przeprowadzka zbliza sie wielkimi krokami. wiec pakuje, sprzatam, segreguje, znow sprzatam… tesciowa miala ochote jutro przyjechac, zeby mi pomoc. ale w czym??? mysle sobie??? ja mam jutro urwanie glowy, kupe jezdzenia, m.in zawiezc i odebrac Bizona na probe orkiestry, Szkraba na religie, zawiezc ubrania do sklepu z uzywana odzieza, bo w tygodniu uzbieralo mi sie kilka toreb, wywiezc szklo, ugotowac obiad dla 9-chlopa, bo jutro oficjalnie wiekszosc brygady konczy prace i chce im na pozegnania taki wlasnie obiad zrobic… po co mi tesciowa? dzieci mi nie porozwozi, bo nie wie gdzie, pakowac mnie nie bedzie, bo ja pakujac nadal robie selekcje, wiem, co wyrzuce, co oddam, co do ktorego pudla ma isc… jedyna pomoc, to gdyby mi tak ktos wiecej energii dal, bo cos kiepska jestem ostatnio…
we wtorek mi sie tesciowa przyda – jak juz wszystko wyjedzie, bo trzeba bedzie posprzatac nasze mieszkanie, a ja sie nie rozdwoje – nie moge byc i tu, w obecnym mieszkaniu, i tam, rozpakowywac pudel. ale to dopiero we wtorek. to kazala powtorzyc lubemu, do ktorego dzwonila tesciowa. a luby mi tlumaczy, ze przeciez jego mama chcialaby tu po prostu byc. o ludzie swiata, to niech sobie bedzie, tylko, ze szybko jej sie znudzi, bo mnie nie bedzie;) a luby z tesciem jutro podlogi klada, wiec tez ich nie bedzie. no, w koncu tesciowa orzekla, ze nie przyjedzie.
otwieram przed chwila emaila: szwagierka pyta czy ma przyjechac w srode nam pomoc. ale po co? ja w srode bede caly dzien w pracy.. przeprowadzka jest we wtorek, ale i wtedy, jak juz tesciowa przyjedzie posprzatac, to szwagierka mi tylko bedzie przeszkadzac, bo przeciez nie potrzebuje jej towarzystwa przy rozpakowywaniu pudel, a jednoczenie nie chce mi sie dyrygowac, gdzie co ma byc, to dla mnie to bardziej meczace niz samej sobie wszystko poukladac, tam gdzie mi sie to wydaje sluszne…
tyle o pomocy. jak jej potrzebuje, to wolam. a jak nie wolam, to znaczy, ze ja sama!