nawet zwierze potrzebuje byc przytulone, poglaskane, dotkniete…
moi rodzice dali mi bardzo duzo, ale dotyku dali mi za malo. gdy bylam malym dzieckiem nie zdawalam sobie z tego sprawy, ale zawsze mi czegos brakowalo – calusa na dobranoc, przytulanca, wziecia za reke… mysle, ze moi rodzice tez nie do konca zdawali sobie sprawe, ze czegos mi daja za malo… i czasami, w takie dni jak dzis, dziwie sie, ze im te nasze cielesne kontakty tak latwo umknely. u mnie byl jakis instynkt, ktory wrecz zmuszal mnie do ciaglego calowania, tulenia, glaskania moich dzieci – gdy byly male najchetniej nosilam je na rekach;) teraz tez nie wyobrazam sobie wyjscia do pracy bez przytulenia dzieci, nadal lubie je dotykac, obejmowac i… wachac jak spia lub gdy sie przebudza.
w tytule zwierze… bo dzis znow zauwazylam jak fakt, ze codziennie biore nasza swinke na rece, zmienia ja – widze, jak lgnie do mnie. dzis szlam z dziecmi na plac zabaw, wzielam wiec i swinke – posadzilam na trawie, swinka sie popasla i… spojrzala na mnie, podczlapala, polozyla przednie lapki na moich kolanach i zaczela sie mozolnie na mnie wdrapywac. nie poszla do dzieci, nie poszla w krzaki, tylko do mnie:) juz w drodze na plac zabaw pomrukiwala zadowolona, bo wdrapala mi sie w zaglebienie szyi – to jej ulubione miejsce – tam siedzi i kwiczy:D a mi jest cieplo. nawet zwierze potrzebuje dotyku… skad wiec ten cielesny chlod w pokoleniu naszych rodzicow? – nie wszystkich, wiem, ze i 30-40 lat temu istnieli czuli rodzice, ale jednak, gdy rozmawiam z rowiesnikami, czesto potwierdzaja, ze rodzice zaniedbali ich dotykowo.
wciaz pamietam, gdy pierwszy raz pojechalam z lubym do jego rodzicow i on, 20-sto paroletni chlop wpadl w ramiona mamy i przytulil sie do niej! bylam pod wrazeniem, bo moi rodzice mnie tak nigdy nie przytulali, wiec i ja nie smialabym sie tak do nich przykleic.
trzeba sie przytulac. inaczej jest smutno i zimno. dlatego wlasnie lubie spac z lubym – klade swoje lodowate stopy na jego zawsze cieplych lydkach, wtulam zimny nos w jego cieple plecy, zmarzniete rece wkladam mu pod ramiona i tak potrafie zasnac w 2 minuty:) za tydzien luby znow leci do Izraela… i znow bede sie martwic:/ dostalam zaproszenie, zeby leciec z nim… ale stchorzylam. nadal boje sie lotu samolotem i dlatego mowie, ze albo wszyscy czworo razem albo luby i ja osobno – zeby w razie czego, dzieci nie zostaly sierotami;) no tak mam i co zrobic…