zastanawiam sie, jak dzieci zareaguja, ze Snoetje juz nie ma. zastanawiam sie, jak im to powiedziec. jakich slow uzyc…
juz wczesniej wspominalam, ze mozliwe, ze swinke trzeba bedzie uspic, zeby nie cierpiala. dzieci sie pytaly, czy swinka idzie do nieba, wytlumaczylam im ze nie, ze swinka nie ma duszy, wiec dla niej to oznacza koniec… jakos nie lubie fantazjowac, ze zwierzeta tez da do nieba, zawsze staram sie mowic dzieciom prawde i do tej pory, jedyne wielkie klamstwo, ktorego sie wciaz z lubym trzymamy dotyczy sw. Mikolaja;) choc, gdyby dzieci spytaly wprost, czy istnieje, to tez bym nie klamala.
to ze Snoetje zostal uspiony to jedno, ale… co z cialkiem? tu mam zgryz… bo Bizon kilka razy wspominal, ze zrobimy swinkom pogrzeb, jak kiedys zdechna. mowil to przy okazji moich czarnych zartow, kiedy glaszczac swinki, zachwycalam sie ich cieplym, pieknym blyszczacym futerkiem i mowilam, ze jak zdechna, zrobie sobie z nich piekny kolenierz…
dzieci sie smialy i na wesolo protestowaly ”nie, mamo, my im zrobimy pogrzeb!”. ja sie dalej targowalam: ”szkoda je pogrzebac, szkoda takie piekne futerko marnowac – zrobie sobie kolnierz i bedziemy miec pamiatke – ile razy zaloze ten kolnierz, bedziemy myslec o swinkach!”. Zartowalam, ze lapek sobie zapiecie zrobie, pokazalam chlopakom zdjecia z kolnierzami z lisa… tak sie przekomarzalismy. Stad wiem, ze dzieciom trudno bedzie zaakceptowac fakt, ze nie mialy szansy wyprawic Snoetje pogrzebu… i beda pytac, gdzie on teraz jest. skremowany… a gdzie proch? nie wiem… a moze nie beda pytac?
dzis tesciowa dzwonila spytac, czy moga przywiezc jutro dzieci. bo plan byl taki, ze my dzis po pracy pojedziemy po dzieci, a jutro tesciowe przyjada swietowac urodziny lubego. kiedy wspomnialam do lubego, ze moze w takim razie, skoro tesciowie i tak jutro przyjezdzaja, to moze oni by nam dzieci w sobote przywiezli, luby odpowiedzial, ze jego ojciec taki sie niefleksybilny zrobil, ze woli nie pytac, bo jak tesc sobie zakodowal, ze piatek wieczorem, to piatek wieczorem! trudno, ja juz sie za dziecmi stesknilam i z radoscia bym je dzis pojechala odebrac. ale dzieci tak sie fajnie bawia, ze same spytaly tesciowa, czy moga zostac do jutra:D moga, pewnie, ze moga:) w koncu maja wakacje:)