zlosliwe poczucie humoru

moj szef ma dosc zlosliwy charakter – znam ten typ ludzi i na ogol olewam ich sakrazmy, docinki, staram sie byc ponad to. ale czasami i mi konczy sie cierpliwosc i wtedy tez lubie wbic szpile. dzis pracuej w domu, bo Szkraba jakis wirus zlapal, z reszta, sama tez sie kiepsko czuje. ale pracuje. zamiast dziecku czytac ksiazki, ja siedze przed ekranem i pracuje. szefowi napisalam wiadomosc, ze bede pracowac nad projektem w domu, bo mam chore dziecko. dostaje odpowiedz: ”jak dobrze miec fleksybilna czasowo prace, nieprawdaz? Eva (zona szefa) tez by byla szczesliwa miec taka prace”. Ja z kolei uwazam, ze Eva ma prace idealna: od-do i na dodatek 24 godziny tygodniowo, bez myslenia o niej w czasie weekendu, bez wieczorowego nadganiania roboty, ktora ciagle sie pietrzy, ktorej jest wiecej niz niz 36 godzin tygodniowo. Ale szefowi zlosliwie odpowiedzialam, ze jakby co, to luby ma etat naukowy, wiec jakby Eva chciala…. oczywiscie Eva nie nadaje, bo nie ma doktoratu, a poza tym nie podjela by pracy na pelny etat, bo… ma dzieci. tak jak ja. 

dla wielu ludzi trawa u sasiadow jest zielensza. dla mnie nie. mam takie zycie, jakie chce, jakie sobie wypracowalam, kiedy nie chcialam pracowac, nie pracowalam, teraz z kolei mam prace, ktora kosztuje wiele wysilku, ale i daje wiele satysfakcji, i nie zazdroszcze zadnym Evom. kazdy jest kowalem wlasnego losu.

przewietrzyc glowe

wczoraj przebieglam swoje 2.5 mili – w tempie slimaczym, bo dawno nie biegalam i niestety, miesnie oslably. choc dzis zdziwilam sie: zadnych zakwasow! czyli moze jednak za wolne tempo sobie narzucilam;) a dzis zebralam rodzine do kupy na wycieczke rowerowa i pojezdzilismy 3 godzinki w sloncu, wietrze… Szkrab jak zwykle mial jakies ”ale”, a to zmeczony, a to nie ma ochoty, ale lody jakos zlagodzily jego humory…. luby tez by najchetniej na kanapie legl, ale na szczescie jeszcze mnie kocha, wiec wie, czego moja glowa potrzebuje. Bizon z kolei, to moja krew, malo mu bylo;) przy tej pieknej pogodzie pogrzebalam tez troche w ogorodzie. Pogoda byla cudowna do godziny okolo 20.00, kiedy to spadl taki grad, jakiego w zyciu nie widzialam. Kulki tak walily, ze az dziw, ze samochodow nie pouszkadzaly.

dzis wieczorem odbylo sie tez spotkanie przyjaciol ksiedza proboszcza. no i oczywiscie ksiadz zaczal o kasie… ale udalo sie go urobic. pozwolil nam wziac inicjatywe w nasze rece. teraz musimy pokazac, ze to co o on nas prosil jest wykonane na medal (np. oprawa muzyczna mszy sw), a w miedzyczasie powolutku bedziemy organizwac kase i rozpedzac nasz ”pociag”. 

sa i zylki!

mimo roznych opinii na temat wieszania prania na zewnatrz, ja uwielbiam suszyc pranie na balkonie. bo pachnie wiatrem i przyroda, zamiast chemia. nigdzie jednak nie moglam znalezc sprzetu, na ktorym moglabym rozciagnac zylki do prania. w staary mieszkaniu one po prostu byly i nie przyszlo mi do glowy je ze soba zabrac gdy sie przeprowadzalismy. a w sklepach sa roznego rodzaju suszarki do prania, ale nie zwykle liny. a takie liny-zylki uwazam za bardzo praktyczne, bo mozna na nich rozwiesic nieograniczona ilosc prania. a u nas pranie jest non-stop… 

znajomy tescia obiecal, ze jak mu narysuje, co chce, to mi zrobi odlewy z zelaza z dziurkami na zylki. i zrobil! a tesc przymocowal dzis uchwyty do linek do scian od balkonu i poprzeciagnal liny. rano nastawilam pralke z posciela, tesciowa mi ja rozwiesila, a ja przed chwila sciagnelam te posciel pachnaca wiosna, tak ze az chce sie wskoczyc do lozka.

 

wczesniej zadzownilam do mojej chrzesnej, straszej siostry zmarlej cioci Marysi… mimo ze Marysia miala dwoje dzieci, to jej smierc najbardziej odbila sie na mojej chrzestnej, ktora nigdy nie wyszla za maz, nie ma dzieci, wnukow, kazde swieta spedzala z siostra, a miedzy swietami  czesto do siebie dzwonily. Ciocia Marysia byla taka wesola osoba, co kazdego potrafila rozweselic. A chrzestna niby wesola, ale taka bardziej ze sklonnoscia do sentymentow i melancholii. Ciocie od malego trzymaly sie razem. Chrzestna sie poplakala jak zmarla siostre wspominala. Opowiedziala tez, ze kiedy siostra odchodzila, o 6.30 rano, moja babcia, czyli mama cioc, ktora juz od prawie 20 lat nie zyje, obudzila ja wolajac ”Renia, wstawaj, obudz sie”. Ciocia Renia wstala, zaczela sie modlic, a a tym samym czasie jej siostra odchodzila w szpitalu… wylew… moja chrzestna ciezko znosi te strate. musze do niej regularnie dzwonic. bo jest samotna…

roze, lawendy i metry kwadratowe

po roku bycia wlascicielka ogrodu, wiem co w nim mam, a czego mi brakuje. mam tez juz w glowie obraz, jak ten ogrod ma wygladac i stopniowo wdrazam ten obraz w zycie. sama, bo tak lubie:) wczoraj zamowilam 27 krzewow lawendy, 24 krzewy roz ciemnych i 24 krzewy roz herbacianych i chce je naprzemiennie posadzic, grupka roz, kepa lawendy, roze, lawenda, roze lawenda… ciekawe, co z tego wyjdzie….

siedzie i licze, ile tych krzewow potrzebuje. jako ze mam problemy z wizualizacja dlugosci (nigdy nie wiem jak wyglada 250m, 25000) i nie umiem o tak, oszacowac ile m kwadratowych ma pas, ktory chce ukwiecic, pytam lubego: jak patrzysz na ten stol, to czy ”to” bedzie 1m kwadratowy? luby mnie koryguje, rysuje mi palcem na stole 1 m kwadratowy i mowi: a co zamawiasz??? i tak to luby na podstawie jendego pytania wiedzial, ze robie zakupy:DDD

szczescie-nieszczescie

ide z szefem na lunch; szef wzdycha: sa dni, kiedy mysle, ze ja po prostu zwariuje… okazuje sie, ze jedna z pan nalezacych do grupy chirurgow dzieciecych, jest w blizniaczej ciazy… miesiac temu szef stracil jedna pracownice-chirurga dzieciecego, bo nie zdala egzaminu nostryfikujacego jej dyplom z RPA i juz maja dodatkowe dyzury; a tu za niedlugo kolejna pracownica wybedzie, na szczescie na ”’tylko” kilka miesiecy macierzynskiego. dwoch chirurgow mniej oznacza wiecej dyzurow dla szefa i jego trzech pozostalych pracownikow… a oni juz teraz maja pelne rece pracy….

i tak to podwojne szczescie mlodej pani chirurg okazuje sie nieszczesciem dla mojego szefa…

tempo, tempo i konkrety

jak sie ma wiele spraw do zalatwienia, to trzeba byc konkretnym. 

spotkanie z grupa przyjaciol ksiedza proboszcza… bylo milo, ale… niekonkretnie. Dwie konkretne  (ja i pewna Kasia) ws dwie babki, ktore bardziej na plotki przyszly niz na dyskusje. to nic. moze taki balans jest potrzebny, zeby buforowac atmosfere? zeby nie bylo za sztywno? nie wiem.. za tydzien, po mszy mamy spotkanie z ksiedzem i chcemy go poprosic o dwie rzeczy: zeby pozwolil nam stworzyc rade parafialna i zeby uzgodnic z nim grafik, czy raczej plan mszy i nabozenstw na 2018/2019. Przydalaby sie on-line agenda, ale do tej pory widzalam same platne… my potrzebujemy cos gratis. Bede jeszcze szukac.

za miesiac bierzmowanie. scholi nie bedzie i jest problem. tzn. wszystkim sie wydaje, ze jest problem. ja wychodze i widze… Basie!!! Basie, ktora ma glos jak dzwon, ktora na weseliskach wyspiewywala i niczego sie nie boi. ide do Basi: zaspiewasz? zaspiewam! no, a Bizon zagra na skrzypcach, a Dorota na gitarze i damy rade bez scholi. zebrac ludzi bylo latwo, ale wybrac piesni…. i tu sie zaczyna… zeby nie byly za trudne, bo ludzie nie beda spiewac, zeby byly znane, to ludzie beda spiewac, zeby pasowaly na uroczystosc bierzmowania, czyli… cos o Duchu sw., ale te o Duch w. sa dosc trudne…. a co by Bizon chcial – Bizonowi wszystko jedno, mowie w imieniu Bizona, on lubi wystepowac;) robie wstepny scenariusz, Basia marudzi, kazde skonsultowac sie z Dorota, do Doroty nie moge sie dodzwonic, ksiadz daje zielone swiatlo, zatwierdza scenariusz, wiec… wszystko gra. ale Basia nie jest przekonana…. ludzie… ale czemu ja sie w to wszystko mieszam – przeciez to nie moje dziecko idzie do bierzmowania! no tak, chce pokazac ksiedzu, ze moze na nas, parafian (na mnie…) liczyc. bo jak od niego chcemy wymagac, to i sami cos musimy z siebie dac.

w pracy szef pyta o grant. nie mam czasu na grant, mam inne deadliny, studentek, ktore nie sa w stanie ograna swoich deadlinow i mnie nimi obraczaja…

w szkole… komunikacja z nauczycielkami jest dramatyczna. tzn. zadna. chce wiec zatrudnic tzw. intern begeleider, bo licze na to dzieki tejze osobie w koncu bedzie mi dane zobaczyc sprawdziany mojego dziecka i dowiedziec sie, czego i jak w szkole ucza. bo gdy cwiecze ze Szkrabem nawet glupia gramatyke, to widze, ze nauczycielki ucza… niedokladnie i chaotycznie. Np. formy osobowe czasownikow: mieszaja czasowniki regularne z nieregularnymi, z takimi ”pomiedzy’. w ortografii mieszaja slowa, ktorych pisownia jest okreslona regulami ze slowami, ktore trzeba wkuc na pamiec. 

i do tego Snoepje, brat swinki, ktora musielismy uspic… teraz jemu zeby zarosly. na szczescie szybko sie zorientowalam. zawiozlam na sciecie zebow i… swinka nie je!!! pomyslalam, ze moze go szczeka i zeby bola po takim zabiegu, wiec zaczelam mu podawac srodki przeciwbolowe; a zeby go wzmocnic strzkawka podawalam papki dla niemowlat – zaskoczyl, miekkie juz je, karme tez, tylko, ze by jeszcze sianko zaczal mlocic, bo to podstawa. 

musze wrocic do biegania, bo natlok mysli, terminow i spraw do zalatwienia zaczyna mnie psychicznie meczyc. zamowilam dzis nowe sluchawki i jak przyjda, to ide w tango.

 

limit wyczerpany

myslalam, ze luby juz sie wychowrowal w tym roku. niestety, wczoraj znow go cos dopadlo i polegl… a przed chwila dostalam wiadomosc, ze Biozon tez polegl. byl zasmarkany, kaszlal i patrzac rano na niego zastanawiualam sie jak on ten dzien przetrwa. ale chcial isc do szkoly, bo mial dac prezentacje i chcial miec ja z glowy. a jednak wrocil… wirus go pokonal…  zwariowac mozna. 

dzieci, swinki, kupy

W sobote odbylo sie u mnie zebranie ”przyjaciol ksiedza proboszcza”. dwie znajome sa mamami maluchow, ktore sa na etapie wsadzania wzsytkiego do buzi. jedna przyszla ze swoimi pociechami. dzieci byly bardzo zainteresowane swinkami morskimi, wiec puscilam swinki na dywan, powystawialam roslinki, miedzy ktorymi swinki sobie biegaja (smiejemy sie, ze robie swinkom plac zabaw:D), a dzieci troche sie bawily zabawkami na dywanie, troche patrzyly na swinki. po jakims czasie stwierdzilam, ze swinki trzeba wsadzic do klatki, bo ich pecherze tez mja ograniczone mozliwosci i tak jak kupy swinek moge pozbierac (niestety wala…), tak siku juz nie. Pozbieralam swinki, kupy i cos czuje… najwyerazniej od malego Olafka. Mowie wiec do kolezanki: moje swinki zrobily kupy i… twoj Olaf tez. A mlode mamy zaczely sie smiac do rozpuku, bo byly pewne, ze skoncze zdanie mowiac: i Olaf je zjadl:DDD

 

Jak to sie szybko zapomina… przeciez moje chlopaki tez byyl na etapie wsadzania wszystkiego co popadnie do buzi, ale w zyciu by nie przyszlo do glowy, ze maly Olaf mogl by zjesc kupy swinek:D 

przyjaznie, zazdrosci i dobre uczynki

kiedy przeprowadzilismy sie do nowego domu (juz ponad rok temu!), dzieci zmienily szkole i otoczenie. Szkrab nadal utrzymuje kontakty ze starymi przyjaciolmi, choc juz i nowych zaczyna zapraszac (w koncu), a Bizon bardzo szybko skumal sie z niejakim Thysem. wczesniej jednak przez kilka tygodni kolegowal sie tez z Julianem. Julian mi wpadl w oko, bo tak samo maly i drobny jak Bizon (a Bizon jest kruszynka…). Do tego wyroznial sie samodzielnoscia i dorosloscia. pozniej troche sie zrazilam, bo uslyszalam kilka niecenzuralnych slow, ale gdy powiedzialam mu, ze u nas w domu takich slow nie uzywamy, przeprosil i wiecej juz nie przeklinal. Julian bardzo lgnal do Bizona, ale jak juz Bizon sie zaprzyjaznil z Thysem, to… wypial sie na Juliana. Nie ingerowalam, bo przeciez nie bede moim dzieciom  dobierac przyjaciol… ale…  jakis czas temu Julian po szkole patrzyl takim smutnym wzrokiem za Bizonem, ktory frywolnie podskakiwal z Thysem w strone naszego domu. zal mi sie go zrobilo… tydzien temu Bizon umowil sie  Thysem na basen. po szkole czekam na chlopcow, a Julian mowi: Bizon, moge sie dzis z toba bawic? Bizon nawet nie uslyszal… strasznie mi sie zal zrobilo tego Juliana, podeszlam do niego i mowie, ze Bizon sie umowil na basen, ale ze mu powiem, ze chcesz sie z nim bawic, wiec wkrotce ci zaprosimy. Wieczorem mowie Bizonowi, ze Julian jest chyba samotny. Pytam, czy ktos sie z nim bawi – nie…. no moze taki jeden, ale tylko czasami. Pytam, zemu Bizon juz Juliana nie zaprasza: bo jest irytujacy, mowi Bizon i opowiedzial mi o kilku sytuacjach, na podstawie ktorych zorientowalam sie, ze Julian jest zwyczajnie zazdrosny o przyjazn Biozna z Thysem. Wytlumaczylam to Bizonowi i mowie, ze trzeba bedzie Juliana zaprosic, zeby… zrobic dobry uczynek. 

i zaprosilismy. na pizze. wczoraj zagniotlam ciasto, rozwalkowalam na blaszkach, wsadzilam do lodowki, a luby mial dzis z dziecmi pizze ”udekorowac” czym beda chcialy. do Szkraba przyszla kolezanka, wiec bylo wesolo. ja pracowalam do pozna, wiec kiedy wkroczylam do domu dzieci pizze juz konczyly. wtedy Julian wstal, zlapal cos i… wreczyl mi trzy roze. W podziekowaniu. I mowi: przepraszam, ze tylko trzy, ale na wiecej nie mialem pieniedzy. Ten Julian kupil mi roze ze swoich oszczednosci! Tak sie wzruszylam. Przytulilam go, a nawet odruchowalo dalam buziaka w glowke… Podziekowalam i powiedzialam, ze i z jednej bym sie ucieszyla, ze sa piekne, ze zrobil mi piekna niespodzianke. Tak Julian docenil zaproszenie. Bylam pdo wrazeniem, bo dla moich dzieci to normalne, ze zapraszamy kolegow na obiad, ze sami sa zapraszani… a tu taki gest! 

Ja to Thys… chyba narozrabial. bo byl umowiony z Bizonem na wspolny weekend, Bizon mial u niego nocowac, a tu dostaje wiadomosc od jego mamy, ze niestety, z skandaliczne zachowanie Thysa musiala go ukarac i zarzadzila weekendowa kwarantanne towarzyska. Tydzien temu to samo przytrafilo sie Bizonowi, za pyskowanie…