pokrecone zyczenia

w polowie wypisywania kartek ocknelam sie, ze zycze ludziskom szczesliwego nowego roku 2017…. 

jako ze weekend kilka kartek juz poszlo w swiat, obawiam sie, ze takie wlasnie pokrecone zyczenia wyslalam.

ech….

____________

na Mikolaja dostalam lampki (swiatelka) na choinke rosnaca przed domem. marzyly mi sie juz rok temu, ale wtedy jeszcze dom nie byl tak do konca nasz. trzymam lampki w rekach i mowie do lubego: bede trzymac choinke jak bedziesz okrecal lampki okol choinki. bo ja zawsze od trzymani drabiny jestem;)

________________

jako zem zakrecona i cos ostatnio niepozbierana, wypralam Bizonowi iPhona, ktorego wczesniej wsadzilam mu do kieszeni bluzy, zeby nie zapomnial wziac od tesciow… iPhone nie dziala:/ Bizn zly, ja tez… 

narnijskie klimaty

spadl dzis snieg. zapalilam nasza latarnie w ogrodzie – te, ktora mielismy wyrzucic ”bo nie dziala”, a jednak luby ja naprawil, odmalowal i … patrze i sie zachwycam. i pytam Bizona: z czym ci sie ten widok kojarzy? a Bizon bez chwili zastanowienia: z Narnia!!! Tak, tylko patrzac az nam tu pan Tumnus wyskoczy;)

”obiad” swiateczny

co roku dzieci maja w szkole tzw. obiad swiateczny. z obiadem nie ma to nic wspolnego, bo sa to glownie zimnie przekaski, z czego 80% to ciasta i inne slodycze. wiem juz wiec, ze obiad to sie tak czy siak je w domu, a w szkole dopycha deserem. ale cos trzeba na ten ”obiad’ zaniesc. chcialabym jakiegos konkreta. w ‚kwestii smaku” znalazlam pizzetki! oglaszam radosnie chlopakom, ze juz wiem, ze pizzetki zrobie, czekam na okrzyki radosci i slysze… nieeeee, to, to kazdy przynosi… hm, jak to kazdy, do tej pory zawsze same slodkosci widzialam, ewentualnie jakies chemiczne parowki zawiniete we francuskie ciasto mrozone/pieczone… (brrr, nie znosze – ani parowek, ani mrozonego/pieczonego ciasta francuskiego). no to tort zrobie, poddaje sie. nie, chlopaki chca… zapiekane piramidki z puree ziemniaczanego! tlumacze im, ze te piramidki sa smaczne jak je wyjme prosto z piekarnika, na cieplo, a zanim doniesiemy je do szkoly to juz ostygna. to nic, chlopaki pierwszy raz w zyciu sie zgadzaja i moletuja mnie o piramidki. 

a ja dalej szukam. cos konkretnego, zeby nie bylo na cieplo. i zadne ciasta francuskie nie wchodza w gre;)

strajk glodowy Bizona!

Bizon sie obrazil. Bo za to ze pyskowal, zabralam mu wczoraj iPhona. na tydzien! schowalam go w moim koszyku z biustonoszami, bo wiedzialam, ze w zyciu na to nie wpadnie, zeby grzebac w mojej bieliznie;) do tego doszla sprawa gry na skrzypcach ze schola podczas 10-lecia naszej Polskiej Misji Katolickiej. Jako ze Bizon zawsze ze schola ochoczo gral, m.in. podczas I komunii Sw. Szkraba, wpisalam go do ”sekcji muzycznej” na liscie organizacyjnej. A Bizon sie wsciekl! Bo powinnam go byla najpierw spytac!!! No moze i powinnam, ale jako ze nigdy do tej pory tego nie robilam, jako ze Bizon nigdy szopek nie odstawial to go po prostu, ot tak zapisalam. W przyszlosci bede juz naszego maestro pytac. Tak czy siak, Bizonowi glosu na matke podnosic nie wolno. Telefon schowany, Bizon najpierw smutny, potem zly, probuje przepraszac, przeprosiny przyjete, ale kara nieanulowana. Jak kare zarzadzilam, to bedzie. I jeszcze prosze o zgode Bizona na zagranie ze schola z okazji jubileuszu. Nie… Biozon zly i zgody nie wyraza. To nie. 

Dzis rano Bizon oglosil, ze strajkuje – nie bedzie jadl. To nie, mowie. Ale jak rzeczywiscie chcesz strajkowac, to przynies mi tu wszystkie zapasy czipsowo-pringelsowo-orzeszkowe ze swojego pokoju. Bo Bizon ma skladzik! Na weekend kupuja sobie z lubym np. tube pringelsow i dziela sie na pol. Luby zjada swoja polowe w jeden wieczor, a Bizon…. chowa tube do szafy i… kazdego wieczoru je sobie po 1-2 pringelsy!!! Tym sposobem ma w szafie niezla spizarnie. Jako ze tylko ja zagladam do szafy Bizona, zeby zaprowadzic w niej porzadek, jestem jedyna, ktora wie o spizarni Biozna. Trzymam to w tajemnicy, coby luby badz Szkrab sie nie dobrali, bo by byla rozpacz straszna;) ale dzis na glos zarzadzilam, ze spizarnia schodzi na dol, jesli Bizon strajkuje. Bizon potulnie oddal skarby (choc wiem, ze cos tam sobie zostawil;)). 

po szkole niania odgrzala zupe: Bizon nie je. 

obiad: Bizon skusil sie na jedno skrzydelko i koniec. wiecej jesc nie bedzie. strajkuje. 

a strajkuj sobie chlopie, strajkuj… 

w koncu o 20.00 kleknal przede mna troche blaznujac, zlozyl raczki i mowi: mamo, blagam cie, oddaj mi telefon. obiecuje, ze juz nie bede krzyczal i zagram na skrzypcach ze schola. 

no i jak tu takiemu nie ulec… oddalam mu telefon a Bizon od razu nalal sobie miche jogurtu. 

i tak zakonczyl sie strajk glodowy Bizona. nie dalam mu poznac, ze zrobil na mnie jakiekolwiek wrazenie, a wrecz mnie rozbawil;) i mysle, ze to byl pierwszy i ostatni taki strajk:)

 

A glodowac to powinnam ja. Bo co raz czesciej przekonuje sie, ze pewne produkty spozywcze mi nie sluza. Wczoraj ”zalatwilam” sie sosem sojowym… juz od jakiegos czasu mialam wrazenie, ze boli mnie po nim glowa i oczy. Wczoraj zamarynowalam mieso w sosie sojowym i tak jak panowie piali z zachwytu, tak ja mimo ledwo co subnelam czesc miesna obiadu, juz po godzinie zaczelam walczyc z bolem glowy. w nocy prawie nie spalam, bo mnie suszylo (sos sojowy jest slony, a ze ja soli nie uzywam… to niestety, nawet male ilosci bardzo odczuwam) i dzis w pracy walczylam z mdlosciami i bolem glowy. Dopiero ibuprofen plus swieze powietrze mi uzlyly. I tak juz kolejny produkt powinien zniknac z mojego menu… nie wolno mi nabialu, nie wolno tortow i ciast z kremami, jako ze cappuccino z mlekiem bezlaktozowym trudno znalezc, to na miescie cappucino na ogol odpada, teraz sos sojowy… po zupach na bazie proszku tez boli mnie glowa…. po zupie pomidorowej ”domowej” i po niektorych rybach boli mnie glowa. ciekawe, co jeszcze…. az sie boje swiat, sernikow, ktore tak lubie i na ktore pewnie sie skusze…

szalec – nie szalec…

marzyl mi sie zimowy, welniany plaszcz. jako ze wzrostu jestem sredniego (a w Holandii raczej niskiego;)) dlugie klasyczne plaszcze nie dla mnie. plaszczow z klapami i odkryta klatka piersiowa tez nie lubie. wiec sie naszukalam: znalezc cos klasycznego a jednoczesnie troche zmodernizowanego, nie szarego, nie czarnego… to sztuka. mimo ze sklepy pelne ciuchow. po trzech godzinach lazenia po sklepach znalazlam. gorna czesc czarna, ze stojka (na zdjeciu rozpieli, a ja sie tam do ostatniego guzika pod szyje zapinam;)), a dolna wsciekle czerowona:D plaszczyk prosty, nie wciety, nie rozkloszowany, co mi sluzy, bo podkresla to co male (biodra) a maskuje to co obroslo (talia). tylko czemu taki drogi… z bolem serca i wyrzutami sumienia spelnilam swe marzenie… kupilam. wiem, ze luby pochwali, ucieszy sie, ze ladny, a ja zawsze walcze… szalec – czy nie szalec. no raz na rok mozna, co? 

 

dojrzewanie?

Bizon zachowuje sie jak nastolatek. Szkrab tez juz zaczyna, choc w inny sposob: mamooo, a myslisz, ze ja sie komus moge podobac? – pyta 9-cio (!) letni Szkrab! No pewnie, przeciez ciocia dowiedziala sie od mamy Emmy, ze polowa dziewczyn w twojej klasie sie w tobie podkochuje! Ale ja mam taka dziwna glowe… – ciagle Szkrab. Czemu dziwna???? – dziwie sie. No bo jest taka jajowata! – mowi Szkrab. No, a co ty bys chcial miec okragla? jak ksiezyc? czy kwadratowa? – probuje troche zartowac. Szkrab sie smieje i nadal twierdzi, ze ma dziwna glowe. W koncu mowie, mu, ze naprawde jest ladnym chlopcem. Na co Szkrab: tak mowisz, bo jestes moja mama! na co ja mu przypominam, ze pewna mama mi powiedziala, ze mam takiego przystojnego syna (bo powiedziala:D) i ze taka pani na ulicy powiedziala, ze Szkrab bedzie mial szczescie w zyciu, bo podobny jest do mamy, a przeciez mama (ja!) ladna jest:DDD  A poza tym, mowie, przeciez chlop nie ma byc ladniusi-sliczniusi, jak dziewczynka, tylko ma byc chlopem: silnym, dobrze zbudowanym (a Szkrab to kawal chlopa). Szkrab sie usmiecha, ale widze, ze niepewnosc w nim rosnie… jest niesmialym dzieckiem i co raz bardziej martwie sie o jego funkcjonowanie w grupie, w klasie… on przejmuje sie kazdym glupim usmieszkiem, a chlopaki tylko na to czekaja. przed skzola Szkrab nie podchodzi do gruby chlopakow – z klasy. dlaczego? ”bo oni i tak odejda” – mowi, albo ”bo beda sie smiac ze mnie”. wyciagam ze Szkrab, czy dzieci sie z niego czesto smieja… chyba nie. Ale on wsystko tak analizuje i przezywa, ze w koncu izoluje sie. a mnie serce peka, bo nie chce, zeby czul sie samotny. z nowej szkoly jeszcze nikogo nie zaprosil, ani nikt jego nie zaprosil… na szczescie ma kontakt z dwoma kolegami z bylej szkoly, z kolega z klubu pilkarskiego. ale nie z chlopcami z obecnej klasy. planujemy zapisac Szkraba na zajecia z ‚pewnosci siebie” – ponoc sa to zajecia z grupie, z innymi takimi ”izolujacymi sie” od grupy dzieci. sek w tym, ze luby tez taki jest, on tez nie ma (= nie potrzbuje) kolegow. on po prostu nie potrzebuje towarzystwa. moze Szkrab tez tak ma?

 

co mi do lba przyszlo…

dzieci maja do szkoly przygotowac oryginalne, wlasnorecznie zrobione opakwania prezentow mikolajowych. kolega, ktorego wylosowal Szkrab, lubi pilke nozna, wiec Szkrab chcialby zrobic opakowanie w formie pilki noznej. no to ciach, co za problem, mowie, zrobimy mase papierowa, oblepimy balon, uformuje kule, pomalujey, przetniemy, prezent zapakujemy, polkule sklelimy i juz.  nie przewidzialam, ze masa bedzie sciekac, ze kuchnia, podloga,pokoj jadalny, nasze ubrania i podloga beda upackane czyms szarym… nigdy wiecej!

Szkrab powiedzial

zeszlo nam wczoraj na wspominki porodowe. Mowie, ze jak sie Szkrba urodzil, to wyszla glowa, on sie rozejrzal i stwierdzil, ze nie ma ochoty wychodzic. bo  glowa wyszla, ale ze Szkrab byl barczysty, to reszta sie zaklinowala.

Na to Szkrab: i w ten sposob mialas gadajacy tylek!

Ja: raczej ryczacy tylek:D

nic-nierobienie

”Lepiej nic nie robic niz byc zajetym nic-nierobieniem”.

 

Lao Tzu

 

czasem, gdy glowa zbyt pelna siadam. i odplywam. i dopiero luby patrzy, widzi moja nieobecnosc i pyta: co robisz? nic. jaki to komfort moc tak odpowiedziec:)

kto bardziej uparty?

w naszej rodzinie zebraly sie silne charaktery. niby emocjonalni, ale upraci, zawzieci, dobrze wiemy, czego chcemy i do czego dazymy. za ta roznica, ze ja i Bizon zebysmy samych siebie musieli w jakiejs sprawie poswiecic, to bysmy to zrobili, a luby i Szkrab ida na latwizne. i tak w srode Szkrab przyniosl ‚zadanie domowe dla chetnych”. zegary. 5 stron z tarczami zegarow, z roznymi godzinami, ktore mial ‚przetlumaczyc’ na czas na zegarze analogowym. jakis czas temu cwiczylam to ze Szkrabem i wydawalo mi sie, ze umie. dlatego w srode, gdy Szkrab chcial wieczorem ogladac film, powiedzialam: najpierw zrob szybko te zegary, a wtedy film. NIE! czemu nie? Bo zegary sa glupie i nic z tego nie rozumiem – krzyczal (!) Szkrab. ????????????????????? ja myslalam, ze Szkrab juz to umie! no to ciach, zawzielam sie, ze moje dziecko w koncu opanuje te zegary. ale co zrobic jak dziecko uparte i zbuntowane? szantaz medialny: mamoooo, moge pograc na komputerze?: nie, najpierw zegary. NIE! – krzyczal Szkrab. No nie, ja na to. W czwartek po szkole: mamoooo, moge pograc na x-boxie? nie, najpierw zegary! NIE! krzyczal Szkrab. i tak samo w piatek. po kilka razy. dzis rano, w sobote, tez: NIE, NIE, NIE! TO NIE – brzmiala moja odpowiedz. W ten oto sposob Szkrab mial prawie 4-dniowy detox/ areszt medialny. dzis po poludniu pyta: mamooo, moge sie bawic z Milanem? chyba tak, mowie, musze najpierw zadzonic do jego mamy. ale….. nieeee, najpierw szybko zrob zegary! I Szkrab skapitulowal. Papaaaaa, pomozesz mi? Luby siadl i na tym sie jego pomoc skonczyla. Bo Szkrab w 15 minut zrobil bezblednie wszystkie zegary. Czyli… umial! tylko mu sie nie chcialo.  

No, wygralam… cieszyc sie, czy nie, o to jest pytanie… wiem jedno, latwiej juz bylo…