wczoraj wracamy do domu, a tu przed domem lezy ptaszek na pleckach. ptaszek miniaturka. tak malutki, ze myslalam, ze to piskle. szybko jednak zaskoczylam, ze to juz jesien, a nie wiosna, wiec ptaszek choc maciupenki, nie wypadl niczym piskle z gniazda (czy raczej nie zostal wyrzucony przez rodzenstwo) tylko albo sie nim jakis kocur zabawil albo sie zderzyl ze oknem. wzielam ptaksza do domu, wsadzilam do pudelka, wsadzilam chleb nasaczony woda, postawilam kolo kaloryfera, zeby sie nieboraczek rozgrzal i poszlam do kuchni. a pozniej na chwile wyskoczylam do sklepu.
kiedy wrocilam, ptaszek znikl. Bizon byl zajety prezentem od mikolaja, czyli gra na x-boxie, Szkrab playmobile i kiedy spytalam, gdzie ptaszek, nie mieli pojecia.
przeszukalam caly dom, z latarka zajrzalam w najciemniejszy zakamarek, bo martwilam sie, ze ptak zdechnie z glodu i nie dosc, ze sie nacierpi biedaczek, to jeszcze mi dom zasmrodzi, jak sie zacznie rozkladac.
rano skladam polkotapczan Szkraba, a tu ptaszek sobie siedzi i patrzy😊 wzielam go do reki, chcialam wlozyc do pudelka z chlebem, a on fruuuu, lata! w ten sposob zorientowalam sie, ze skrzydla ma w porzadku. w takim razie chcialam go wypuscic na wolnosc. znow wzielam go do reki (bardzo byl latwy do zlapania, tak jakby sie nie bal czlowieka), otorzylam okno, otworzylam dlon, a ptaszek frrruuu – wlecial z powrotem do pokoju. no tak, zaskoczylam, ze ciemno! kiedy wracam z pracy tez jest ciemno… w koncu wystawilam go na balkon, niech sobie tam do switu poczeka, a pozniej poleci w swiat. i chyba polecial, bo jak wrocilam z pracy, goscia na balkonie juz nie bylo.
no, prosze, takie dlugie opowiadanie o najmniejszym europejskim ptaszku, czyli mysikroliku, mi wyszlo;)