i juz po wyprawie do Polski.
bylo dobrze. choc ja najlepiej czuje sie w swoich katach;) lubie jezdzic w gosci, gdy w gre wchodzi 1-3 dni, ale 9 to za dlugo. choc przyznam, ze uzupelnilam luki w spaniu.
nie bylo okazji do spotkan ze znajomymi, ale i pogoda nie bardzo sprzyjala wystawianiu nosa z domu. lubego z chlopakami wydelegowywalam do ogrodu, ja staralam sie pomoc mamie w domu (choc trudno pomoc osobie, ktora o pomoc nie potrafi prosic, a pozniej ja przyjmowac…). kilka razy pojechalismy do Wroclawia, m.in. w Sylwestra, kiedy to na rynku byly proby generalne do koncertu, ktory mozna bylo obejrzec wieczorem w TV – dzieciom koncert bardzo sie podobal. mi tez:-) do lubego polskie ”gwiazdy” nie przemawiaja;) rozumiem:)
wybralismy sie tez do Teatru Lalek na ”Calineczke”. Bizonowi przedstawienie bardzo sie spodobalo, Szkrab troche sie bal (przyznam, ze i muzyka i kukielki troche strasznawe byly;)), ale dzielnie wytrwal. i co najwazniejsze, jak juz sie bal, to w ciszy – po prostu zatykal uszy, gdy muzyka byla zbyt agresywna, i wtula sie we mnie, gdy np. nagle wyskoczyla ropucha. bylo za to dziecko, ktore wiekszosc przedstawienia lamentowalo na cala sale: ”nie chce!!!”, ”do domu!!!”, ”chce wyjsc”, ”boje sieeeee!!!!!!”, ”nie podoba mi sie!!”’….nie przeszkadzalo mi to, bo moja cierpliwosc, odkad jestem podwojna matka, bardzo sie rozwinela;) ale troche szkoda mi bylo tego malucha i troche dziwilam sie ”konsekwencji” rodzica.. ja bym chyba wyszla… no ale nie m oceniac. mysle, ze nie byla to nasza ostatnia przygoda w tym teatrze.
podroze minely nam wyjatkowo szybko, chyba dzieki temu, ze jechalismy wtedy, gdy juz wszyscy swietujacy, odzwidzajacy juz w gosciach byli i drog nie tarasowali. a poza tym zmienilismy godziny podrozy, bo wyjechalismy o 4.30, dzieki czemu uniknelismy korkow i podroz zamiast 12-13 godzin, trwala 9 godzin.
mimo ze obiecywalam sobie, ze nie bede szastac kasa, nie wytrzymalam i znow sie i dzieci w ksiazki obkupilam…
pytalyscie o serial, ktory tak mnie i lubego wciagnal: ”The Killing” – skandynawski kryminal, dobry:) nie wiem, czy jest polska wersja, jesli jest, to polecam.
i to tyle.
wracam do codziennosci, ktora tak bardzo doceniam po takich dluzszych nieobecnosciach w domu.
dodam jeszcze, ze polska kuchnia jest najzdrowsza na swiecie i ze bigosy, kapusty z grzybami, zupy na smietanie, sledzie w oleju, chleb, malso, serniki i makowce nie tucza!!! bo jadlam wszystko, sporty odrzucilam w kat i ani grama nie przybralam. ani grama…:-)
planow na nowy rok nie robie, bo ja planowac to potrafie najwyzej na za miesiac:) choc sa dwie sprawy, z ktorych przynajmniej jedna musze zalatwic: zdac egzamin panstwowy z holenderskiego (a wczesniej sie do niego przygotowac), a co za tym idzie postarac sie o obywatelstwo holenderskie. to mus. a poza tym… od wrzesnia planuje isc do pracy. jak wyjdzie, to dobrze, jak nie, tez dobrze;)