chodze troche struta pewna sytuacja, ktora wydarzyla sie dzis w szkole. nic niby wielkiego, ale dreczy mnie to.
dzis w Holandii swietowano ostatni dzien swiatowego dnia ksiazki. w szkole Bizona, jak co roku, pozwolono dzieciom sprzedawac swoje stare ksiazki (za bardzo symboliczne sumy, na ogol 30-50centow, max 1 euro za ksiazke). moi nic nie sprzedawali, choc Bizon bardzo chcial – powod taki, ze wiekszosc holenderskich ksiazek, jakie mamy, sa prezentami, albo ksiazkami tak nowymi i w dobrym stanie, ze szkoda mi je bylo za 50 centow sprzedawac. tym bardziej, ze ksiazki te caly czas czytamy. a jak na zlosc, ksiazki, z ktorych chlopaki juz wyrosly, oddalam przed wakacjami sasiadce z dolu.
chlopaki maja jakies swoje drobne oszczednosci, ktore postanowili wydac na ksiazki.
w pewnym momencie, gdy kleczalam kolo Szkraba, zbierajac z jego 5 centowek 50 centow, jakas dziewczynka zawolala; proosze pani, prosze pani, czy Bizon moze kupic X-owi ksiazki?
i tu… moja empatia zawiodla:/
– nie, nie moze – odpowiedzialam i jeszcze powaznie spojrzalam na Bizona, jakby cos zlego chcial zrobic. i Bizon schowal pieniadze.
a do mnie po chwili dotarlo, co zrobilam. Bizon chcial zaplacic chlopakowi, ktory jest troche cwaniakowaty i mozliwe, ze chcial Bizona naciagnac, bo Bizon, po matce, naiwny jest strasznie. i wlasnie dlatego zabronilam. poza tym nie wiedzialam ile tych ksiazek, jakie (bo byly tez nowe, za oczywiscie wyzsza juz cene) i pomyslalam, ze Bizon wyda te swoje male oszczednosci, a pozniej bedzie mi jeczal, ze sam nie moze kupic sobie ksiazek.
Pozniej okazalo sie, ze X wybral sobie jedna ksiazke, wiec nic by sie nie stalo, gdyby Bizon mu te ksiazke zasponsorowal.
X jest dzieckiem, ktorego mama ma w nosie, co sie dzieje z jej dziecmi. Wiecznie spozniona do szkoly, ze szkoly, jej dzieci wiecznie samopas, chowane przez ulice. kobieta ani nie zjawila sie, zeby z dzieckiem ksiazki poogladac czy kupic, ani mu kasy nie dala, zeby sam sobie kupil (a informacje kazde dziecko dostalo 2 razy). dziecko jednak, jak koledzy, chcialo tez sobie kupic ksiazke… tylko za co?
moglam przeciez powiedziec Bizonowi, zeby np. ”pozyczyl” X-owi tego euraka i niechby sam sobie kupil te ksiazki, ktore mu sie podobaja, a ja… nie i koniec.
nie wiem, dlaczego tak mnie zacmilo. po jakis 5 minutach poprosila Bizona, zeby poszukal X-a i ”pozyczyl” mu euro, ale chlopca juz nie bylo.
i teraz chodze z wyrzutami sumienia. i mysle, czy jutro nie dac temu chlopcu jakiejs ksiazeczki i powiedziec, ze jedak Bizon dla niego ksiazke kupil…
___________
z jednej strony chce miec te empatie, zwlaszcza w stosunku do dzieci, z drugiej strony trzeba cwiczyc tez asertywnosc. po kupowaniu ksiazek (oj przybylo nam, przybylo:)) zawiezlismy je do domu i pognalismy do sai gimnastycznej na ”wolne sporty”. tam siadlam na lawce, a chlopcy mieli pozbywac sie nadmiaru energii. jednak dzis im zabawa nijak szla. Bizon zostala kontuzjowany podczas gry w hokeja, Szkrab sie zloscil, bo nie mogl nauczyc sie skakac przez skakanke… a nauczyciel tak sobie chodzil i nic. w koncu wstalam i zaczelam cwiczyc ze Szkrabem. cos zalapal, ale sie zmeczyl…i obrazil;) wiec siadl na lawce i odpoczywal nadety. za to Bizon tak sie zaczal rozczulac nad uderzonym kolanem, ze w koncu, zeby odwrocic jego uwage, zlapalam za sprzet do badmintona. i zaczelismy grac. Bizon o kolanie zapomnial, Szkrab zapomnial, ze sie obrazil i liczyl punkty. ale co chwile przychodzili inni chlopcy i chcieli ZE MNA grac. probowalam ich ”sparwac”, zeby obok nas grali, ale nie, oni chcieli ZE MNA! a gdzie, kurcze, wasi rodzice?!?!?! wiec w koncu powiedzialam im wprost: nie, bo ja chce grac z moim synkiem. dotarlo, poddali sie ze smetnymi minami i nie chcieli ze soba grac. troche bylam zla na nauczyciela, bo przeciez moglby troche tu, troche tam, zagrac, pokazac jak skakac na tej skakance czy jak krecic hula hop. niby zagadywal do dzieci, ale malo domyslny – jak to facet;) troche mi bylo szkoda tych dzieci, ale dlaczego ja mam sie nimi zajmowac, skoro mam swoich dwoch? jedni rodzice siedza, w domu i gazetki przegladaja, inni kase i kariere robia, a ja sie mam ich dziecmi zajmowac?
__________________
zeby nie bylo, ze tylko zmartwienia mam, na wesolo:
w nocy Szkrab przytuptal, mosci sie kolo mnie, przytula, wiec i ja do niego (tak bardzo lubie ten jego dzieciecy zapaszek i ciepelko…) i pytam:
– kochasz mamusie?
– tak. i Jezusa tez! – odszeptuje ni z tego, ni z owego Szkrab i zapada w sen.
**********
dzis zaliczylam tez z Bizonem okuliste. okulista poprosil o odczytywanie planszy. za kazdym razem, gdy okulista wskazywal glowe konia, Bizon bardzo skupiony i powazny mowil:
– glowa konia.
smiac mi sie chcialo, bo ja bym powiedziala po prostu ‚kon”. i mysle, ze wiekoszosc ludzi tak by wlasnie powiedziala. ale Bizon musi byc precyzyjny!)
wiec przy drugim oku, okulista z drzacymi juz wargami najechal wskaznikiem na konia:
– glowa konia – rzekl Bizon
– tak, glowa konia – powiedzial BARDZO powaznie okulista, a oczy mu sie smialy. mi tez:)