mowi sie o solidarnosci jajnikow – moze i jest, ale trudno mi sobie przypomniec jakas konkretna sytuacje, w ktorej bym te solidarnosc dostrzegla. predzej solidarnosc matek, choc z ta roznie bywa, bo wiadomo, kazda matka chce byc ta najlepsza;) sa tez marsze, manify, na ktorych pojawiaja sie rozne hasla.
ale jak przyjdzie do tematu ”tych drugich”, czyli kochanek, to ani solidarnosci jajnikow nie ma, ani manifestacji, w stylu ”lapy precz od mojego meza”, a przeciez az sie o to prosi…
temat kochanek tlucze mi sie po glowie od dluzszego czasu, bo jedna z moich blizszych kolezanek byla ta druga, a teraz przyszla kolej na Anneke…
mierzac ludzi swoja miarke, nie przypuszczalam, ze takie normalne dziewczyny, kobiety, z mojego otoczenia, mile, wydawaloby sie madre, wrazliwe, nie z rodzin dysfunkcyjnych, sa zdolne do relacji z zonatymi facetami. a jednak… gdy dowiedzialam sie o pierwszej kolezance, ze romansuje z mezem znajomej, ktorzy mieli juz jedno dziecko, a znajoma byla z drugim w zaawansowanej ciazy, wscieklam sie. wyrypalam brutalnie cala ”moja” prawde o takim zachowaniu, wykrzyczalam ”jak kobieta kobiecie moze takie swinstwo zrobic”, ”sama jestes matka, sama chcialabys byc kochana, dlaczego rozbijasz czyjas rodzine”, bardzo to przezylam. z czasem temat oswoilam i zaczelam dorastac do mysli, ze takie rzeczy nie przytrafiaja sie tylko patologii.
latwiej mi zrozumiec jednorazowy skok w bok. przytrafil sie. czlowiek jest tylko czlowiekiem… tak ludzi usprawiedliwiam. ale ciagnace sie latami czy miesiacami romanse i rozbijanie rodzin?
wczoraj Anneke niby z wyrzutami, niby ze smutkiem, ale jednoczesnie z blyszczacymi oczami, opowiedziala mi o swoim romansie z facetem, ktory wpada na dwie godzinki, glownie zeby sie pobzykac, a pozniej ucieka do swojej oficjalnej partnerki, z ktora mieszka. facet ponoc nie wie co robic, ktora wybrac. a ja twierdze, ze on doskonale wie co robi, ze on juz wybral: ma kobiete od prania, gotowania i utrzymywania domu i ma kobiete do lozka. co za luksus…
a Anneke rwie wlosy z glowy, bo jesc nie moze, spac nie moze, tylko na sms-y czeka i na swego ksiecia stojacego niespodzianie pod drzwiami. bo ksieza pojawia sie ot tak, kiedy mu pasuje, kiedy akurat ”ta od przyziemnych spraw” pojechala do kolezanki na caly dzien.
pytam Anneke: gdzie Twoja duma?, przeciez on Cie wykorzystuje – fizycznie i emocjonalnie, nie jest ci glupia przed tamta kobieta?, czy czujesz sie szczesliwa?, czy chcesz to ciagnac?
i slysze: czuje sie winna, nie jestem szczesliwa, zyje w niepewnosci, czuje tak samotna jak nigdy (bo swieta, nowy rok, urodziny bez ksieca u boku…), nie chce tego ciagnac, chce, zeby on zdecydowal, bo ja nie potrafie go odeslac.
przeciez on juz sie zdecydowal. jemu jest fajnie.
a Anneke wcale nie. tamta kobieta o niczym nie wie. jak sie dowie, tez szczesliwa nie bedzie.
pytam, czy to milosc. tak, to milosc, a czy mozesz mu zaufac? czy mozesz na niego liczyc? nie. no to gdzie ta milosc????? to tylko i wylacznie seks. i klamstwa.
po co to? po co sobie komplikowac zycie? po co komus rujnowac zycie?
gdzie ta solidarnosc jajnikow?
ja przede wszystkim ze wzgledu na te druga kobiete nie zdecydowalabym sie na romans. jak kobieta kobiecie moze takie swinstwo zrobic? gdzie kobieca empatia? wyparta przez egoizm? ale przeciez zaden egoizm, to raczej masochizm.
dlaczego nie ma marszow przeciwko ”tym drugim”? czy dlatego, ze to juz norma? czy dlatego, ze nie nalezy wtracac sie w zycie innych? dlaczego?
o ile nieszczesc byloby mniej, gdyby kobiety nie decydowaly sie na bycie kochankami i pocieszycielkami biednych, nierozumianych mezow…
