pisalam juz o majstrze, ktory nam sufit latal i parapety wymienial. majster zostawil nam plotna, ktore przywiozl sobie z Ameryki – plotna do np. przykrycia podlogi, gdy sie maluje. po kiego grzyba on je zostawil, nie wiem, bo my zawsze folia podloge przykrywamy i nie prosilismy go o te plotna.
mi wlasciwie nic nie wspomnial o tych plotnach, luby o tym wiedzial i nie wiem kto, czy luby, czy majster polozyli plotna na balkonie. a ze u nas zima deszczowa, to plotna nasiaknely wilgocia. przed swietami zadzwonil majster i poprosil, zeby zadbac mu o te plotna, zeby nie splesnialy. w ten sposob dowiedzialam sie o plotnach. wzielam je do… naszej sypialni, bo nie mialam gdzie:/ w komorce tez wilgoc, na balkonie mokro… wysuszylam plotna i zadzwonilam do majstra, zeby sobie te plotna wzial. ale jemu cos nie pasowalo i dopiero w najblizszy pn ma je odebrac. dzis pakuje plotna w torby, a tam… grzyb:/ kurcze, jak sie wscieklam!!! nie dosc, ze teraz pan majster bedzie mial pretensje, ze mu plotna zagrzybilismy, to jeszcze ja spie w takich klimatach!!!
wywalilam te plotna do komorki. przy okazji cala sypialnie wyszorowalam (i tak 1.5 godziny ”wolnego”, gdy Szkrab byl w przedszkolu mi minely…) i oczywiscie caly dzien w nerwach mysle, co by tu z tymi plotnami zrobic. do pralni nie wezma, bo troche gipsem pochlapane. ja do pralki tez tego nie chce, z reszta, i tak sie nie zmieszcza… w koncu wpadlam na pomysl, ze w weekend (ma byc sucho) wywiesze te plotna na balkonie i spryskam srodkiem antygrzybicznym, ktory dziala jak bleach – wypala swinstwa, ale nie robi dziur na wylot. biale plamy od gipsu i tak sa. najwazniejsze, zeby tego grzyba zlikwidowac.
i tak to mnie majster uszczesliwil:/ niby pierdola, ale pol dnia mi zepsula.