w czwartek dzieci mialy wolne (nauczyciele byli na szkoleniu), wiec postanowilam zrobic im niespodzianke i pojechalismy do kina. to byl pierwszy raz chlopcow. sama do kina uwielbiam chodzic, ale chlopcow nie chcialam za szybko za szybko zaznajamiac z tym miejscem. w koncu sie przemoglam. poszlismy na holenderski film, ”Brammetje Baas”. film przeznaczony dla widzow od lat 0, ale… bylo to naciagniete. moi chlopcy nie byli pod wrazeniem i raczej nie zrozumieli psychologicznej glebi filmu. bo film byl… psychologiczny. akurat dla mnie, bo takie lubie:D o chlopcu, 7-latku, ktory nie potrafil usiedziec w klasie podczas lekcji, jego ciekawosc swiata i sklonnosci do odplywania w swoich fantazjach i rozmyslaniach nie byla postrzegana jako cos pozytywnego, ale byla zrodlem konfliktow miedzy Brammetje i nauczycielem. pokazano jak podejscie innego nauczyciela, jego wyrozumialosc, empatia i fleksybilnosc moga pomoc takim ”trudnym” dzieciom – bo nowy nauczyciel, gdy widzial, ze Brammetje juz nie moze usiedziec, ze nogi zaraz same wyjda z klasy, wysylal Brammetje, zeby zaniosl jakis list do dyrektora, zeby zrobil sobie przebiezke wokol drzewa na podworku szkolnym albo organizowal krotka, ale intensywna gimnastyke calej klasie. Brammecie wydal mi sie bardzo trudnym dzieckiem i cierpliwosc jego rodzicow kilka razy az mnie zirytowala;) film byl interesujacy dla mnie, matki, bo potrafilam popatrzec oczami dziecka, rodzica, nauczyciela na to ”niesposluszne, krnabne, trudne” dziecko.
dla chlopcow film byl za dlugi (80 min, plus reklamy, plus przerwa) i za nudny, bo jednak trudno od 4 i 6-latka wymagac analizy psychologicznej problemu, jaki mial Brammetje i jego otoczenie. a przede wszystkim chlopaki nie potrafia wysiedziec w domu 80 min przed TV, wiec i w kinie nozki im chodzily;) maja to po mnie, wiec narzekac nie bede:D
ale byli pod wrazeniem kina.
ja bylam bardzo zadowolona, bo film wyswietlono tylko dla nas:D nie bylo innych widzow. to dalo nam wolnosc;) Szkrab wyprobowal kazde krzeslo w sali, Bizon tez kilka razy zmienil miejsce, a ja nie stresowalam sie, ze komus moje chodzace dzieci przeszkadzaja.
nie rozumiem, dlaczego wspolczesne filmy musza trwac dluzej niz godzine, a nawet czesto dluzej niz 2 godziny… i dlaczego produkcje amerykanskie maja naglosnienie jakby dla polgluchej publicznosci byly przeznaczone… na szczescie ten holenderski film byl cichy.
a propos halasu, po ostatnich lekcjach fitessu doszlam do wniosku, ze czas sie zaopatrzyc w stopery – mnie ta wiercaca w uszach muzyka, a przede wszystkim wysokie tony wykrzykiwane przez instruktorke doprowadzaja do szalu i bardziej mecza niz cwiczenia. w czwartek i we wtorek lekcje prowadzi chlopak – jego glos nie wierci dziury w mozgu, bo jest niski i stonowany. w pn i w srode zajecia prowadzi dziewczyna, ktora uwielbiam za entuzjazm i energie, ale jej wysoki glos wywoluje u mnie potworny bol glowy:/ na jej zajeciach bede wkladac zatyczki do uszu.
wracajac do pierwszych razow, jutro Bizon zagra pierwszy koncert na skrzypcach. nie tryskam radoscia i entuzjazmem. wrecz przeciwnie, czuje sie jakbym nawalila jako matka. bo gdy zobaczylam dzis Bizona na probie, zestresowanego, zgarbionego, zagubionego… zrobilo mi sie go szkoda. taki malutki, drobniutki, wystraszony, zagubiony… on nie chce grac dla publiki. on lubi grac sobie dla siebie, dla relaksu, dla mnie, bo wie, jak lubie sluchac jego gry. ale do koncertow to on stworzony nie jest. przynajmniej jeszcze nie. i tak, wiem, musi sie przyzwyczaic, nauczyc, oswoic, itd, ale… czy rzeczywiscie musi??? luby nie znosi, gdy publika na niego patrzy (wystapienia na konferencjach sa jego zmora), nawet urodzin nie lubi obchodzic, bo nie chce, zeby cala uwaga byla na niego skierowana. ja tez nienawidze publicznych wystepow. prezentacje oznaczaly bezsenne noce i bol zoladka. ja musialam, bo szef kazal. luby musi, bo ”kariera” tego wymaga. ale Bizon? musi, bo mama kaze? a co to za mama, co 6-latka na stres skazuje?
w grudniu dzieci graly koncert bozonarodzeniowy. Bizon od razu powiedzial, ze nie chce i mu odpuscilam. ale widzialam, ze nauczycielka byla troche zawiedziona. bo Bizon to jej pupilek – najmlodszy i ponoc najbardziej pojetny (nie mi oceniac, nie mam skali porownawczej, ale i ja jestem pod wrazeniem jego postepow;kiedys slyszlaam, ze skrzypce to jeden z najstrudniejszych instrumentow do opanowania… i rzeczywiscie, gdy patrze na koordynacje Bizona: palce jednej dloni sprawnie przeskakujace z jednej struny na druga, raz jeden palec, raz dwa, raz wcale, kombinacji multum, a do tego smyczek, nuty, rytm…. ja bym wysiadla…) i nauczycielka zwyczajnie chce sie nim pochwalic! jasne, ja tez puchne z dumy, ale to moje dziecko i powinnam go chronic.
zobacze jak to jutro pojdzie. moze Bizon stwierdzi, ze nie taki diabel straszny, a moze bedzie to pierwszy i ostatni raz?
_____________
dzis mialam znow dzien ja+Bizon. luby pojechal ze Szkrabem do tesciow, a ja zostalam z Bizonem, bo rano lekcja plywania, pozniej skrzypce. po probie chcialam Bizona jakos rozerwac – spytalam, co mialby ochote robic, a on… chcialby do kina. objechalam z nim wszystkie 4 kina, jakie sa w naszym miescie i wszedzie Brammetje Baas;) tego Bizon po raz drugi nie chcial widziec, wiec zapropnowalam zakup puzzli w naszym ulubionym sklepie z uzywanymi rzeczami dla dzieci. ulubionym, bo takie rzeczy jak puzzle, gry, loteryjki czesto sa tam oddawane zupelnie nieuzyte. a cena symboliczna:) dzis udalo nam sie znalezc tylko jedne puzzle (mape Holandii), ale za to kupilismy xylofon (hit! Bizon gral caly wieczor), gre ”labirynt” i 2CD-audiobook.
potem jeszcze pojechalismy kupic prezent urodzinowy dla kolegi, przy okazji atlas anatomii dla Bizona:DDD tak, atlas anatomii – uproszczony, z naklejkami i podstawowymi nazwami kosci, naczym krwionosnych, miesni – cos w sam raz dla mnie:D bo z takimi slowami jestem po holendersku na bakier;)
ja na wystawie zobaczylam turkusowo-granatowe koturny… w 5 min stalam sie ich wlascicielka: ”ale szybko uroslas, mamo” – zartowal Bizon:)
obejrzelismy jeszcze cudaczne ryby na targu rybnym, Bizon nawet pomacal;) zaliczylismy lody i wrocilismy do domu.
jak fajnie jest spedzic dzien z 6-latkiem… o, z takim: (buzia poharatana po probach skakania na rowerze…)

