ciesze, ze wrocilismy kilka dni wczesniej do domu, zeby w nim po prostu pobyc. dzieciom tez to wychodzi na dobre – juz dzis sobie zaprosili kolegow i fajnie spedzili czas. my z kolei powoli odhaczamy formalnosci, ktorych lista byla dluga i w ciagu dwoch dni prawie sie skurczyla.
dzis mroznie, ale slonecznie – taka pogode uwielbiam. w taka pogode fruwam po domu, latam na rowerze i ciesze sie zyciem – zwlaszcza, gdy nic nie musze. no w sumie musze… jeszcze kilka drobiazgow do nowego domu zaplanowac, poobliczac, pomyslec, jakby co ustawic, wstawic, zmiescic… ale jutro tez moge;)
wpadlismy tez do ikei – nie lubie tego sklepu, ale mialam tam upatrzone kinkiety do lazienki, a przy okazji chlopcy sobie wyszukal nowe lampy do pokojow, to troche obciachowo, zeby nasz 10-latek mial nadal lampe samolocik;) jak Bizon nowa lampe, to i Szkrab, nie ma zmiluj sie. rzucilismy tez okiem na lozka dla Bizona, bo biedaczek spi w lozeczku, ktore kupilismy mu jak mial… 1.5 roku:DDD na dlugosc sie miesci, chudzinka jest, wiec lozko wytrzymuje, ale juz wypadalo mu kupic cos doroslejszego. wybral sobie lozko w ksztalcie… bramki do nogi. a niech mu bedzie…
jutro przyjedzie szwagierka – pojdzie z chlopakami na lyzwy, a ja bede miala 3 godzinki swietego spokoju. tzn… na to licze;)
najlepszy numer z samochodem. kilka tygodni temu tesciu stuknal nam samochod i nietety, spore wgiecie w karoserii, a na dodatek w miejscu gdzie jest sensor cofania, wiec sensor wyje, jak sie tylko wsteczny wrzuci. luby zadzwonildo ubezpieczalni, a tam powiedziano mu, ze jesli samochod bezie naprawiony w Tilburgu (jakies 3 godziny drogi od nas – tam samochod kupilismy), to ubezpieczalnia pokryje koszty naprawy bez konsekwencji. ale jesli samochod naprawimy gdzie indziej, np. w naszym miescie, to tesciow ubezpieczenie wzrosnie… mowie do lubego: dzwon do ojca i spytac, czy pojedzie do Tilburga zawiezc i odebrac samochod (=czy chce zaoszczedzic na ubezpieczeniu), czy mamy samochod zawiesc do bliskiego mechanika. Tesc mial sobie sprawe przemyslec. I cisza… mysli juz caly dzien. No coz, nabroil, to niech placi. Troche dziwne, ze zawodowy kierowca i w bialy dzien, wycofujac swoje male autko, nie zauwazyl, ze nasz samochod z tylu stoi…
a z Bizonem zawarlam umowe dotyczaca (nie)obgryzania paznokcji. bo Bizonowi marzy sie iPhone. kupie mu; pod warunkiem, ze nie bedzie obgryzal paznokci. dzis zrobilismy zdjecie jego paznokci i mamy porownac je ze zdjeciem, ktore zrobimy za tydzien. wiem, jakie to trudne, bo sama latami obgryzalam… teraz juz tylko skubie skorki;) pomysl zaczerpnelam od tesciowej, ktora 10-letniemu lubemu, ktory ssal kciuka, obiecala nowiusienkie lyzwy – luby kciuka przestal ssac, a ze Bizon ma silny charakter, wierze, ze i on z obgryzaniem paznokcie wygra. pytanie, na jak dlugo;) nalog to nalog…
Jeszcze trzy dni laby i kolowrotek znow sie zacznie…. ach… ale ja tak lubie;)