w wakacje trzeba cos robic:) wiec wybralismy sie dzis na wycieczke do pobliskiej miejscowosci Leens, w ktorej znajduje sie ”swiat insektow”.
to sobie pogadalismy
luby oglada ”planete malp” – koszmarny film, jak dla mnie, ale od czasu do czasu rzucam okiem:
strasznie mi sie nie chce…
trudno mi wpasc w rytm po tych wakacjach. nie chce mi sie odhaczac obowiazkow domowych, nie chce mi sie pisac, ale sie zmuszam i… nagradzam;) jak wieczorem ugotuje zupe na nastepny dzien, to juz pozniej NIC nie robie, tylko czytam, co nakupilam w Polsce;) ale sie pieszcze:D co ciekawe, zebow na bajzlu nie wybijam, czyli sie da zyc na luzie, tylko ciekawe jak dlugo;)
– prosze, wybierz jeden dla mnie i zaplac
czas odpoczac po tych wakacjach…
wrocilismy z wakacji.
sztormowe grillowanie
pogoda nie dopisala. byl sztorm i ulewa. ale Holendrzy przygotowani sa na wszystko. nawet na grillowanie w ulewe i wietrzycho. tesciu do domku-szopki z malym tarasem przyczepil namiot, tak, ze konsumpcja odbywala sie na ganku domku, a grill stal pod namiotem. dzieki namiotowi wiatr nie zawiewal deszczu na ganek. do tego lampa, ktora grzala niczym kaloryfer i bylo super.
bo my lubimy male:D
tuz przed wyjazdem do Polski okazalo sie, ze znowu musimy wladowac kolejne iles set euro w nasz samochodzik. tym razem hamulce. same czesci ponoc drogie nie sa, ale problem w tym, ze mechanicy musieliby sporo sami zrobic, a godziny mechanikow sa niestety koszmarnie drogie. niedawno poszlo sporo kasy na silnik, pozniej cos z kolami bylo, teraz hamulce… niestety, z wielkim zalem, ale zdecydowalismy sie pozbyc naszego staruszka.
owoc ze szczotka
dalej wertujemy nasza encyklopedie, tym razem owoce:
jak sie nazywa jak?
ogladam z chlopcami encyklopedie dla dzieci, a tam JAK, zwierze. Bizon juz zna jaka, ale Szkrab chyba nie… pytam wiec Szkraba, mrugajac do Bizona:
dzieciowo
sluchamy z Biznem naszego ulubionego Wojciecha Kilara. Bizon zaczyna dyrygowac, ja udaje, ze gram na skrzypcach, Bizon wniebowziety, mnie juz bola ramiona od na niby pilowania smyczkiem, Bizona nic nie boli, a jak dyrygent kaze grac, to gram. w koncu dyrygent zaczyna tanczyc, wiec i ja tancze. plyta dochodzi do mojego naulubienszego walczyka, wiec pokazuje Bizonowi kroki – Bizonowi placza sie nogi, zeby mu pomoc zaczynam rytmicznie liczyc na ”um-pa-pa, um-pa-pa”. Bizon wniebowziety, umpapapuje razem ze mna, nogi dalej mu sie placza, ale tanczy. az w koncu pyta:
jestem niebezpiecznie ekonomiczna
wczoraj luby celebrowal kolejny szczebelek swojej kariery, od jakiegs znajomego dostal ponoc wysmienite wino. czerwone, wytrawne – to lubie. wypilam dwie lampki. i upilam sie. dwoma lampkami. tak sie upilam, ze przed 23 w lozku wyladowalam, z helikopterem w glowie szybciutko gdzies odlecialam, w nocy nie slyszalam jak ponoc Szkrab wyl ´do mamy!!!!!!!!!!!!´i ponoc tata go z pol godziny uspokajal (mam nadzieje, ze nie tlumaczyl dziecku, ze matka sie urznela), a co najgorsze, wstalam z kacem!!!