moj szef powiedzial kiedys, ze najwazniejsze, zeby ludzmi w ‚druzynie’ klikalo, a pozniej to juz trzeba umiec wykrzystywac te silne strony pracownika, przymykac oczy na slabe strony i jedoczesnie probowac te slabe strony stopniowo wzmacniac.
tak wlasnie probuje postepowac z moimi studentami, z moimi dziecmi, z ludzimi, z ktorymi mam nacodzien kontakt. bo wiadomo, ze nikt nie jest dobry we wszystkim. ale po co klasc nacisk na wady, skoro mozna go klasc na te silne strony (ktore tez kazdy ma).
ale wczoraj ogarnela mnie rozpacz i niemoc… resztkami sil zachowalam pokerowa twarz. chodzilo o naszego znajomego od remontow. w zeszlym roku bylam z niego BARDZO zadowolona. choc juz wtedy zauwazylam, ze z planowaniem jest on na bakier: w kosztorysie wyliczyl, ze potrzebuje tydzien na remont a robil go dwa tygodnie, co oczywiscie podnioslo koszty. ale w zeszlym roku jakos mnie to nie ruszylo, bo remont az tak wielki nie byl. a miedzy nami klikalo! ja mowilam, on sluchal i robil dokladnie to o co mi chodzilo.
wczoraj zas szlo o remont calego domu, ktory sobie upatrzylismy. szlo o remont kapitalny, z wymiana elektrycznosci, nowymi kaloryferami, izolacja dachu, wymiana okien od ogrodowej strony domu, nowa lazienka, kuchnia i schodami. do tego gladz, malowanie i panele podlogowe. nasz znajomy obejrzal dom, spisal co trzeba wyremontowac, co ja bym chciala (np. usunac jedna sciane, a zamurowac inna albo podlaczenie do pralki w lazience a nie w kuchni) i mial nam wczoraj przedstawic ogolny kosztorys i ile czasu by mu to zajelo…
siedzielismy z nim dwie godziny i w koncu my, w jego obecnosci, zrobilismy kosztorys, ktory byl z pewnoscia bardziej realny ten, z ktorym przyjechal. w sumie, to przyjechal bez kosztorysu…. bo on ciagle powtarzal, ze to zalezy, np. ile chcemy miec gniazdek, czy np. ubikacje, wanne, itp. kupimy w Polsce czy w Holandii, bo w Polsce niby taniej… ale mowie, ze przeciez transport wanny z Polski za darmo nie bedzie, czy wie ile to by kosztowalo… no nie wie… no wlasnie… a jak by trzeba bylo cos reklamowac, to kto mi te wanne do Polski z powrotem zawiezie… no… nie wiadomo. no wlasnie. wiec ja w Polsce to sobie obraz na sicane moge kupic, ale nie wanny, prysznice, ubikacje i okna. ale ani do polskiej, ani do holendrskiej opcji nasz majster nie umial zrobic kosztorysu. on planowal od razu jak on by to zrobil, jakby druciki poprowadzil, jak by to zrobil, zebysmy przy takim remoncie mogli w miare normalnie funkcjonowac…
tlumacze mu, ze zanim zacznie planowac szczegoly, my musimy wiedziec, ile to wszystko moze kosztowac. i ile by taki remont trwal…: bo jesli trzy miesiace, to ja przezyje, ale jesli rok, to zwariuje. no to sie majster tak tych trzech miesiecy uczepil, jakby to bylo swiete… a ja mu tlumacze, ze te trzy miesiace dlaam jako przyklad, ale to on musi oszacowac, jakie sa realne szanse….
probowalam mu pomoc konkretnymi pytaniami: ile czasu lazienka, ile czasu kuchnia, ile czasu dach… ale u niego wszystko jest ”to zalezy od…” ja wiem, ze to zalezy, ale przeciez tu chodzi o generalne okreslenie, oparte na doswiadczeniu. ja wiem, ile czasu zejdzie mi ze swiezym studentem, zeby nauczyc go analizy, a ile ze studentem, ktory juz ma jakies doswiadczenie… ja wiem, ile czasu potrzebuje na zorganizowanie i wykonanie eksperymentu z komorkami, a ile na badania, ktore prowadzone sa z udzialem pacjentow, bo juz iles tam przeprowadzilam.
no to majster tez powinien umiec okreslic ile bedzie trwac np. remont lazienki…
ale nasz majster nie umial.
i sie poddalismy. dom na ktory juz sie nastawilismy, chyba jednak nie bedzie nasz. bo nie wiem, czy nas stac na jego remont: nie tylko finansowo, ale i psychicznie;) bo dzis musielismy podjac decyzje i nie mamy czasu o proszenie innego majstra o nowy kosztorys…