u Bizona w klasie jest pewien Michael. piekne dziecko: puszyste loczki do ramion, pyzata buzia, okraglutkie, blyszczace oczka – herubinek. ale zawsze z taka zawzietoscia na buzi, nie widzialam u niego niewinnej, dzieciecej radosci, figlarnego usmiechu. on albo jest smutny albo zly, albo zrezygnowany.
stare, dobre czasy i nowe, tez dobre
od jakiegos czasu Anneke probuje naklonic mnie, zebym przyjechala do niej z chlopakami, gdy Abel jest u niej. nie wiem, czy uwaza, ze u niej czysciej sie zrobilo, czy wykasowala sobie w glowie nasza rozmowe sprzed roku, kiedy powiedzialam, ze dopoki ma psa, to ja z chlopcami do niej nie chce przyjezdzac..
smierdzacy obiad
po raz kolejny przekonalam sie, ze ja z natury jestem wegetarianka. dla mnie mieso moze nie istniec. za to bez serow, warzyw, kaszy zyc na dluzsza mete nie moge. a im bardziej te sery i warzywa smierdza, tym smaczeniejsze;)
maszyna do pedzenia wina
chlopcy (i ja) jestesmy fanami czeskich ”Sasiadow” – mamy tylko jedna plyte dvd, ale jest na niej kilkanascie odcinkow i tak sobie od czasu do czasu jakis nowy odcinek puszczamy.
moze’m zazdrosna?
patrze na te brytyjska Kate, patrze i jakos nie widzie tej pieknosci i cudnosci, ktora widza w niej tlumy.
matka klamczucha, matka wscieklizna
dzis Bizon mial isc na urodziny do Jesse. Bizon wspominal wczesniej, ze nie chce isc, ale ja, durna matka, czulam sie zobowiazana – bo mam dosc serdeczne stosunki z mama Jesse, bo Jesse byl na urodzinach Bizona i tez dlatego, ze Bizon nie lubi ”bywac”. woli z rodzinka, bo wtedy latwiej ”porzadzic”, pomialczec, dac glos, gdy humorek zly. myslac o tym, zignorowalam brak checi Bizona, prezent kupilam i postanowilam dziecko na urodziny zawiezc. tym bardziej, ze z urodzinami Menno, bylo podobnie, choc powod byl inny: Bizon bal sie isc do Menno, bo nie znal jego rodzicow, nigdy wczesniej tam nie byl. wtedy powiedzialam, ze zawieziemy prezent, zlozymy zyczenia i wtedy Bizon zdecyduje, czy chce zostac, czy wrocic. liczylam na to, ze jak zobaczy kolegow z klasy, niesmialosc i strach mu mina. i tak bylo. dzis powiedzialam to samo. wioze Bizona, a ten narzeka, ze nie chce do Jesse, ze to nie jest juz jego kolega, ze Jesse go bije, kopie i popycha.
zazyj matka bromu;)
jest taki wierszyk, zawierajacy dobra rade, a propos wczorajszego wpisu;) wzielam do reki Brzechwe, a tam, wypisz, wymaluj, to o czym wczoraj pisalam:)
Mieszka sobie Staś Pytalski,
Co, gdy tylko się obudzi,
Pytaniami dręczy ludzi.
W którym miejscu zaczyna się kula?
Co na deser gotują dla króla?
Ile kroków jest stąd do Powiśla?
O czym myślałby stół, gdyby myślał?
Czy lenistwo na łokcie się mierzy?
Skąd wiadomo, że Jurek to Jerzy?
Kto powiedział, że kury są głupie?
Ile much może zmieścić się w zupie?
Na co łysym potrzebna łysina?
Kto indykom guziki zapina?
Skąd się biorą bruneci na świecie?
Ile ważą dwa kleksy w kajecie?
Czy się wierzy niemowie na słowo?
Czy jaskółka potrafi być krową?
Dziadek już od roku siedzi
I obmyśla odpowiedzi,
Babka jakiś czas myślała,
Ale wkrótce osiwiała,
I musiała zażyć bromu,
Ojciec zaś poszedł po rozum do głowy
I kiedy powróci – nie wiadomo. .
zagada mnie na smierc
lubie sobie pogadac, ale lubie tez posiedziec w ciszy. Bizon nie. Bizon musi ciagle gadac, ciagle, ciagle, ciagle. w poniedzialek zlapala go jelitowka, wiec przez pol dnia byl cicho bo spal. ale nawet, gdy jechalam z nim wieczorem do lekarza, mimo ze do 40C dobijal, mimo ze co 5 minut pawiami strzelal, mimo ze go ponoc glowa i brzuch bolal, gadal.
parady milosci
ogladam zdjecia z kolejnej jakiejs tam parady milosci, czy raczej ”milosci”, bo jakos milosci wsrod tych bedacych ”pod wplywem” (nie milosci, bynajmniej) ludzi, nie widze.
sobotnie spotkanie
w sobote pojechalismy z lubym i chlopakami do Den Helder, spotkac sie z Calmiriel, jej mezem i malutka Ania, ktorzy przyjechali na wkacje nad Morze Polnocne.