weekendu najbardziej potrzebuje Szkrab. wymeczyla go szkola. w nocy najwyrazniej odreagowuje szkole (4.5- latek!), zle spi, kreci sie, budzi, a rano, kiedy czas wstawac do szkoly, wstaje zmeczony, zly i placzliwy.
Bizon tez zmeczony, ale on chociaz spi lepiej, wiec w nocy dobrze wypoczywa. z Bizonem mam jednak zgryz (on na szczescie nie jest tego swiadom), bo cos sie zmienilo w zachowaniu mamy Vittorio.
Bizon, Vittorio i Menno byli trzema najlepszymi przyjaciolmi. na zmiane odwiedzali sie w domach. w czasie lekcji Bizon i Menno bardziej trzymali razem, bo sa na podobnym poziomie, jesli chodzi o nauke, a na podworku, podczas przerwy, Vittorio i Menno wiecej czasu spedzali razem, bo oni lubia bawic sie w rycerzy i ksiezniczki i hustac na hustawce, podczas gdy Bizon woli grac w pilke, bawic sie w berka, czy jezdzic na hulajnodze. Bizon jest wlasnie taka kombinacja: aktywny, ciagnie go do sportu, wiec chce cos konkretnego robic, ale jednoczesnie w klasie potrafi sie skupic, spokojnie siedziec i wykonywac rzetelnie polecenia nauczycielki.
jako ze ja z mama Vittorio lubilysmy sobie pogadywac, nasze dzieci czesto zostawaly po szkole na boisku i razem sie bawily, a my moglysmy posiedziec, pogadac i bylo milo (tak mi sie wydawalo). bardzo duzo czasu razem spedzalismy. a tu nagle, w tym roku wyczuwam jakas zmiane w postawie mamy Vittorio – po lekcjach, mimo dosc przyjaznej jeszcze pogody pedza do domu, na srode zaprosili Menno, ale Menno sie rozchorowal. ja bym w takiej sytuacji zaprosila drugiego bliskiego kolege, czyli… w tym wypadku Bizona, ale propozycja nie padla, tak jakby Bizon nie byl tam mile widziany. dzis slysze, ze Vittorio idzie do Menno (za ta ”chora” srode). o Bizonie cisza. nie bede sie wdawac w szczegoly, ale mam powody sadzic, ze mama Vittorio poprosila przed wakacji nauczycielke, zeby posadzila jej syna z Menno w jednej lawce. mi to nawet do glowy nie przyszlo. a szkoda, bo Bizon trafil na niezbyt fajnego kolege – chlopiec jest drugoroczy i ma problemy z dyscyplina, wiec stymulacja edukacyjna dla Bizona raczej nie bedzie, a i towarzysko z moim ”subtelnisiem” nie pasuja do siebie. w lawce przy Menno i Vittorio jest jeszcze jedno miejsce (siedzi tam chlopiec, ktory ani z Menno ani Vittorio sie nie przyjazni, a z Bizonem grywa w noge). i tak sie zastanawiam czy czekac jak sie sytuacja rozwinie czy zapobiec… samotnosci Bizona (i spytac o mozliwosc przesadzenia go w poblize przyjaziol).
moze martwie sie na wyrost? nie wiem sama. boje sie, ze jak Vittorio i Menno razem siedza w klasie, a na podworku Bizon woli grac z innymi chlopakami w noge, to za kilka miesiecy Bizona nic juz nie bedzie laczyc z Menno i Vittorio. a szkoda by bylo, bo Menno i Vittorio to jedyni ”normalni” chlopcy w tej klasie:/ ”normalni”, czyli dzieci zadbane, dopilnowane, nieprzeklinajace, niehuliganujace, dzieci, jakie wiekszosc rodzicow chetnie widzi w otoczeniu swojego wychuchanego dziecka.
chlopcy, z ktorymi Bizon gra w noge, to dzieci, ktore wychowuje ulica i starsze rodzenstwo. w dwoch domach wiem, ze jest przemoc domowa, w innych nie wiem, ale z mamami tych chlopcow nie potrafie znalezc wspolnego jezyka. dwoch chlopcow z grupy footbalowej odwiedzilo nas i… nudzili sie:DDD nudzili sie, bo u nas nie ma pistoletow, mieczy, figurek spidermena, batmana, monsterow, duchow, itp. straszakow. u nas sa klocki lego, kilka zestawow szyn/pociagow, plastelina, farbki, wycicnanki, klej, ukladanki, puzzle, pojazdy, garaze, gry planszowe. niewiele jest zabawek nawiazujacych do walki i przemocy. kiedy przychodzi Menno, biegnie do lego, Vittorio uwielbia plasteline i rycerski playmobile. ci dwaj sie nie nudza. Bizon i Szkrab tez nie.
z jednej strony nie chce Bizonowi przyjaciol dobierac i wiem, ze wiele spraw sie jeszcze pozmienia, ale z drugiej strony nie chce, zeby Bizon wdepnal w towarzystwo agresorow spluwajacych gdzie staja i medrkujacych pod moim dachem. Bizon jeszcze nie potrafi spojrzec w przyszlosc, nie wie, jaki wplyw ma dane towarzystwo. a ja wiem. i sie troche zmartwilam.
jutro Bizon idzie na urodziny do Ady. plaszcz rycerski juz gotowy, jeszcze na drutach mu z grubych nici kolczugowy kaptur dziergam.
a wieczorem grill u tesciow, z okazji urodzin szwagierki. nie mam ochoty, ale wypada zostac na noc, bo pozno tam zajedziemy, poniewaz urodziny Ady koncza sie o 17.00. szwagierka zaprosila jeszcze kolezanke z jej trzema synkami, wiec moi chlopcy beda miec towarzystwo. przyznam, ze najbardziej to zyczylabym moim chlopcom kuzynostwa… a na to sie niestety nie zanosi, ani w Polsce, ani tu:(
______________
i troche weselej: kupilam Szkrabowi jezyny – bardzo w nich zasmakowal u moich rodzicow. smiechu bylo, bo kazdego wykrzywialo po tych jezynach z krzaczkow rodzicow, nikt ich w takie ”naturalnej” formie jesc nie chcial, a Szkrab z 10 minut potrafil pod krzaczkiem stac, skubac i konsumowac. kupilam mu wiec na targu, dalam na deser, a Szkrab na to:
– o jak milo, ze babcia i dziadek mi przyslali te jezinki! – nie wyprowadzalam go zbledu, bo jeszcze by mu nie posmakowaly;)
a tak bylo z malinami: prosto z krzaczkow smakowaly, z targu juz nie…