cieplo, zimno, zimno, cieplo

przyszla studentka, gada, gada, gada, a ja patrze na nia i sie poce, bo ona tak 15 minut w kurtce stoi i gada. mowie, Sanne, usiadz, nie jest ci goraco? – jakos glupio mi powiedziec ”i sciagnijze te gruba, zimowa kurtke”, ale Sanne mowi ”nie, nie” i dalej siedzi, i dalej omawiamy jej wyniki, jej projekt doktorancki, jej pacjentow… patrze na nia i mi goraco;) jej nie. spojrzalam w dol i od razu zmarzlam, bo tam.. gole kostki i lydki wystaja z tenisowek i przykrotkawych spodni. i az mi sie smiac zachcialo: rownowaga w przyrodzie musi byc;)

w sumie, nie moja sprawa, ale jakos ten brak logiki w holenderskim stylu ubierania sie zawsze mnie zaskakuje. w zimie tenisowki, w lecie kozaczki, a co, fantazje trzeba miec;)

szkola srednia

w zeszlym tygodniu wybralismy szkole srednia, liceum, dla naszego Bizona… juz od poczatku grudnia szkoly srednie organizowaly otwarte dni, wieczory informacyjne. na jednym takim wieczorze bylam sama z lubym, bo Bizon akurat goraczkowal, a w zeszlym tygodniu pojechalismy cala czworka do… no wlasnie… do szkoly, ktora jest ”w czolowce”. z jednej strony, jak juz pisalam, elity na mnie wrazenia nie robia, a z drugiej… chce, zeby moje dzieci ukonczyly szkoly na wysokim poziomie. Bizon mial takie oceny, ze bez problemu dostal sie do liceum (zarz opisze, jak to w Holandii funkcjonuje), ale nawet gdyby mials isc do odpowiednika polskiego technikum czy zawodowki, to tez szukalabym tej o najwyzszym poziomie. Bo to mobilizuje. Bo szkoly o wysokim poziomie sa wymagajace. Piluja. A ja, choc brzmi to wrednie, chce, zeby pilowaly – zeby zahartowaly. Zahartowaly do pracy, zahartowaly do niepowodzen, walki, zeby nauczyly radzenia sobie z porazkami i wyciaganiem z nich wnioskow. Tak mnie zahartowalo moje liceum, ktore… do dzis niemilo wspominam… Chce, zeby chlopaki obracaly sie wrod dzieci ambintnych i dzieci ambitnych rodzicow (nie nadambitnych) – zeby nie mialy czasu na glupoty. szkola, na ktora zdecydowal sie Bizon jest szkola z wieloletnia tradycja, miesci sie w starym ceglanym gmachu, z wysokimi sufitami, duzymi oknami i lukami przy ”sklepieniu”. 

Spodobal mi sie mentor klas pierwszych, ktory jasno wyrazil swoja opinie o wymianach miedzy krajami, egzotycznych jezykach, ktorymi roznorakie szkoly sie reklamuja, o nowoczesnych metodach nauczania – okreslil to jako ”windows dressing”. Powiedzial: ja o tym opowiadac nie bede, bo dla nas najwazniejsze sa te przedmioty, z ktorych pozniej dzieci beda zdawac egzaminy koncowe (odpowiednik matury). To jest najwazniejsze, a reszta jest wazna, ale nie najwazniejsza.

Bizon mnie zaskoczyl, choc w sumie bardziej bylam zaskoczona tym, ze mnie zaskoczyl, bo przeciez ja to wiem, tylko sobie nie uzmyslowilam: Bizon to ekonomista. Byla w szkole klasa do ekonomii – najbardziej szara klasa, no, moze rownie szara jak pracownia fizyczna… a Bizon wszedl, zobaczyl gadzety (np…. wykresy dochodow, przychodow, jakies opisy firm i ich poczynan, czyli czarna magia, jak dla mnie) i oczy mu sie zaswiecily: mamo, to bedzie moja ulubiona lekcja! a ja oczy otworzylam, bo Bizon to urodzony ekonomista. 

Szkrab z kolei jak wpadl do pracowni chemicznej, nie mogl z niej wyjsc. Dorwal sie do atomow i zaczal budowac molekuly. Zbudowal etanol: skad wiesz, ze to tak ma byc – pytam, ze zdumieniem patrzac na poprawnie zbudowana czastke. No przeciez tu jest napisane, wskazuje Szkrab na C2H6O…. 

A jak Bizon dostal sie do liceum juz w styczniu? na podstawie testow krajowych z poprzednich lat i z testu probnego z grudnia. Jako z kazdego testowanego przedmiotu mial zawsze najwyzsza ocene,  nauczyciel wystawil mu tzw. opinie, ze Bizon kwalifikuje sie do gimnazjum lub do liceum, zwanego tu tez atheneum. Gimnazjum rozni sie od liceum tym, ze w tym pierwszym jest lacina i greka, ktora ani Bizon, ani jego rodzice nie sa zainteresowani;) Zbyt pragmatyczni jestesmy na jezyki starozytne, Bizon tez nie przepada za wkuwaniem slowek na pamiec, wiec padlo na liceum. A ze opinia nauczyciela jest decydujaca, to Bizon zostanie zapisany do liceum.

Egzaminy krajowe, ktore dzieci w naszje szkole maja przez caly tydzien, potwierdzaja jak dotoad opinie nauczyciela, wiec Bizon czuzje sie juz prawie jak na wakacjach.

 

bez skarzenia;)

mam jednego aroganckiego studenta. mam tez tak, ze jak ktos do mnie arogancko, to robie sie bardzo stanowcza, konkretna, skupiona: strzelam faktami, pytaniami i  nie dam sobie napluc w kasze. zwlaszcza gdy opryskliwym arogantem jest student, urzednik czy pani w recepcji u lekarza;) 

dzis przyszedl moj arogancki student. kilka razy postawilam go pojedynczym zdaniem do pionu, ale satysfakcji nie czulam, raczej rozdraznienie i zal, ze zamiast milo wspolpracowac, my sie szarpiemy. no nic, student poszedl, ja juz prawie o nim zapomnialam, zbliza sie lunch, wchodzi szef: ”mangiare?”, tak, mangiare, idziemy do kantyny, a szef zagaduje: byl u ciebie Rob? byl… – patrze na szefa, on na mnie… – a co, slyszales? tak, slyszalem, przypadkiem stalem na korytarzu. wezme go sobie na rozmowe, takie zachowanie jest niedopuszczalne. dobrze, powiedzialam, pogadaj z nim, bo on tak czesto. i tyle powiedzialam, bo ine lubie skarzyc. w duchu sie jednak ucieszylam, ze szef sie dowiedzial. tym bardziej, ze szef potrafi: uprzejmie, ale dostanie dogadac tak, ze pojdzie w piety. i niech Robowi pojdzie, zasluzyl.

moi  dwaj koledzy, dzielacy ze mna pokoj, nie moga Roba scierpiec. a ja… smieje sie zlosliwie, ze Rob nozka potupie, a pozniej i tak zrobi jak mu kaze, bo na ogol szef mysli podobnie do mnie. jednak z ulga odetchne, gdy ten student obroni juz ten swoj doktorat i zniknie z mojego zycia. bo na to licze… nigdy sie szefowi nie skarzylam, bo uwazam, ze jestem na tyle dorosla i silna, ze sobie ze studentem poradze, a tu prosze, szef sie przypadkiem dowiedzial;)

kawoszka

jak juz nie raz pisalam, ja bez kawy dnia nie przezyje;) do tego bardzo rozpaskudzilam sie bardzo i zadowalam sie juz tylko dobra kawa. tzn. skutki uzaleznienia fizycznego zaglaszcze nawet i kawa rozpuszczalna, za to humor poprawia mi i zapach i smak dobrej kawy. i tego mi zawsze brakuje rankami na wakacjach. bo w domkach, apartamentach, hotelikach sa na ogol tylko czajniki elektryczne. czasem zdazy sie taki podstawowy zaparzacz do kawy, ale to nie to… ”na miescie” na ogol da sie znalezc dobra kawe, ale po pierwsze, zeby sie na to miasto wybrac bez huku, to ja juz conajmniej jedna kawe musze zaliczyc, inaczej chodze i burcze – co gorsza, jestem tego swiadoma, ze jestem niemila i… nic nie potrafie z tym zrobic. nalog to nalog. na dodatek, wyjscie na miasto musi sie odbyc przed 10.00, bo jesli nie wypije kawy do tej pory, boli mnie glowa. ale na wakacjach, jak juz mamy ten domek, taras, jak juz dzieci podlapia towarzystwo, luby w koncu moze pospac do 10.00, a ja chce poczytac w spokoju ksiazke, gazete, czy po prostu pogapic sie na dzieci, nie chce mi sie przed 10.00 gnac na kawe do miasta. 

i znalazlam rozwiazanie: elektryczny perkolator! dlatego, gdy rodzina spytal, czy mam jakies zyczenia urodzinowe dotyczace prezentu, poprosilam o maly, perkolatorek. dzis rano wyprobowalam. male toto, ale kawe produkuje… wloska:) silna, aromatyczna, taka, ze cale sasiedztwo poczuje:D 

no, lokum wakacyjne mamy juz zarezerwowane, perkolator juz jest, teraz jeszcze, jak co roku, wyrzezbic miesnie na brzuchu (he, he, coroczny plan:D) i mozemy jechac na wakacje!

wypalenia i bieganie

Duzo osob w najblizszym (i nie tylko) otoczeniu zalicza burn outy, czyli wypalenia. pytam o symptomy i wychodzi na to, ze i ja albo zblizam sie albo juz mam burnouta;) bo symptomy, ktore ludzie zglaszaja mam od dawna. mysle, ze od czasow liceum, kiedy tpo musialam o 5.30 wstawac do pociagu i cierpialam na chroniczny brak snu, ktory powodowal chroniczne zmeczenie, problemy w koncentracji i scisk zoladka. w sumie, to podczas wakacji czuje ”ulge’ – ulga plega na tym, ze moge sie wyspac, nie musze sie spieszyc, wiec nie denerwuje sie. 

Myslac o tych symptomach burnoutu, widze, ze mam jakis instynkt samozachowawczy. bo umiem sie szybko ”wykurowac” czy zapobiec skrajnej formie tejgo stanu wypalenia. Gdy czuje, ze baterie sie koncza, ograniczam wszelkie kontakty miedzyludzkie, spotkania towarzyskie, wyjscia, zakupy, itp. zamykam sie w domu, pije wino, uciekam przed wszelkimi dzwiekami (np. czytam w toalecie:D) – robie to w weekend. Znajomi proponuja a to kino, a to grilla, a ja… na ogol odmawiam, bo w weekend restartuje moj system nerwowy, a jest to mozliwe tylko, gdy ogranicze bodzce. Najgorzej jest w piatki wieczorem, kiedy po 10-12 godzinnym maratonie zawodowym, nie jestem w stanie sie skupic, zeby zrobic liste zakupow… Wtedy ide spac o 21.00, zeby rano byc zdolna wstac i przebiec 2-3 mile. Bo bieganie nie jest juz dla mnie nie forma odchudzania, ale resetowania umyslu. Musze sie wybiec zanim zaczna sie wekendowe bodzce: proby skrzypiec Bizona, noga Szkraba, urodziny, wizyty kolegow, koleda, telefony.

 

Otwieram ostatnio gazete i co widze, news nad newsy! Nowa forma terapii dla osob cierpiacych na burnout: bieganie! Udowodniono, ze spory odsetek osob ciepriacych na burnout ”poprawia” sie, gdy przechodzia terapie, podczas ktorej musza obowiazakowa biegac. Toz ja to wiem….

 

tygodnie, miesiace, kwartaly

w zeszlym tygodniu Bizon przyszedl z zadaniem domowym z matematyki i nie wiedzial, jak je podejsc. poszedl wiec do lubego. lubemu wyszlo 114, ale takiej opcji wsrod odpowiedzi a, b,c i d nie bylo. wyslal wiec Bizona do mnie. mi tez wyszlo 114. Skoro i lubemu i mi wyszla ta sama liczba, zalozylismy, ze dobrze rozwiazalismy zadanie. A ze byla juz godzina 22.00 i nie chcialo nam sie wiecej ludzi (z rodziny czy przyjaciol) angazowac, napisalam na marginesie list do nauczyciela: Drogi Eryku, Bizon nie wie jak sie do tego zadania zabrac, lubemu wyszlo 114, mi tez, ale tej opcji nie ma. Pozdrawiamy, M i E. Luby podjudza: dopisz dr M en prof. E:DDD nie dopisalam. i cale szczescie, bo okazalo sie, ze dr nauk medycznych i pan profesor nie wiedza ile jest tygodni w kwartale. mysmy zalozyli, ze 12 (3×4 = 12), a tu sie okazuje, ze w kwartale jest 13 tygodni!

i tak to moja pycha zostala poskromniona:D

podroz kota

byli u nas znajomi i opowiedzieli nam taka historie: ich polscy przyjaciele mieszkajacy do niedawna w Holandii maja kota. sasiedzi tych znajomych wyjezdzali na dluzej do Anglii i gdy pakowali samochod, kot sobie wskoczyl miedzy pakunki i tak sie skutecznie schowal, ze zajechal cichaczem do Londynu:) dopiero w Londynie sasiedzi polskich znajomych moich znajomych zorientowali sie, ze kot Polakow jest z nimi:) zadzwonili do Polakow, ktorzy juz w okolicy ogloszenia pt. ”zaginal kot” rozwieszali i juz nadzieje na znalezienie kota tracili, ze jest problem: kot jest z nimi w Londynie, a oni w najblizszym czasie nie wybieraja sie w podroz powrotna. Tak sie zlozylo, ze pod Londynem mieszka mama moich znajomych i akurat w tym czasie, kiedy kot zajechal do Londynu z Holenderami moi polscy znajomi wybierali sie do mamy. zgodzili sie kota z powrotem przywiezc, tylko sek w tym, ze zwierzat nie mozna sobie ot tak wozic po swiecie…. no ale jak to Polacy, stwierdzili, ze kota przeszmugluja z powrotem do Holandii. nasz polski weterynarz, praktykujacy w pobliskiej miejscowosci przepisal lekarstwa ”wyciszajace” kota, tak ze kot przespal prawie cala droge, a co najwazniejsze przespal kotrole, ktora sie znajomym oczywiscie na granicy przytrafila;) 

I tak to kot Polakow mieszkajacych z Holandii zaliczyl wycieczke do Londynu:) 

Co ciekawe, moi znajomi opowiadaja, ze kot ich tam w Londynie najwyrazniej rozpoznal, bo gdy weszli i zaczeli go wolac po imieniu, kot wyskoczyl spod kanapy, a wczesniej siedzial tam schowany i tylko noca wychodzil cichaczem cos zjesc. I do tej pory, gdy odwiedzaja swoich przyjaciol, ktorzy w miedzyczasie juz wrocili do Polski, kot wita ich z entuzjazmem, tak jakby rozumial, ze to oni go uratowali z opalow:D

wartosci

siedze z szefem, maglujemy wyniki z ostatniego tygodnia, a tu wpada kolega szefa, tez chirurg dzieciecy: ”wiem, ze oficjalnie masz dzis wolne (szef cala noc operowal, wiec tak, oficjalnie ma wolne – pospal do 11.00 i przybiegl do szpitala;)), ale ja nie wiem co z ‚tym’ chlopcem zrobic…” . Szef na to ”ja tez nie, mysle, ze juz nic nie mozemy zrobic, morfina i tyle”. Kolega poszedl a szef mi streszcza: 16-letni chlopiec, nowotwor z przerzutami; jako ze chlopcu grozi zakrzep, dostaje srodki rozrzedzajace krew, przeciwzakrzepowe. ale przez te srodki dziecko krwawi gdzies w brzuchu i szef pol nocy operowal, zeby to krwawienie zatrzymac, jednak tak dlugo jak chlopiec dostaje leki rozrzedzajace krew, krwawienie sie nie zatrzyma. a lekow z kolei nie moga odstawic, bo zroi sie skrzep i dziecko w ciagu kilku godzin umrze. Lekarz prowwadzacy dziecko chce go wyslac na intensywna terapie, ale tam rodzice nie maja wstepu. Moj szef uwaza wiec, ze zeby dziecko nie cierpialo powinno mu sie dac morfine, swiety spokoj i pozwolic mu spedzic te ostatnie kilka dni swojego zycia w otoczeniu najblizszych. 16-letni chlopiec… teoretycznie jego zycie dopiero rozkwita, startuje… przed nim wspaniale mlodziencze lata. w rzeczywistosci za kilka dni umrze. rak wykrwawi go na smierc…

 

ciesze sie, ze moje dzieci sa zdrowe. pytanie… jak dlugo?…

takie czasy?

ciagle bebni sie w mediach, jakie te zachodnie szkoly wysmienite – nie wiem, moze gdzies sa, ale raczej nie w Holandii. Moja szkola, sprzed 30 lat podobala mi sie bardziej. byla struktura, lad, sklad, kazdy znal swoje miejsce, kazdy mial zeszyt, podrecznik, siedzialo sie twarza do tablicy,a nie plecami, czy bokiem, mowilo sie dzien dobry nauczycielom, a nie nauczyciele dzieciom, byl spis lektur, dzieki czemu kazdy mial jakas tam wiedze z literatury chociazby klasycznej, a nie chaotyczna samowolka, prowadzaca do tego, ze dzieci, ktore nie lubia czytac, czytaja… komiksy. w Holandii jest balagan, stawianie na ‚samodzielnosc’, dzieci maja za duzo mozliwosci wyboru (nie tyko dzieci, studenci tez, przez co nie raz sie gubia…); a lenistwo i glupota nauczycieli mnie przeraza. pisze to corka polonistki, ktora zawsze miala szacunek do nauczycieli i nadal chcialby go miec… ale trudno go miec, gdy obserwuje prace nauczycieli moich dzieci.

Bo dzieci od roku chodza niby to do szkoly elitarnej. i tak, poziom i wymagania sa wyzsze niz w bylej szkole, do ktorej chodzilo 80% patologii. Ale nauczyciele sa na nizszym poziomie. Moj podziw do nauczycieli z poprzedniej szkoly wzrosl – bo mimo niekorzystnych warunkow w klasie potrafili uczyc tak, ze moje dzieci zawsze z testow krajowych dostawaly maksymalne ilosci punktow. Za to w tej szkole dzieja sie dziwne rzeczy. 

Bizona nauczyciel kaze sobie dzieciom samym (!) w piatki sprawdzac w ‚kluczu’ czy poprawnie rozwiazaly zadania w ciagu tygodnia. pytam Bizona, a co, jesli masz bledy? To musze sam je naprawic. A jesli nie wiesz jak je poprawic? To moge isc do nauczyciela, ale i tak nikt nie idzie, bo nikomu sie nie chce… Bizon przynosi coraz wiecej zadan do domu. W koncu chlapnal, ze przez to, ze pogaduje z kolega na lekcji, nie wyrabia sie w czasie szkolnym i dlatego bierze cwiczenia do domu. Ma to plusy – bo w koncu wiem, czego uczy sie Bizon, ale ma tez minusy, bo dziecko siedzi do 22.00 nad zadaniami, nie ma czasu na zabawe z innymi dziecmi, na pobieganie na swiezym powietrzu, a jak czegos nie wiem to jest ”mamooo”. a mamie o 22.00 juz sie nic nie chce. Przeciez po to ten nauczyciel jest, zeby uciszyc gaduly. jednoczesnie zastanawiam sie, kto by pomogl Bizonowi w szkole, skoro nauczyciel kazde dzieciom pracowac samodzielnie… Nauczyciel Bizona, choc leniwy, jest przynajmniej sympatyczny.

Natomiast naczycielki Szkraba maja wg mnie jakies ”braki ” w psychice. Dzis Szkrab wrocil smutny ze szkoly. A wieczorem zaczal spazmowac i wyc. Od razu wiedzialam, ze cos sie stalo w szkole. Co sie stalo? Ano pani nauczycielka znow poprzesadzala dzieci. Nie wiem, co to za moda, ale od czasu do czasu jest rotacja dzieci – zeby kazdy sie z kazdym znal… dla mnie to jakies nieporozumienie – nie wyobrazam sobie, zeby mnie ktos sadzal z jakims dzieckiem, z ktorym nie klika, z ktorym mnie nie laczy zadna nic sympatii. Przez pierwsze dwa miesiace Szkrab siedzial z jakas dziewczynka, pozniej z niejakim Niclasem, a teraz z jakism chlopakiem, ktory od dawna juz nasmiewa sie ze Szkraba, zabiera mu czapke, chowa plecak, itp. Czy nauczycielka tego nie widzi? Nie rozumie, ze siedzenie z takim chlopcem zle wplywa na sampoczucie dziecka w klasie? Sama meldowala mi, ze Szkab nie moze sie w klasie zaaklimmatyzowac i zamiast mu pomoc, to rotuje dziecmi, jak tylko sie do siebie przyzwyczaja. W poprzedniej szkole tez taakie rotacje byly, ale tam nauczyciel bral pod uwage sympatie i anypatie miedzy dziecmi. 

A juz perelka jest ocenianie prezentacji. Szkrab bardzo ladnie przygotowal prezentacje. Wyuczyl sie wszystkiego na pamiec. Dostal ”prawie dobry”. Pytam go, czym nauczycielka umotywowala te ocene. Pani nie motywowala oceny – dzieci glosowaly, mowi Szkrab. Ze co????? Dzieci glosowaly, jaka ocene dostaje sie za prezentacje??? Nie moglam w to uwierzyc. Ale jak to wyglada? – pytam Szkraba. Pani wymienia ”niedostateczny, mierny, dostateczny, prawie dobry i dobry” i dzieci podnosza rece przy danej ocenie. I przy mnie tylko jedna osoba podniosla reke przy ”dobry”, a wiekszosc by ”prawie dobry”. I jedno dziecko przy mierny (tu glos mu sie zalamal…) bo powiedzialo, ze wiersz byl glupi. I co na to pani? Nic. Dala mi prawie dobry…. Podejrzewam, ze Szkrab nie zasluzyl na dobry, bo jak sie stresuje to mamrocze pod nosem i zjada koncowki wyrazow. Dlatego nie ocena, ale forma wystawiania oceny mnie zszokowala. Przeciez dzieci to sie bardziej sympatia / antypatia kieruja niz kryteriami, jakie ma spelnic prezentujacy uczen. A nawet jesli probuja byc obiektywne, to jak 9-10-latki moga obiektywnie ocenic jakosc prezentacji?  

Nie cierpie nauczycielek Szkraba – maja pusty wyraz twarzy, nie wiedza co to empatia, sympatia, rzadko tak o kims negatywnie mowie, ale te panie to idiotki. sa glupie. i nie wiem, co z tym fantem zrobic.. wspolczuje Szkrabowi, ze musi na te baby patrzec 5 dni w tygodniu i odliczam dni do wakacji. Mam nadzieje, ze w przyszlym roku Szkrabowi trafi sie ktos bardziej kompetentny….

Luby wlasnie smaruje e-maila, zeby poprosic o spotkanie z nauczycielkami Szkraba…a ja dochodze do wniosku, ze szkoda, ze ”elitarnosc” szkoly polega tylko na tym, ze chodza do niej dzieci lekarzy, prawnikow i innych ”elitarnych” rodzicow. Mam w nosie taka ”elite”.  

dzielic sie synem / i o samodzielnosci

niby nie mam corki, wiec ciuchow, butow czy kosemtykow raczej nikt mi podkradac nie bedzie. choc… troche czasu uplynelo zanim odkrylam, ze ze moj zel do wlosow jakos szybciej niz zwykle sie konczy, bo Bizon codziennie sobie uklada fryzure uzywajac mojego zelu. przed chwila Bizon zaliczyl niedzielna kapiel relaksacyjna:D mamoooo, gdzie masz suszarke do wlosow? ”tu i tu” – zdziwiona, ale podalam polozenie mojej suszarki. luby tez rzucil zdziwione spojrzenie… za chwile slyszymy Szkraba jak pyta Bizona: „co ty ROBISZ???”. 

tak, moj syn dorasta…

______________

po wieczornym szalenstwie ze Szkrabem wyleje jeszcze swoje przemyslenia na temat samodzielnego odrabiania zadan przez dzieci i na temat… jezyka. bo Szkrab we wtorek ma przeanalizowac przed klasa wiersz i analze ma przygotowac w domu. razem z lubym poszukali na internecie wiadomosci o poecie, Szkrab spisal (samodzielnie) na kartce co chce powiedziec i jest gotow. no dobrze, synu, mow, matka slucha. a syn zaczyna: koledzy i kolezanki (luby mu podpowiedzial jak zaczac, bo Szkrab nie wiedzial jak zaczac – nauczycielki dzieciom nie powiedzialy), chcialbym przeanalizowac moj wiersz pt.’…. nie wytrzymuje do konca zdania i poprawiam ”nie twoj wiersz, tylko wybrany przez ciebie wiersz” – Szkrab ekspoluduje, krzyczy, ze tak sie wlasnie mowi, ze wszyscy w klasie tak mowia, ze nauczycielki nie mowia, ze tak nie mozna!!!!! Wiec on tez tak bedzie mowil!!! No to ja znow, ze to jest nielogiczne, zeby myslal samodzielnie, a nie powtarzal bezmyslnie jak papuga, ze przeciez on tylko wybral ten wiersz, ze go nie napisal…. ale Szkrab nie daje mi skonczyc, jest wciekly, bo on uwaza, ze sie juz przygotowal do prezentacji, czeka na oklaski, a matka go przy pierwszym poprawia! slysze, ze ja nie umiem niderlandzkiego, ze tak sie mowi i juz. Bizon Szkraba popiera. luby sie wtraca, mowi, ze mama ma racje… i zaczyna sie: wariatkowo!!!

Szkrab zaczyna plakac, smazmowac, jeszcze chwila i rzuci sie na ziemie. zeby go postawic do pionu mowie, ze jak w ciagu 30 minut ogranie wiersz i siebie, to jeszcze zdazy pograc na komputerze. Szkrab powoli zaczyna normalniec… zaakceptowal nowa wersje rozpoczecia analizy wiersza: ”na dzisiejsza prezentacje wybralem wiersz poety takiego-owakiego pt. ”tytul”. I tak przez kolejne 45 minut pracuje nad poprawnym budowaniem zdan przez moje dziecko… nad logika, nad dykcja. nie nauczycielki, tylko ja. nie wiem, ze moze i sa geniusze, ktorzy z mlekiem matki wyssali poprawne wyslawianie sie, ale smie twierdzic, ze wiekszosc osob, ktore znam, nie wyssalo tej wiedzy, tylko ja nabylo. Podpowiadam jak zakonczyc (”dziekuje za uwage”), bo tego tez moje dziecko nie wie. Na koncu wszyscy czworo jestesmy psychicznie umordowani. Bo Szkrab nie jest latwy, oj nie… a ja tez nie odpuszcze. i Bizon wtraci swe 5 groszy, zeby przypadkiem ogien nie wygasl. najlepiej ma sie luby, ktory siedzi zdala od nas (czym mnie wkurza), nie wtraca sie (wygodnicki!) i tylko jak dzieci zarzucaja mi brak znajomosci jezyka, luby laskawie przychodzi z odsiecza.

I takie rozne mysli mi przechodza przez glowe… m.in. to ze jestem rozczarowana nauczycielkami: kaza dzieciom przygotowac prezentacje, ale ich nie nauczyly jak ta prezentacje zbudowac, nie podaly przykladow zdan rozpoczynajacych, zakonczajacych prezentacje, lacznikow, ot tak stawiaja na samodzienosc dziecka… a ja sie buntuje na taka samodzielnosc. bo jak to moj szef mowi: najpierw sie naucz chodzic, a pozniej probuj latac. tak, trzeba miec jakies podstawy, zeby byc samodzielnym i kreatywnym. do tego jestem zla, ze nauczycielki nie wylapuja zwrotow jezykowych, ktore sa niepoprawne… choc moze one same nie widza braku logiki w omawianiu ‚mojego wiersza”, ktorego nie napisalam? 

Pamietam jak nasza polonistka bardzo nam tlukla do glowy, ze do mowienia nalezy uzywac nie tylko slow, ale i logiki. Pamietam, jak wtlaczala nam do glow, ze nie mowi sie ”prosze pania” (przeciez nie graja! odpowiadala, bo pania to sie prosi tylko do tanca;)), tylko ”prosze pani”. 

Ostatnio mialam starcie z moim studentem, ktory mi zarzucil, ze ja mu tylko ”jezykowo” sprawdzilam artykul, podczas czy on oczekiwal innego;) a ja mu owszem zdania popoprawialam, bo jak czytam cos, co jest wbrew logice, to mnie palce swiezbia. bo moj student powypisywal, ze np. ”problemy/symptomy (pacjenta) sie poprawia”. ja na to, ze stan zdrowotny pacjenta moze sie poprawic, ze skala problemow moze ulec redukcji, ze symptomy moga zlagodniec, ze bol moze zmalec, ale problemy sie nie moga poprawic. I ten moj student nie mogl tego pojac!!! On twierdzil, ze mamy po prostu inny styl pisania!!! I za chiny nie mogl zalapac, ze to jest zwyczanie nielogiczne, co on powypisywal… 

I tak jak ten 23-letni student nie mogl mnie zrozumiec, tak samo Szkrab i Bizon nie mogli pojac, czemu ja sie czepiam. A ja nie trawie belkotu. Lubie poprawny, przejrzysty jezyk. I nie odpuszcze. Dopoki moge, nie pozwole moim dzieciom samodzielnie przygotowywac prezentacji i esejow, i kazdy blad im wytkne, zeby pisali i mowili poprawnie, logicznie, przejrzyscie i zrozumiale. Najpierw ich naucze, pozniej pozwole byc samodzielnymi.