nowa szkola moich dzieci jest lepsza, bo… rodzice (i ich dzieci) sa lepsi. a nie dlatego, ze nauczyciele lepiej funcjonuja, czy sa madrzejsi. dzis sie o tym przekonalam na zebraniu klasowym u Szkraba.
panie nauczycielki, bo jest ich dwie (jedna pracuje dwa dni w tygodniu, druga trzy dni) mowily duzo,ale nic z tego nie rozumialam – najpierw myslalam, ze to moj niderlandzki cos szwankuje, ale okazalo sie, ze i inni rodzice nie bardzo kumali o czym mowia panie, zaczeli zadawac pytania, ktore mi tez cisnely sie do glowy. jako ze nie pochodze z tego kraju, nadal bywam niepewna, z wlaszcza w nowym towarzystwie i nie smie pytac, zeby nie wyjsc na idiotke. jednak dzis padly pytania, ktore mi cisnely sie na jezyk. bo np. panie nauczycielki mowia, ze w tym roku maja nowe podreczniki, wiec dzieci sie musza przyzwyczaic. no ale jak, przeciez co roku sa nowe podreczniki… pomyslalam, ze moze nowa metoda nauczania – to pytanie zadala jedna z matek, i dodala, czy one sie roznia do starych. nauczycielka przyznala, ze nie wie. bylam zniesmaczona. zeby to byla nauczycielka swiezo po szkole, ale obydwie panie sa po 50-stce!!! po ilus tam latach doswiadczenia powinny wiedziec co bylo w starych podrecznikach, a po obejrzeniu nowych, zorientowac sie, jaka jest roznica. jedna z mam spytala, czy bedziemy informowani na biezaca jakie bloki tematyczne dzieci zaczynaja. bo w Holandii dzieci ksiazek i zeszytow do domu nie nosza, wiec rodzice zyja w ”blogiej” nieswiadomosci, co ich dzieci w szkole przerabiaja. blogosc rozwiewa sie, gdy przychodzi do testow panstwowych, bo nagle wtedy okazuje sie, ze np. dziecko ma problemy z odczytywaniem godziny. na szczescie u nas takich niespodzianek nie bylo, ale przyznam, ze co roku sciska mnie w zoladku ”jakie beda oceny” -bo nie wiem jak moje dzieci funkcjonuja na codzien. gdy nie pracowalam szlam od czasu do podpytac;) ale teraz, kiedy tylko dwa dni w tygodniu odbieram dzieci, po to by szybko zjesc zupe i gnac na zajecia poza szkolne, nie bardzo mam kiedy. widac, nie tylko ja mialam takie odczucia, bo rodzice z tejze klasy poprosili, zeby nauczycielki informowaly o nowym bloku tematycznym zanim go zaczna, a nie jak juz go zakoncza. no prosze, myslalam, ze tylko mi tej wiedzy brakowalo. myslalam tez, ze tylko ja mam dzieci, ktore na pytanie ”czego sie dzis uczyliscie” odpowiadaja, ‚no tego co zwykle: liczenia, jezyka…”. nie, inne dzieci albo juz zdaza zapomniec, jak wroca do domu albo wlasnie tak zdawkowo odpowiadaja. panie nauczycielki probowaly sie wymigac – bo to dodatkowa praca, bo jak one to zaczna robic, to inni nauczyciele tez tak beda musieli i beda mieli im za zle! ale rodzice nie ustapili: jesli rodzice innych klas tez to uwazaja za potrzebne, to dlaczego mieliby na taka informacje nie zaslugiwac? to chyba dobrze, ze rodzic chce wiedziec, czego uczy sie jego dziecko, a nie czego sie uczylo i nie wiadomo czy sie nauczylo czy nie… no i w koncu odwazylam sie ja zadac pytanie. a dotyczylo ono prezentacji. bo dzieci maja dac trzy prezentacje w semestrze. w power pointcie. wiec spytalam, czy dzieci w szkole sa uczone power pointa. nie, nie sa. no to skoro nie sa to jak maja je samodzielnie przygotowac? bo Szkrab siedzial pol soboty przed komputerem, bardzo sie denerwowal bo to jego pierwszy program, ktory obsluguje, a ja z kolei nie chcialam mu prezentacji robic, a jednoczesnie nie mialam czasu, zeby kilka godzin uczyc Szkraba obslugi power pointa. koniec koncow, Szkrab napisal na papierze co w prezentacji ma byc, wybral zdjecia, ktorymi chcial prezentacje ubarwic, a ja to wszystko zorganizowalam mu w power pointcie. widzialam jak inni rodzice kiwali glowami – widac u nich byla podobna sytuacja. na to pani nauczycielka mowi, ze to nie jest wymagane, zeby prezentacja byla w power pointcie. na to ja, ze jak jedno dziecko ma prezentacje w power poincie to inne tez tak chca, wiec to ona nauczycielka powinna wziac pod uwage mozliwosci komputerowe i techniczne dzieci i jasno zdecydowac w jakiej formie ma byc prezentacja. inni rodzice mnie poparli. ale wszytkie uwagi, pytania byly przez nauczycielki jakby negowane, rozplywaly sie. w koncu jeden z ojcow powi: no dobrze, to czas odsumowac co zostalo postanowione:D i zostalo. ze bedziemy informowani o nowych blokach tematycznych, a prezentacje maja byc technicznie wspierane przez rodzicow. wszystkich, a nie tylko tych ”nadopiekunczych” – zeby bylo sprawiedliwie dla kazdego dziecka.
bylo wiecej takich pytan i migajacych odpowiedzi. ja wyszlam podirytowana brakiem profesjonalizmu, luby ubawiony. co cie tak ubawilo, pytam. te panie to jak ”Sasiedzi” (pamietacie, z czeskiej bajki)… no… dobrze je podumowal. tylko czy sasiedzi nadawali by sie na nauczycieli???…