 minutach wiedzial, o co w tym artykule chodzi.
jak sie szef ucieszyl! bo oczywiscie, ze to jest trudny przedmiot (=a szef genialny!) i oczywiscie, ze to trzeba jakos latwiej opisac. tylko jak? a to juz moj problem.
szef caly tydzien na wakacjach, a ja chodze nieprzytomna od myslenia, przepisywania, uzupelniania, sprawdzania terminologii, powtarzania anatomii ukladu nerwowego i fizjologii ukladu pokarmowego, do tego troche anestezji, ktorej wplywu na uklad nerwowy dalej nie kumam, testow, o ktorych istnieniu cos tam slyszalam, ale dopiero teraz doczytuje jak i po co sie je wykonuje, rysowania schematow, tabeli. i ile razy wydaje mi sie, ze juz to mam, to pod koniec dnia nic juz z tego artykulu nie rozumiem… i tak to sobie politycznie zaszkodzilam;)
no nic, jeszcze mam 3 dni…
i nie, nie narzekam:) mnie to sprawia wielka radosc, choc przyznam, ze macierzynskie wyrzuty sumienia mam. bo zdarza sie, ze chlopaki cos do mnie mowia, a do mnie nic nie dociera.
wypilam ten kawe z Hansem, kolega z poprzedniej pracy, tym, ktory juz niedlugo przyjdzie pracowac u lubego. jak posluchalam jak sie sprawy maja, to ciesze sie, ze zmienilam prace. ta jest bardziej wymagaja, bardziej odpowiedzialna, ale i zarobki o wiele lepsze. jednak od zarobkow o wiele wazniejsza jest nawet nie tyle atmosfera pracy, tylko w moim przypadku tempo pracy. ja lubie pracowac w systemie ”akcja-reakcja”, a nie czekania i odwlekania decyzji. moj szef (ktory twierdzi, ze nie jest moim szefem;)) jest taki sam, dzieki czemu lubie z nim pracowac.
byla szefowa prosila Hansa, zeby jeszcze zostal dodatkowy miesiac, ale Hans kategorycznie odmowil, bo tego go meczy ten bezruch, to tempo pracy, a wlasciwie brak tempa.
szkoda mi bylej szefowej, bo grunt jej sie pod nogami pali, bo byla mi bardzo zyczliwa osoba, bo jest fajna kobieta, ale… ona sie zwyczajnie na to stanowisko nie nadaje.