bo juz w sobote wraca do Polski. a szkoda, bo wyjatkowa fajna dziewczyna. Szkrab, ktory jest trudny w relacjach miedzyludzkich, kocha tylko mame, tate i lubi Justyne. to olbrzymie wyroznienie. a tych ktorych lubi moje dziecko, lubie i ja;)
Szkrab, ktory latwym dzieckiem nie jest, nie potrzebuje silnej reki. ale czulosci. zartu. niezauwazenia pewnych durnot. nieuslyszenia pewnych slow. i wtedy jest dobrze. i taka byla Justyna: wiedziala kiedy i jak zareagowac. wiedziala, ze jak Szkrab sie wscieknie, to nalezy go wyslac do pokoju i olac. a on po chwili sie opamieta, kuknie, przeprosi i zacznie sie normalnie zachowywac.
w niedziele przyjezdza moja mama. ostatnim razem doszlysmy do wniosku, ze byl to ostatni raz, bo mamy zdrowie takie srednie… ale pozniej jednak mama doszla do wniosku, ze jeszcze chce nas wspomoc. zaproponowalam, zeby przyjechala na tydzien, na wakacje wiosenne, z tata, ktory w koncu przeszedl na emeryture. a mama zdecydowala, ze jednak na caly luty do nas przyjedzie! i jak zwykle sa dwie strony takiego przyjazdu: z jednej strony ogromne wsparcie, bo mama zupe ugotuje, naczynia pozmywa, dom ogarnie, dzieci ze szkoly przyprowadzi, dopilnuje, a jak dziecko chore, to nie musze sie martwic, z kim je zostawic. ale ze Szkrabem sie mama srednio dogaduje… on sie wscieka, ze babcia spi w jego pokoju, wykrzykuje niefajne rzeczy, a ja… sie stresuje…
od marca planuje powrot do swietlicy. chlopcy nie chca juz chodzic na taekwondo, mi to na reke, bo w takim razie nie musze miec nianki, ktora by sie przed taekwondo ”nakarmila” i na lekcje zawiozla. choc dzieci, zamiast taekwondo chca uprawiac pilke nozna, a tam tez ich ktos musi zawiezc…