uwzieta nauczycielka

w tym roku Bizon ma dwoch nauczycieli: pana, ktory uczy 4 dni w tygodniu i pania, ktora uczy tylko we wtorki. no i strasznie dziwna sprawa, ale Bizon czyms pani podpadl albo pani go po prostu nie lubi (zdaza sie;)), bo najwyrazniej sie na niego uwziela i jak tylko jest jakis harmider(ek) na lekcji, to od razu jest to wina Bizona. dziwne to, bo do tej pory, nie bylo nauczyciela, ktory by sie Bizonem nie zachwycal;) rozwniez pan nauczyciel go lubi, bo Bizon, choc ma swoje slabosci, to jednak jest latwym uczniem ”w obejsciu” – wiadomo, czasem pozartuje, czasem sie zagada, ale generalnie uwaza na lekcji, nie przeklina, z szacunkiem sie odzywa do nauczycieli i kolegow, nie ma z nim zadnych problemow. no ale zawsze sa jakies wyjatki. jak Bizon mi o tym wspomnial, to myslalam, ze moze go to martwi, ale nie, on sie z tego smieje i mowi, to, czego ja sie nauczylam tuz przed 40-stka: nie kazdy musi mnie lubic! ja tez jej nie lubie, wiec jestesmy kwita. roznica taka, ze Bizon nie moze upomniec nauczycielki, a ona go moze. Ale jemu to zwisa. I za to m.in. kocham to dziecko: on sie takimi bzdetami nie przejmuje. 

Ostatnio smial sie do rozpuku, bo pan nauczyciel kazal dzieciom przyniesc jak najwieksze kartony do szkoly. A ja akurat zamowilam gigantyczna ilosc trocin dla swinek, ktore przyslano w gigantycznym kartonie: mniej wiecej, mojej wysokosci i dwa razy szerszy. Bizon razem ze Szkrabem zataszczyli go do szkoly – akurat w tym dniu, kiedy mieli zajecia z pania nauczycielka. Zanim lekcja sie zaczela jakis ancymonek wszedl do kartonu i jak pani weszla i zaczela prowadzic lekcje, nie zdazyl sie ewakuowac na swoje miejsce. A ze bal sie pania zdenerwowac zamieszaniem, to probowal sie cichaczem z tego kartonu wydostac. A dzieci to wszystko obserwowaly i pekaly ze smiechu. W koncu oczywiscie nauczycielka sie zorientowala, co sie dzieje, chlopiec dostal ”ochrzan”, a pozniej padlo pytanie ”KTO ten karton tu przyniosl!?!?!!?”. Bizon:DDD No i tez mu sie oberwalo;) Pani nie wiedziala, czemu cala klasa, lacznie z Bizonem, smiala sie, dopiero ktos pani wyjasnil, ze to na polcenie pana nauczyciela Bizon przyniosl to pudlo.

 

delikatne tematy

dzis przyszedl do Bizona kolega i przy gofrach wywiazala sie rozmowa o Maxie – koledze z klasy. Max smierdzi – glownie moczem. A dzis mial mokra plame ”z przodu”, czyli… wiadomo… jako ze sa to chlopcy 11-12-letni takie wypadki to juz nie sa wypadki, tylko raczej problemy zdrowotne. Julian, ktory byl u Bizona stwierdzil, ze chlopiec tak smierdzi, ze nie da sie kolo niego siedziec, a Julian wlasnie z nim siedzi w lawce. Wyjasnilam chlopakom, zeby sie przypadkiem nie smiali z niego, ale jednoczesnie rozumiem, ze dzieci nie chca sie z Maxem bawic; rozumiem juz tez, dlaczego nigdy nie widzialam tego chlopca w towarzystwie innych dzieci, za to zawsze z glowwa spuszczona w dol, oczami wlepionymi w… telefon.

szkoda mi tego chlopca, ale i tez dzieci, ktore musza jego zapaszko wdychac. napisalam e-maila do nauczyciela, zeby porozmawial z rodzicami chlopca, zeby ktos sie tym problemem zajal, bo za trzy miesiace chlopaki ida do szkoly sredniej, w nowe srodowisko i taki chlopiec jest idealnym celem do dokuczania. teraz jest ”tylko” izolowany, odtracony przez z dzieci, w szkole sredniej moze byc jeszcz gorzej. ciekawa jestem, co mi nauczyciel odpisze…

12-latek

nasz Bizon jutro skonczy 12 lat! to juz inne dziecko niz rok temu – Bizon bardzo spowaznial, a jednoczesnie… chce rzadzic, oj, marzy dziecko o niezalezosci. 

nadal podziwiam jego silny charakter, jego zawzietosc w walce, jego ambicje i obowiazkowosc. dzis nauczyciel dziwil sie, ze Bizon, ktory w czwartek zaliczyl powazny wypadek i wstrzas mozgu, przyszedl przygotowany na sprawdzian, a na jutro przygotowal prezentacje z gazety;) pewnie, ze mu pomoglam w przygotowaniach, ale jakby Bizon narzekal, ze nie da rady, ze go boli glowa, to bym go nie cisnela. a on sam chcial i w sumie… co sie dziwic… i luby i ja jestesmy tacy sami: jest zadanie do wykonania i nalezy je wykonac, bez wzgledu na okolicznosci. 

jego ambicje i pracowitosc zaowocowaly dostaniem sie do jednej z najlepszych szkol w naszym miescie, co bylo zdziwieniem dla wielu osob, bo Bizon… zawsze myslal (i mowil), ze jego koledzy maja lepsze oceny, lepsze swiadectwa, a tu sie nagle okazalo, ze nie, ze oprocz Bizona tylko jeszcze jeden uczen dostal tak wysoka ”opinie”, zeby isc do gimnazjum lub liceum… ja pekam z dumy, a on… wzrusza ramionami i zaluje, ze jego najlepszy przyjaciel nie mial na tyle dobrych wynikow, by pojsc z nim do tej samej szkoly sredniej. 

w dwunastej wiosnie swego zycia Bizon znalazl sobie dziewczyne, osdwiadczyl to jego mamie, kupil dziewczynie piersionek i… choc miotaja nim emocje, horomony i stany, ktorych chyba sam nie rozumie, jest przekochanym dzieckiem.

och, Bizonku, jak zawsze, zdrowia Ci zycze, bo w zeszlym tygodniu zobaczylismy, jak latwo mozna je stracic. 

na prezent kupilam Bizonowi… reprodukcje Rembranta, ”Nocna straz” , bo… bardzo o niej marzyl swego czasu:-) przed chwila oprawilam w ramki, podpisalam, a wczesniej… obwiesilam lozko Bizona balonami:DDD smieje sie jak sobie wyobraze jego mine jutro rano:DDD Bizon ma lozko w ksztalcie bramki pilkarskiej, nad lozkiem i wokol ciagnie sie siatka, wiec latwo bylo obwiesic cale lozko balonami. tyle, ze gdy Bizon klad sie spac lozko jeszcze bylo normalne, a tu podczas jego snu…:DDD

oszalec mozna

dzis telefon ze szkoly, ze Bizon sie uderzyl w glowe i mam po niego przyjechac. z tylu glowy guz, nauczyciel wystraszony, mowi, ze Bizon tak huknal o kafle na podworku, ze wszyscy ten odglos slyszeli, Bizon mowi, ze jak otworzyl oczy, to wszyscy wokol niego juz stali, czyli na kilka sekund stracil przytomnosc. dzwonie do lekarza rodzinnego: mam przyjechac. lekarka Bizona historii wysluchala i wyslala nas do neurologia dzieciecego. ten z kolei zwrocil uwgae na dosc duze zrenice Bizona. mimo ze wszystkie odruchy wydawaly sie w porzadku, to jednak lekarz wyslal Bizona na CT skan. a na skanie radiolog znalazl ”cos”. To ”cos” nazwano enigmatycznie asymetria. jako ze Bizon byl przy mnie, nie chcialam drazyc tematu, co to moze byc. lekarz stwierdzil, ze z pewnoscia nie jest to nastepstem dzisiejszego uderzenia. moze byc ”czyms” wrodzonym. moze… Bizon dostal skierowanie na MRI… i sie dowiemy…

 

podteksty malzenskie

– moze pojdziemy wczesniej do lozka? – pytam lubego

– a po co? – pyta z nadzieja luby

– hm…. pogadac? – pytam z niewinna mina

– pogadac??? myslalem, zeby sie dobrze bawic – teskno mowi luby

– ale ja zawsze sie dobrze bawie, gdy rozmawiamy:DDD 

10 zl

jestem w pracy, a tu pani z administracji do mnie podchodzi i mowi: mam cos dla ciebie. i daje mi 10 zl! znalazlam na ulicy i mi sie nie przyda, mowi. ja sie smieje: wybierz sie do Polski na wakacje! loda sobie kupisz;)

ale nie, dala mi. tak wiec, na loda juz mam:)

historia weekendowa

na ogol na niedziele pieke ciasto, na ogol, bo czasami mi sie nie chce i wtedy, zeby zaspokoic glod na cukier robie chlopakom gofry. jako ze Szkrab od jakiegos czasu prosil o sernik, wskoczylam dzis na rower, pognalam do polskiego sklepu po twarog, na szczescie jeszcze byl i upieklam sernik. Szkrab nie mogl sie doczekac i sie nie doczekal – tylko przez szybke piekarnika poogladal – bo mam zasade, ze nie wyciagam (i nie kroje!) sernika, ktory nie ostygl. ale teraz, o 22.50 juz ostygl:DDD no i, jak w co prawie kazdy wieczor weekendowy, robie podchody: nie bede o tej porze tuczyc sie ciastem! zjem oliwki i basta. wypije herbate, to zapelnie zoladek i nie skusze sie na slodkie. zagryze rzodkiewkami, to mi ”glod” przejdzie. i truskawkami tez. i tak najpierw zmloce pol lodowki, zeby nie tuczyc sie sernikiem, az w koncu…. sernik wygrywa. i wlasnie sie nim delektuje. niesamowity, aksamitny – i tak, jutro bede miala wyrzuty sumienia, ale teraz jest blogo:)