dzis pod szkola
mama Vittorio stoi ze lzami w oczach i prosi mnie na bok, bo chce mi cos powiedziec. jakis czas temu rozmawialam z ojcem R. i ten skarzyl sie, ze dzieci dokuczaja jego synowi. mama Vittorio to uslyszala i potwierdzila, ze rzeczywiscie, slyszala od Vittorio, ze tak jest.
R. urodzil sie z zajecza warga, jest po operacji, ale jego twarz nadal jest ”inna”, delikatnie mowiac, chlopiec ten wyglada inaczej niz pozostale dzieci, a na dodatek jest bardzo emocjonalny, czesto poplakuje, szybko sie irytuje – co dzieci niestety wykorzystuja.
dzis do mamy Vittorio podeszla mama Jesse i mowi, ze slyszala od ojca R., ze ta skarzyla, ze Jesse przesladuje R… mama Vittorio sie zaczela tlumaczyc, ze ona imienia Jesse nie wymieniala, ze ona ogolnie potwierdzila to, na co skarzyl sie ojciec R. Mamie Vittorio zrobilo sie glupio, przykro i o malo sie nie poplakala. nie wiedziala, czy ma wolac ojca R. prosic, zeby sprostowal, czy dac sobie spokoj.
z kolei mama Vittorio do mnie dziwi sie, ze mama Menno chyba cos do niej ma, bo Menno nie zaprasza Vittorio i tez nie chce do Vittorio przychodzic.
Mama Ady ma podobne odczucia i tez mi sie zali.
Mama Jessego, z kolei poskarzyla mi sie przed swietami, kto dokucza Jessemu, bo Jesse ma ADHD, upierdliwie sie zachowuje i dzieci go wykluczaja z grupy.
itd., itd…
codziennie nowe opowiesci. a ja stoje i wysluchuje…
i im dluzej tego slucham, tym bardziej oczy ze zdziwienia otwieram, ze tez ludzie sie takimi pierdolami zajmuja (wiem, ze przesladownie nie jest pierdola, ale sposob, w jaki to rodzice roztrzasaja, dochodza kto komu, gdzie i kiedy…). slucham i mysle, ze moje dzieci mniej negatywnych rzeczy o kolegach opowiadaja niz ich rodzice (wlasciwie to ja wyciagam informacje szkolne z moich chlopakow, bo sami malo opowiadaja – nie sa zbyt wylewni). moze dlatego, ze u nas w domu rzadko sie mowi o innych? moja mama mnie nauczyla, ze lepiej nic nie powiedziec niz cos zlego. ze lepiej zamilknac niz obgadac. cos w tym jest… choc czasami trudno sie powstrzymac, czasami sie przeleje – zeby nie bylo tak czarno-bialo (prawda, Matyldo?;)).
nic nikomu nie powtarzam, na niczyje dziecko nie skarze, mam bloga i tu moge sobie dac upust;) tak jest chyba bezpieczniej:)
_____________________
wieczorna edycja. a wlasnie, ze obgadam: w pn wypucowalam podlogi. umylam, nablyszczylam, bo wiosna zawitala i mnie natchnela. i co? przyszla po Menno jego mama z coreczka. cale mieszkanie mi oblecialy, a na koniec mama Menno pochwalila sie, ze wlasnie zaliczyly farme. my na farmie bylismy w niedziele: kupa na kupie – my buty zostawilismy na dole, a wieczorem obskrobalam co suche, potem wsadzilam buty pod kran, choc my nie chodzimy w obuwiu po calym mieszkaniu. mama Menno i jej coreczka nie raczyly butow sciagnac.
jestem zla.
nie, nie jestem perfekcyjna pania domu, u ktorej wszsytko ma sie blyszczyc, lsnic – miewam balagan, rozgardziasz, bywa, ze podloga sie lepi, bo ”ktos” rozlal herbate, bywa, ze okruchy pod stolem leza, a ja nie biegne od razu z odkurzaczem. ale roznoszenie zwierzecych odchodow po czyims domu to dla mnie szczyt bezczelnosci.
nienawidze sprzatania, a juz najbardziej nienawidze myc okien i podlog. a jutro… od nowa pucuje podlogi. tylko… czy jest sens? jutro ma przyjsc Ada z mama – chyba je wczesniej spytam, czy nie zaliczyly przadkiem jakis kup…:/