mam remont na calego. mial byc tylko sufit, ale lubemu zamarzyla sie jedna gladka sciana, a mi nowe parapety w wypoczynkowym i w kuchni. bo stare byly z drewna i mimo, ze juz je kilka razy szlifowalismy, malowalismy i probowalismy upiekszyc, to dalej straszyly staroscia. chcialam parapet ”taki jak ma moja mama”:) nie wiem, z czego ona to ma, myslalam, ze z gotowej plyty, cos w stylu sklejki ”czyms-tam” oklejonej. a za mam bzika na punkcie parapetow, to do kogo pojde, przygladam sie parapetom, z czego zrobione, jak umocowane, jak wykonczone. i w nowych mieszkaniach nigdzie nie widzialam drewnianych parapetow, tylko wlasnie takie ”plytowe”. i do glowy mi nie przyszlo, ze majster pomysli o drewnie! a tu majster zaczal przebakiwac o drewnie. ja od razu na NIE. majster powiedzial, ok, zrobimy z plyty. i na tym stanelo. ale najpierw majster mial sie zajac sufitem. i tu po raz pierwszy mnie sieklo: majster zrobil mi sufit chmurkowy, takie ”bochomazy” cementowe. kurcze, wydawalo mi sie oczywiste, ze skoro stary sufit byl w miare gladki, skoro ja nie zaznaczylam, ze chce jakis udziwniony, to majster zrobi mi wersja najnormalniejsza, czyli gladka. a tu… chmurki. wyrazilam zdziwienie, a majster na to (po 3 dniach pracy – place za czas, nie za robocizne), ze on moze mi ten sufit od nowa zrobic, ale do takiego gladkiego musi inna gladz kupic. kurcze!!! i co, ja za ta gladz i kolejne godziny pracy bede placic, tak? gdyby majster nie byl Polakiem, gdyby nie byl milych facetem (bo jest bardzo sympatyczny), to bym mu wyrabala prosto w oczy, co o tym mysle. a ze z majstrem troche sie nasza rodzina polubila, to glupio mi teraz tak kawe na lawe. majster mi jeszcze mowi, ze dwa razy komus w Holandii zrobil gladki sufit, a ci byli niezadowoleni i chcieli te chmurki, wiec on myslal, ze i mi sie spodobaja. kurcze, zezloscilam sie, bo to ze komus sie cos podoba, nie znaczy, ze ja to chce miec. ale podarowalam te chmurki, bo zle nie wygladaja.
historia z sufitem i opowiesci remontowe mamy (np. majstrzy polozyli szara fuge, bez pytania mamy o zdanie, a ona chciala biala! jak zaczela marudzic, to sie prawie obrazili, wiec mama juz nie smiala sie przy bialej upierac i ma szara, ktora jej sie nie podoba), uzmyslowilam sobie, ze majstrom trzeba wszystko samemu klarowac, kawe na lawe, bo oni sami nie racza zapytac, a nawet jak juz sie cos uzgodni, to trzeba dopilnowac, zeby napewno bylo tak, jak uzgodnilismy. myslalam, ze nasz majster zrozumial, ze o drewnianych parapetach nie chce slyszec. wczoraj pytam, czy juz zamowil te plyty na parapety, a on znowu, ze nie zamawial, bo kupi deski w Hornbachu. jak sie wkurzylam. znowu tlumacze, ze drewniane parapety juz mialam i nie ma mowy, wiecej nie chce. no to marmur, mowi majster. nie chce marmuru!!! dziecko walnie mi w marmur drewnianym autkiem, marmur sie ukruszy i bedzie po elegancji. chce plyte, tak jak moja tesciowa, mama, sasiadka i inne znajome. a majster sie krzywi… w kuchni ok, ale w wypoczynkowym parapet jest w ksztalcie trapeza i bedzie problem z przycieciem, z dopasowaniem… kurcze, jak jestes majster, to ja nie chce o problemach slyszec – ja mowie, co chce, a ty to robisz!!!!
i po raz kolejny wspomnialam pana Marcina, ktory tak perfekcyjnie zrobil nam lazienke, o Niemcach, ktorzy tak idealnie nam okna zrobili… ja powybieralam co chcialam, jesli czegos nie dalo sie zrobic, to nie slyszalam, ze to problem, tylko, ze po prostu tego w tym domu sie zrobic nie da, ale jest takie i takie rozwiazanie, sa takie mozliwosci. a tu majster mozliwosci mi nie daje, on ma tylko jedna wizje: drewno. NIE!!!
pojechalam z lubym do sklepu budowlanego, wypatrzylam plyty, wypytalam jak je sie instaluje, wrocilam do majstra, mowie, ze takie i takie plyty chce, ze tak i tak sie je przykleja i koniec, to chce. majster pojechal ze mna. oglada te plyty, krzywi sie i ciagle tylko, ze to niesolidne, ze bedzie nieladne, ze on mi drewno tak samo pomaluje… w koncu mowie, a jakie parapety w Stanach robiles? bo majster pracowal kilka lat w Stanach, a ja nie wyobrazam sobie w amerykanskich willach deskowych parapetow. majster zaprowadzil mnie do marmuru. dobra. przekonal mnie, marmur mi sie spodobal, zapomnialam o trwalosci, juz sie prawie zgodzilam, ale… nie ten kolor! czarny albo piaskow-zoltawo-rozowawy. a my pokoj mamy w chlodnych tonacjach: sciany biale plus grantowo-stalowy metalik, duzy w obraz w ramie grantowo-stalowo-metalicznej, okna biale, dywan granatowy, ni jak mi tam piasek-zolc czy czern pasuje. bialy badz jasno szary. nie ma. pojechalismy do sklepu z naturalnym kamieniem. jest bialy. ale tan bialy marmur wyglada dokladnie tak samo sklejka na parapecie moje mamy, a jest 5 razy drozszy!
w koncu kupilismy do kuchni sklejke – majster z lubym razem je zamontowali i w koncu gdy majster zobaczyl ma radosc, gdy zobaczyl jak ta sklejka ladnie wyglada, dal sie przekonac. jutro ma przyciac sklejki na parapet do wypoczynkowego.
tak sie rozpisalam, ale kiedy juz siadlam, to za glowe sie zlapalam! obcy czlowiek, ktorego wynajmuje do roboty w MOIM domu, chce mi dyktowac, jak mi ten dom wyremontuje! jaki mam miec sufit, jakie parapety!!!
tych rzeczy jest wiecej, bo w kuchni wymieniamy tez blaty, kazalam usunac jeden kaloryfer,, zeby zrobic miejsce na jeszcze jedna szafke i czego nie tkniemy, to majster chce po swojemu! wiec stoje jak ten wilczur, waruje, pilnuje i warcze.
majster ma juz czasmai dosc. a ja nie ustepuje, bo to moj dom i on ma tak go zrobic, jak ja chce.
pytam lubego, czy to ja taki trudny klient jestem, czy to ja mam az takie kosie w nosie, ale luby smieje sie i mowi, ze moja trudnosc polega na tym, ze dokladnie wiem, czego chce. ale to chyba dobrze???