z Holendra to moj luby tylko rysy ma.
bo tradycyjnej potrawy holenderskiej, ktora ja bardzo lubie (choc brzuch po niej rosnie;)), nie lubi. no, z laska zje, ale mini porcje, ktora po godzinie czyms musi uzupelnic. a potrawa ta jest stampot. w skrocie: ziemniaczane puree zmieszane z gotowanym lub posmazanym warzywkiem i najczesciej slono-plastikowa kielbaska na wierzchu. kielbaski to i ja nie lubie, ze wzgledu na te plastikowa strukture i chemiczny smaczek, ale zastepuje ja na ogol kielbaska jagnieca i gra. kielbaske mozna tez zastapic boczkiem albo innym miesem duszonym, ale wersja z kielbasa jest najszybsza.
moje ulubione stampoty to puree z dodatkiem czosnku, cebuli i endywii oraz tzw. hutspot, czyli puree z cebula i marchewkowa wyglada mniej wiecej tak: http://en.wikipedia.org/wiki/Hutspot
jest to obiad ekspresowy i takie wlasnie potrzebuje na ten tydzien, bo stety badz niestety, tydzien ten obfituje w rozne spotkania i w domu bywac bedziemy tylko wieczorami – z jednej strony lubie, z drugiej strony mam jakis przesyt w byciu towarzyska i najchetniej spedzam czas sama. ale trudno, jutro w szkole trzeba pomoc z dekoracjami, prezentami, kulinariami, w srode bede zabawiac do poludnia dzieci szkolne z okazji imprezy mikolajkowej, pozniej Bizona zawiezc do jednego kolegi, do Szkraba przywiezc innego kolege, a na 17.00 zawiezc Bizona na taekwnodo. w czwartek idziemy do znajomej, a wieczorem impreza u nas, ktora pewnie rano na szybcika przygotuje:/ – lubego wspolpracownicy przyjda do nas swietowac mikolajki. co wieczor musze z Bizonem intensywnie skrzypce cwiczyc, bo bedzie gral w szkole i za niecale dwa tygodnie koncert swiateczny z uczniami pani od skrzypiec. w piatek po szkole lekcja skrzypiec, urodziny Malinci i na koniec taekwondo. w sobote… o sobocie juz sie boje myslec bo nie wiem, jak ja Bizon przezyje po calym tygodniu atrakcji. o 9.00 proba skrzypiec, o 11.15 plywalnia, a po poludniu mikolaj u tesciow dla dzieci, wieczorem dla nas, doroslych, przy fondue, winku, z wierszykami, jak co roku. mysle, ze w niedziele bedzie wielkie wycie Bizona = odreagowywanie;)
no ale mialo byc o zholendrzaniu Holendra;) kiedy luby zobaczyl hutspota, skrzywil sie. postraszylam go, ze zrobilam na dwa dni, a pojutrze ugotuje gar stampota z endywia:DDD
druga cecha holenderska to oszczednosc. no coz, u nas kase zarabia luby, ale ja nia rozporzadzam, bo przy talencie lubego, pieniedzy zabrakloby w polowie miesiaca;) ja mam weza w kieszeni, choc… na ubraniach oszczedzac nie potrafie;) dlatego mam ich umiarkowana ilosc;) w sumie, to dobrze, ze luby lekka reke ma, bo ze sknerusem to ja bym sie wykonczyla. mialam takiego ”narzeczonego”, ktory przy lampce wina w winiarni (za ktora ja placilam!), potrafil wyliczac, jak to oni w tej winiarni zdzieraja, bo ta lamka wina kosztuje tyle samo co butelka tego wina w sklepie:/ tego wieczoru zrozumialam, ze dla nas przyszlosci nie ma. tak wiec, oszczedna to ja probuje byc, w przeciwienstwie do lubego, ale od sknerusow z daleka!
no i jeszcze ten zimny chow holenderski… tu meza zholendrzac nie chce. jest tak cieplym ojcem i mezem, ze tylko moge dzieciom i sobie pozazdroscic i zyczyc nam, by nigdy sie nie zholendrzyl.