dzis Bizonowi rozwalily sie wiosenno-jesienne buty. zimowe chlody tuz, tuz, wiec w pazdziernikowym budzecie uwzglednilam buty zimowe dla chlopakow, a nie lekkie polbuty do pod kostke. kupic buty nie taki problem, mam wyprobowany juz outlet, gdzie za polowe ceny mozna nabyc dobrej jakosci buty, ale… jesli Bizon w tych butach pochodzi moze jeszcze 3, max 4 tygodnie (bo teraz jest cieplo: hurrraaaa – mamy zlota, holenderska jesien!!! dzien w sweterku narzuconym na cieniutka sukienczyne po miescie biegalam!), to szkoda mi wydawac pieniedzy nawet w outlecie, bo noga Bizona rosnie i na wiosne buty kupione teraz moga okazac sie za male.
ale co robic – nie kaze sie dziecku piec w zimowych butach, kiedy na dworze 20C.
pojechalismy do outletu, a tam… drozyzna… kryzys dopadl tez outlety, wiec ceny juz nie takie niskie. mina mi zrzedla, a Bizon zaczal znow wyszukiwac swiecace cudenka. zbuntowalam sie cichaczem, nie bede doplacac za lampki i inne coolowe bajery.. znalazlam ladne, ciemnoblekitne, skorzane polbuty, za cena bardzo ludzka, wcisnelam Bizonowi kit, ze to supersportowe buty dla biegaczy. Bizon jak podchwycil, jak buty zalozyl, jak pospeedowal po sklepie:
– mamo, rzeczywiscie, super biegaja!!! kupisz mi te????
– jasne:) – matka z ulga przyjela prosbe.
uf, udalo sie. ciekawe, jak dlugo uda mi sie jeszcze wciskac memu dziecku takie kity?:)
do tego znalazlam juz buty na zime, fajne goreteksowe wysokie trepy. i znow, jak powiedzialam, ze to buty do chodzenia po gorach – Bizon lyknal przynete, jak ryba robaka na haczyku:) mam go z glowy. tzn… mam taka nadzieje;)