dzis nauczyciel Bizon poplakal sie na lekcji, tak mu starsi uczniowie przeszkadzali w prowadzeniu tejze lekcji. mlody nauczyciel, ktory dopiero co zaczal… 11-sto i 12-sto letni chlopcy przerosli go.
rozne sprzeczne mysli mi przechodza przez glowe… z jednej strony bardzo wspolczuje temu naczycielowi. z drugiej strony mysle sobie, chlopie, starsze dzieci 13-14 latki uczone sa przez drobniutka blondyneczke i ona sobie z nimi radzi. klasa Bizona od srody do piatku tez ma mloda pania filigranowej postawy i sam Bizon stwierdzil, ze u tej pani nie ma zartow. wiec czemu facet sobie nie radzi z klasa? nie wiem. wiem, ze juz po drugim dniu z tym nauczycielem Bizon przyszedl zly do domu, bo nie mogl spokojnie rozwiazywac cwiczen, bo nie mogl sie skupic na lekcji, bo tak starsi chlopcy przeszkadzali.
w naszej szkole przerabiany jest program ‚anty-pesten”. nie ma chyba w j.polskim jednego slowa, ktore w pelni przetlumaczyloby holenderskie ”pesten”, ale generalnie chodzi o dokuczanie, wysmiewanie, nekanie. szkola jest bardzo dumna z powodu tegoz programu… i co z tego, kiedy program to teoria a zycie przynosi cos innego. i tu mnie nerw bierze… bo tyle gledzenia o czyms, co jest nieskuteczne… dzieci czuja sie bezkarne. dzieci nie czuja szacunku do nauczyciela, nie ma hierarchii, nie ma autorytetow. dlaczego???
pierwsze co mi przyszlo do glowy to forma zwracania sie do nauczycieli – dzieci sa z nauczycielami na ty. z tego co szlysze, to norma w wiekszosci holendrskich szkol. z jednej strony mowi o nauczycielach ”nauczycielka X, nauczyciel Y”, czyli w trzeciej osobie pojawia sie slowo ”nauczyciel”, ale po pierwsze idzie za nim imie, a nie nazwisko nauczyciela (nie wiem jak jest teraz w Polsce, ale 30 lat temu byla ”pani Kowalska”, a nie ”pani Ania”), a w drugiej osobie jest juz niderlandzkie ”je”, czyli ”ty”… jesli nie ma dystansu miedzy uczniem a nauczycielem, czy da sie zbudowac szacunek, autorytet?
druga sprawa to rodzice… dzieci z ”dobrych domow” nie dokuczaja… czy dlatego, ze w tym domach uczy sie szacunku do drugiego czlowieka? czy dlatego, ze w tych domach jest dyscyplina? nie wiem. u nas przede wszystkim jest szacunek dla nauczyciela. zdazylo mi sie powiedziec przy dzieciach, czemu nie zgadzam sie z jakims nauczycielem, ale jednoczesnie uczylam, ze jak jest ”sprawa” to nalezy ja grzecznie przedyskutowac i dojsc do porozumienia i to nie dziecko, ale rodzic i nauczyciel to ma przegadac, a dziecko ma sluchac.
pomyslalam tez o biciu. nie chcialabym, zeby kto kolowiek dotknal moje dziecko. a jednoczesnie… czasami mysle, ze jakby taki X oberwal po tylku od dyrektora, to wiecej nie smial by sie smiac za jego plecami. bo tak wlasnie dzis bylo: placzacy nauczyciel poszedl na skarge do dyrektora. ten przyszedl do klasy i zaczal bla-bla-bla o tym, jak to nauczyciel sie stara, ciezko pracuje, przygotowuje sie do lekcji, a wy, niewdziecznicy tacy jestescie niedobrzy. pytam Bizona, co na to dzieci: ci co dokuczali nauczycielowi, smiali sie do rozpuku za plecami dyrektora… no wlasnie. i jak to slysze, to maja szczescie ci chlopcy (i ja tez), ze nie ja w tej szkole nie pracuje – bo bym im sprala tylki (i wyleciala z pracy).
znow sprawdza sie to, co moja mama za czasow dyrektorowania szkola powtarzala: szkola i rodzice musza wspolpracowac. dziecka nie wychowa szkola. i rodzic, ktory od rana do wieczora jest w pracy tez sam dziecka nie wychowa. to jest wspolpraca szkoly z rodzicem. ale jesli rodzic ma w nosie szkole, jesli dla niego centrum zycia jest bezrobotne, papieros, kawa i marihuana, to o czym tu mowic, o jakiej wspolpracy i szacunku do nauczyciela?
przyszlo mi tez do glowy to co moja mama tez skrytykowala: klasy laczone. w klasie Bizona sa dzieci 10, 11 i 12-sto letnie. Najstarsza dziewczynka jest mojego wzrostu i piersi tez ma wielkosci moich;) najstarszy chlopiec jest conajmniej mojej wagi, jak nie ciezszy… ja jestem zaskoczona, ze nasz 26kg-mowy Bizon, nicale 140cm wzrostu wsrod takich wyrosnietych nastolatkow funkcjonuje. bo jeden z lepszych kolegow Bizona, Jesse, o glowe od Bizona wyzszy, jest przesladowany… bo ma ADHD… wyzywaja go od polglowkow, od adhd-przyglupow, smieja sie ”hej adhd, polknales juz swoja pigulke”? ciesze sie, ze ja nie mam takiego problemu z Bizonem. i jednoczesnie przygotowuje sie na przeniesienie go do nowej szkoly… bo jak sie przeprowadzimy do nowego domu, to bedziemy w innym regonie, wiec bede miala swietny powod, zeby zerwac z tym patologicznym srodowiskiem dzieci, ktore chodza do klasy Bizona.