do tej pory stosunki z sasiadami byly idealne. byly jakies tam drobne irytacje, np. z dbaniem o przedni ogrodek, ktory nalezy oficjalnie do sasiadki, ale to my go plewimy i sprzatamy, bo jej sie nie chce – ale to byly drobiazgi.
teraz zaczyna byc powazniej, bo chodzi o kilkaset badz moze i nawet tysiecy euro i o nasz balkon. bo nasz balkon, od strony sasiadki jest obskurny. balkon od naszej strony jest zadbany, luby polozyl kafelki, obskrobal sufit (czyli dolna czesc balkonu sasiadow z gory), polozyl gladz, pomalowal i mozmy cieszyc nim oko. a sasiadka z dolu chce, zebysmy odrestaurowali caly balkon, czyli tez spod, bo ona sie boi, ze jej na glowe spadnie…
dwa lata temu, przy okazji jednego remontu, spytalismy holenderskiego budowniczego, zeby rzucil okiem na ten balkon, czy jest bezpieczny – stwierdzil, ze jest. naszego polskiego budowniczego, ktory remontowal nam mieszkanie w maju, spytalam o to samo i odpowiedz byla taka sama. ale sasiadka nadal nas molestuje, ze balkon niebezpieczny, ze sa w nim pekniecia, ze sie luszczy, ze jest wilgoc i ze ona sie boi, ze jej cos na glowe spadnie.
wiec znow umowilam na dzis naszego polskiego budowlanca, zeby poszedl do sasiadki, obejrzal balkon od jej strony – on nadal twierdzi: balkon jest bezpieczny, ze on moze te rysy ”skleic” specjalnym klejem, zaszpachlowac, pomalowac, ale wilgoc byla, jest i bedzie, bo przeciez na ten balkon ciagle pada deszcz, wieje zimny wiatr i niestety, w Holandii trudno o suchy balkon.
ale tato sasiadki, bardzo niesympatyczny, w przeciwienstwie do sasiadki, typ, ciagle sie stawial, ze te rysy w betonie groza zawaleniem sie balkonu i naciskali, ze musimy cos tym zrobic.
w koncu zgodzilismy sie, ze wezwiemy inzyniera-specjaliste od balkonu, zeby sporzadzil raport i dal oswiadczenie, czy balkon jest bezpieczny czy nie. ale… takiemu panu trzeba zaplacic minimum 200-300 euro. a ja nie mam ochoty, bo ufam dwom budowlancom, ktorzy mowia, ze balkon nie runie. wiec stwierdzilam, ze owszem wezwiemy specjaliste od balkonu i jesli okaze sie, ze grozi zawaleniem, to go odrestaurujemy zgodnie z wytycznymi takiego specjalisty. Ale jesli werdykt bedzie pozytywny dla nas, czyli, ze balkon jest bezpieczny, to sasiadka ma pokryc koszty tego raportu. i tu zaczal sie cyrk. bo balkon jest nasz! no tak, ale muy go nie potrzebujemy, bo wierzymy opinii budowlancow. my sie nie boimy, to ona sie boi, wiec to niech ona nam udowodni, ze jest problem…
no nie, bo balkon jest nasz… no tak, ale nam jego stan nie przeszkadza…