nowinki

przed chwila dostalam wiadomosc, ze moj starszy syn ma dziewczyne:D doniosla mi o tym mama tejze dziewczyny, ktorej Bizon oficjalnie oswiadczyl, ze chodzi z jej corka! ‚prawdziwy dzentelmen’ – stwierdzila:-)

a ja nie moge wyjsc ze zdumienia, bo po Bizoie tgo sie nie spodziwalam;)

z rodzina na zdjeciu;)

nie lubie szwagierki i jej nie polubie. za to tesciowa pogadam, ona mnie wyslucha, pochwali (!!!), doradzi, a szwagierka… to emocjonalnie niedojrzale dziecko. irytujace dziecko. pyta Bizona: jaki miales czas po biegu na 4 mile. Bizon nie pamietal, wiec przyszedl do mnie z pytaniem. juz wiedzialam czym to smierdzi: szwagierka zaczela biegac i oczywicie musiala porownac swoj czas z… Bizonowym!!! chyba nie ma szybszego tempa, bo nie skomentowala, za to spytala lubego na jakie dystanse biega. luby odpowiedzial, ze tak 2-2.5 mili – ooooo…. to malo! my (szwagierka dolaczyla do jakiejs biegajacej grupy) nawet i 10 mil przebiegamy. parsknelam smiechem. luby tez. a szwagierka nie zalapala. nie chcialam jej uswiadamiac, ze jej brat po prostu czasu na takie biegi nie ma….

pokazalam tesciowej nagranie z proby scholi koscielenej, w ktorej gra Bizon. szwagierce nawet nie zamierzalam pokazywac, bo wiem, ze schola to nie profesjonalni muzycy i maja jakies tam drobe niedociagniecia; w scholi graja i spiewaja mlode dziewczyny, ktore maja malutkie dzieci i te dziewczyny zwyczajnie nie maja czasu na cwiczenie soiewu, nut, gry. na ogol przed msza jest jedna 30-60 minutowa proba, a i tak jest dobry efekt. tesciowa byla zachwycona i w swym zachwycie poszla do szwagierki… Bizon siedzial obok szwagierki a ta… stwierdzila, ze wysokich lotow to nie jest.

i wlasnie dlatego szwagierki nie polubie, nie chce z nia spedzac wakacji, wolnego czasu, a na imprezach rodzinych omijam ja szerokim lukiem.

instynkt

Blondi byla przez tydzien na kuracji antybiotykowej – przez moje dobre serce i glupote. bo tak lubie patrzec, gdy swinki biegaja po ogrodzie i tak mi ich szkoda, ze gdy caly dzien, gdy my jestesmy w pracy, musza siedziec w klatce, ze w koncu rano, przez praca puszczalam je na ”wolnosc”, zeby choc dzien aktywnie rozpoczely. a rano jest rosa… trawa mokra, krzewy mokre… i tak Blondi dostala zapalenia pecherza. na szczescie mialam w domu antybiotyk, wiec tydzien jej go podawalam (a Blondi jak lwica walczyla, zeby jej strzykawy do pyska nie wsadzic;)). jak na zlosc, doszly do tego cysty… jedna jej wycisnelam, Blondy ja sobie odryzla i chyba zjadla (!!!), bo nigdzie cysty nie znalazlam. z druga sobie chyba sama poradzila. nacierpiala sie, popiskiwala, wiec oprocz antybiotyku, weterynarz kazal jej tez dawac srodek przeciwbolowy. tak biedna Blondi naszpikowalam chemia, ze w koncu zatwardzenia dostala…. rece opadaja. zaczelam wiec ja na sile poic woda – strzykawka, brzuszek masowac (cyrk na kolkach – zastanawiam sie, czy mi jakiejs klepki nie brakuje w glowie). Blondi jednak co trzeba, wyprodukowala i odzyla! 

czemu w tytule instynkt: bo Blondi od wczoraj biega za Snoepje i wcina jego kupy (sic!!!). myslalam, myslalam i wymyslilam – antybiotyk wybil cala flore bakteryjna Blondi i dlatego wariatka wcina kupy ”meza”: zeby uzubelnic braki bakteryjne. taka jest moja teoria;)

a weterynarz, gdy dzwonie, to juz tylko pyta: cysty czy zeby? Bo jak cysty, to wiadomo, ze Blondi, a jak zeby to Snoepje. szef moj, jak slyszy o swinkach, to kwiczy ze smiechu i mowi, ze powinnam miec juz rabat u weterynarza. a ja… tez sie smieje, a jednoczenie mysle sobie: jak juz sie swinki wzielo, to trzeba brak odpowiedzialnosc za swoje czyny. nawet jak fortune, czas i nerwy to wszystko kosztuje.

pizza z 1kg maki:)

pizza, ktora pieke cieszy sie powodzeniem;) dziwi mnie to, bo sama fanka pizzy nie jestem, ale skoro i luby, i dzieci, i ich przyjaciele o pizze dosc regularnie dopytuja, to ja tak raz na miesiac pieke. w srody – odkad mam wolne popoludnie. dzis tez. najpierw wzielam swoje i cudze dzieci nad jezioro, bo piekna byla pogoda, tam sie wybyczylam kilka godzin i troche podsmazylam (zdorwo-niezdrowo… ja tego potrzebuje, wiec zdrowo;)), dzieci sie wypluskaly, w pilke pograly, lody zjadly, a pozniej na obiadokolacje zrobilam pizze z 1 kg maki – w przepisie mam 500g, ale skoro przyjaciel Bizona i jego siostra, z ktora z kolei Szkrab lubi sie bawic, przyszli, to podwoilam porcje. dzieci sie najadly, luby tez, ja tez…

wieszam pranie, a tu u sasiadow biega synek znajomej Polki- ona sprzata u sasiadow, a on, jako ze mial wolny dzien w szkole, przyszedl z nia i sie platal po podworku. zawolalam go wiec do nas, zeby sie z dziecmi wyszalal, gdy mama pracuje – tez sie na pizze zalapal. Jego mama skonczyla sprzatac, przyszla odebrac syna, zaprosilam ja na pizze, bo akurat kolejna blache z piekarnika wyjelam, to chlopaki znowu chetne;) i tak od 18.30 do 21.00 serwowalam pizze. i jeszcze mi na jutro pol blaszki zostalo;)

opinie

doszlam ostatnio do wniosku, ze oryginalnosc mojego mlodszego dziecka, jego dziwactwa, humory i inne takie mi nie przeszkadzaja.  co mi przeszkadza to fakt, ze przeszkadzaja one innym ludziom… a ze moj syn jest dla mnie wazniejszy niz inni ludzie, skupiam sie na Szkrabie a ludzi olewam.

z sila wodospadu! trach!

jakis czas temu kupilam bluzke z satyny (czytaj: wiskozy). granatowa, w biale groszki, z symbolicznym krotkim rekawkiem – bylam nia zachwycona. i nadal jestem – tak bardzo, ze przed chwila zamowilam drugi egzemplarz. dlaczego? ano dlatego, ze bluzka mi sie najpierw w praniu skurczyla i w biuscie bylo za malo luzu, wiec… poszperalam na internecie jak ratowac skurczona bluzke. i znalazlam: nalezy zamoczyc wiskozowy ciuszek w szamponie dla dzieci badz plynie do zmiekczania na 12h a pozniej lekko rozciagac. no, to jak rozciagnelam, tak bluzka strzelila. zeby jeszcze z tylu, to bym zaszyla i pod sweter czy zakiet by byla;) ale nie, strzelila tuz pod szyja, na wysokosci biustu, wiec bluzka do wyrzucenia. tak mi bylo zal, ze wskoczylamdo internetowego sklepu i zamowilam nowy egzemplarz. tym razem z 35% znizka. 

rozwalilam tez boczne drzwi samochodu… ale o tym to juz nawet nie chce mi sie pisac… grunt, ze nam nic sie nie stalo.

Szkrab i konie

Jakis czas temu Szkrab znalazl sie przypadkiem w stadninie konie – troche pojezdzil (raczki w gore, raczki w bok), troche poczyscil, poszczotkowal, poprzytulal. osoba, z ktora tam byl przyslala mi zdjecie, na podstawie ktorego od razu wiedzialam, ze to jest to, czego moje dziecko potrzebuje, zeby zresetowac emocje. Szkrab potrzebuje bliskosci z natura, wycisza sie na plazy, w lesie, w piaskownicy, sadzac roslinki, kopiac ogrodek i.. czeszac konskie ogony;) dlatego dzis jedzie na pierwsza oficjalna lekcje. mam nadzieje, ze wroci szczesliwy.

nagroda dla pracujacych pan

dzis przyszla pani od podatkow – jako ze luby ma od jakiegos czasu mala firme, w zeszlym roku sprzedalismy i kupilismy dom, wyremontowalismy ten dom, do tego mielismy rozne inne wariacje zwiazane z finansami, stwierdzilismy, ze potrzebujemy specjalisty, ktory nas porzadnie rozliczy. i roznych rzeczy sie dowiedzialam. m.in. tego, ze w Holandii kobiety pracujace dostaja z urzedu podatkowego rodzaj ‚nagrody’ za to, ze nie ‚siedza’ w domu, tylko majac dzieci pracuja! jasne, ze nagroda nam sie nalezy:DDD wiadomo, ze wiekszosc kobiet pracujacych zawodowo, tak naprawde pracuje na dwa etaty, rozwniez ten domowy;) ale smiac mi sie chce z tego gadania o rownouprawnieniu. niby jest, a go nie ma. narzekac nie bede, dodatkowe 63 euro co miesiac jest mile widziane;) 

dotleniona

u nas dzis dzien Krola – dzien teoretycznie wolny od pracy. ja jednak pognalam rano, zeby nadrobic troche zaleglosci z zeszlego tygodnia, a pozniej…. wzielam sie za ogrodek. wczoraj przyszla czesc zamowienia: krzewy roz i czesc lawendy. reszta lawendy dojedzie jutro. dziwne uczucie, ale sadzilam te moje roslinki prawie ze miloscia;) odbija mi z wiekiem, bo z czuloscia patrzylam na malenkie krzewy rozy, prawie jak na niemowle i myslalam, co z nich wyrosnie. lawendy w pierwszej turze zamowienia przyslano tylko cztery krzewy (a zamowilam 27:D), wiec zasadzilam te cztery, a na pozostale zostawilam luki miedzy rozami. skopana czesc ogrodka szybko sie skonczyla, wiec dokopalam jeszcze kawalek. i tak sie dotlenilam, ze przy obiedzie zaspypialam. 

pogoda idealna na ogrodkowanie, bo cieplo, ale nie goraco i co zasadzilam, to lekki deszczyk podlal. a ja jeszcze nawozem podsypalam. i juz sie nie moge doczekac, az krzewy zaczna kwitnac:)

w zeszlym tygodniu zas mielismy spotkanie z ksiedzem. i co sie okazuje – ksiadz byl bardzo otwarty na nasze propozycje. co sie jeszcze okazuje, to to, ze ludzie bardzo duzo od innych by oczekiwali, a sami malo maja do zaofiarowania, a juz bardzo boja sie zobowiazan – najwieszke krzykaczki, ktore by ”i to, i tamto” od ksiedza chcialy, jesli chodzi o zadeklarowanie sie do np. czytania podczas mszy swietej, nie chca sie deklarowac, bo… maja male dzieci. jakby byly samotnymi matkami, to bym zrozumiala, ale jako ze nie sa, to po prostu widze, ze nasza prafia kiepsko funkcjonuje nie tylko z powodu proboszcza, ale i z powodu tego, ze kazda instytucja wymaga zorganizowanych pracownikow. a w naszej parafii takich ze swieca szukac. ale nie poddaje sie: wiele spraw wzielam na swoje ramiona, m.in. wydawnie biuletynu parafialnego i owoce juz sa: ksiadz zgodzil sie na zorganizowanie pierwszych piatkow!

walczyc, walczyc…

coraz bardziej przerazaja mnie niektore instutucje w Holandii…. wczoraj znow szkola i szpital.

w szkole mialam spotkanie z nauczycielka i intern begeleider, ktore w ogole nie byly w stanie odpowiedziec na moje pytania. na pytanie ”co mozecie zrobisz, zeby pomoc Szkrabowi sie skoncentrowac” dostalm w koncu odpowiedz ”porozmawiac z nim” – po godzinie walkowania! ale nie chce, zeby z nim rozmwiac, bo to ja juz z nim robilam 100 razy… chce konkrety, czyny, chcce, zeby nauczycielka, ktora widzi, ze Matheo odplywa, powie ”hallo, Matheo, gdzie jestes?”, albo lekko dotknela jego ramienia, zeby sie ”obudzil”. ale im to do glowy nie przyjdzie. a moze i przyjdzie, ale dla nauczycielki to za duzo pracy! i ciagle tylko odpychanie argumentu, ze Szkrab ma swietne oceny i nie musze sie martwic. Dla mnie ocena dostateczna z matemetyki, podczas, gdy do tej pory zawsze byly piatki i czworki nie jest swietna ocena. Pol godziny walczylam o to, zeby panie zrozumialy, ze ja chce cwiczenia Szkraba do domu nie po to, by sleczec z nim nad tymi cwiczeniami, ale je sobie obejrzec, przeanalizowac i zobaczyc, gdzie Szkrab ma braki, takich jak np. nieznajomosc miesiecy. 

a wieczorem akcja ostry dyzur… kolo polnocy Szkrab siurnal w lozko i na zawolal, ze strasznie boli go brzuch. Wchodzimy do sypialni, a tam taki odor, ze sie przerazilam… od razu pomyslalam, ze to zapalenie drog moczowych. pytamy Szkraba, gdzie go boli, ten pokazuje lewa strone brzucha… goraczki nie ma, ale tak placze, dotknac sie nie pozwoli, ze dzwonie na ostry dyzur, ze chce przyjechac z dzieckiem, bo podejrzewam infekcje drog moczowych. Co-asystentka odebrala telefon i mowi, ze mam czekac do rana i isc do lekarza rodzinnego, bo trzeba mocz na posiew zrobic. Z wieloma myslami w golwie, odpowiedzialam co-asystentce, ze w takim razie ja jade do innego szpitala, a na ten szpital, ktory odmiawia mi przyjecia dziecka zloze oficjalna skarge:DDD Co-asystentka mi pozyczyla powodzenia!!! ja ci tu dam powodzenie, jeszcze pozalujesz. Jestem ze Szkrabem w szpitalu akademickim, stoje przy rejestracji, dzwoni telefon: co-asystentka z pierwszego szpitalu!!! Ze przedyskutowala nasza rozmowe z lekarzem i lekarz prosi, zebysmy jednak przyjechali ze Szkrabem!!! ha, ha, ha. Wiedzialam, ze w tym pierwszym szpitalu nas szybciej przyjma niz w akademickim, wiec pojechalismy ze Szkrabem do ”pierwszego” szpitala, w ktorym juz w recepcji pani dala Szkrabowi pojemniczek na mocz, lekarz go w ciagu 10 minut poprosil do gabinetu, mnie na poczatku i na koncu wizyty przeprosil za nieporozumienie (!!!), Szkraba bardzo dokladnie zbadal i potwierdzil, ze antybiotyk juz teraz konieczny. 

tak to wyglada zycie w Holandii. jak sie nie ma problemow zdrowotnych, jak sie ma ”latwe” dziecko typu Bizon, wszystko jest ok, swietne warunki pracy, swietny socjal, swietne sciezki rowerowe, ale edukacja i opieka zdrowotna… tylko skargi trzeba skladac;)