obowiazkowosc wpoili mi rodzice i jestem im za to bardzo wdzieczna. luby przez to, ze teoretycznie jest obowiazkowy, ale w praktyce czasami trudno bywa, wybral sobie taka prace, ze ma duzo swobody czasowej i w organizowaniu swojej pracy. choc obowiazkowosc wymaga pracy, dyscypliny i czesto daje w tylek, ucze jej od malego moich chlopakow. odkad poszli do szkoly, regularnie ich do tej szkoly posylam, rano piluje wszystkich, zeby motorki wlaczali, zeby na czas byli w szkole (a dzieki szkole chlopakow luby w pracy jest nawet przed czasem:), na zajecia pozalekcyjne woze. a jak dzieci marudza, ze wola zostac w domu, mowie: albo chodzicie albo sie wypisujecie – to wymaga i ode mnie samodyscypliny, bo taekwondo w piatek o 17.00 to jakies nieporozumienie:/
to sie pochwalilam jaka to jestem obowiazkowa;) a pisze o tym, poniewaz zastanawiam sie, czy to dobrze, czy moze jednak za bardzo piluje, za bardzo scigam wszystkich dookola, bo mozna tez inaczej, na luzie, bez popedzania, bez musztry, bez obowiazkowosci.
zawiozlam wczoraj rano dzieci do szkoly, w drodze powrotnej mijam matke z Andy’m. Andy stoi pol metra przed matka, a matka rozmawia z jakims facetem o piesku tego pana. Dzwonek szkolny juz dawno temu zadzwonil, ale ta matka ma to gdzies – ona ma ochote sobie pogawedzic, to gawedzi, a co bedzie pedzic i nerwowa atmosfere siac. Andy wola: ”mamoooo, musimy isc”, ale mama spokojnie papieroska zapala, czestuje pana od pieska, macha reka do Andiego ”zaraz” i spoko, Andy czeka, a tylko ja gnam. bo musze zakupy, zupe, rozwiesic pranie, ktore udalo mi sie nastawic jeszcze przed wyjsciem do szkoly, ogarnac chalupe i dokonczyc ”Choroby metaboliczne”.
wczoraj dzwonie do Magdy od Milanka (znam w Holandii 5 Magd, przez co kazda musi miec jakies okreslenie;)). Bo w pn za dwa tygodnie moja niania (tez Magda, ktora polecila mi jeszcze inna Magda;)) nie moze zajac sie chlopakami. Wiec pytam, czy dalaby rade wziac do siebie na 2.5 godziny moich zbojasow. Spoko, moze. Ale mnie oswieca, ze przeciez ona tez musi odebrac swojego synka ze szkoly, o tej samej porze. Wiec pytam, jak ona to zrobi, bo jej Milan chodzi do innej szkoly niz moje dzieci. A nie wysle Milana do szkoly. Jak to?????? Pytam ze zgroza i od razu czuje sie winna, chce odwolywac prosbe, bo nie chce, zeby z powodu mojej prosby Milan opuszczal szkole. Ale Magda spokojnie mowi, ze przeciez 4 latek nie ma obowiazku szkolnego, wiec ona Milana tak w kratke do szkoly prowadza, a ze w poniedzialki jest pani, ktorej Milan nie lubi, to najczesciej te poniedzialki mu robi wolne… szczeka mi opadla. Bo juz pomine fakt, dzieci 4-letnie nie maja obowiazku chodzenia do szkoly tylko gdy sie ich do tej szkoly nie zapisze, ale jak juz sa zapisane, to maja obowiazek chodzic, czego Magda chyba nie wie… ale bardziej zastanowilo mnie to, czego ona to dziecko uczy: ”nie lubisz pani, nie musisz chodzic. nie chce ci sie, a, jestes jeszcze malutki, zostan w domu”.
kurcze, ne fajnie tak kogos bliskiego obsamarowywac, bo akurat z Magda jestesmy dosc blisko, ale siedzialo to we mnie, bo zaczelam sie zastanawiac nad soba: moze to ja za bardzo te moje dzieci piluje? moze to ja ta swoja obowiazkowoscia za bardzo obciazam ludzi zyjacych wokol mnie? moze ja jestem osoba trudna?
Cos w tym stylu uslyszalam od tescia… bo jutro do naszego miasta przyplywa Mikolaj i tesciowie bardzo chca, zebym z chlopakami (i tesciami) poszla. a ze chlopaki sa przeziebione (i dzis z tego powodu nie poszli do szkoly), to ja zasugerowalam, ze my raczej cala impreze obejrzymy sobie na zywo w TV i w tym roku damy sobie spokoj z wyjsciem do miasta. tym bardziej, ze w pn wszyscy musimy byc zdrowi (a moje zatoki wlasnie mnie wczoraj zaatakowaly:/), bo skoro ja do pracy, to dzieci MUSZA isc do szkoly, bo co ja z nimi rano zrobie? A tesc pyta, czemu ja to tak utrudniam… Odparowalam, ze ja ulatwiam, bo zamiast ciagac dzieci po tlumach, ide na latwizne i posadze je przed TV. Ale juz poczulam sie niepewnie – moze ja rzeczywiscie wszystko zbyt powaznie, zbyt serio, zbyt obowiazkowo traktuje??? I jak znalezc rownowage?
A tak w ogole, to mam wrazenie, ze tesciom bardziej na tej imprezie zalezy niz moim dzieciom – dzieci ze spokojem przyjely fakt, ze obejrza impreze w TV, za to tesciowie i szwagierka bardzo dlugo przezywali i nadal maja nadzieje, ze jutro dzieci beda tryskac zdrowiem i posle ich w ten tlum. a ja… mysle, ze nie;)