staram sie zle nie mowic o bliznich. szczegolnie w obecnosci dzieci tego nie robie. staram sie mowic tylko dobre rzeczy, ale czasem mi sie cos spontanicznie chlapnie. dzis sasiadka mnie wnerwila i bardzo swiadomie pogderalam na nia do… dzieci. cel byl wychowawczy. zeby im uswiadomic do czego prowadzi lenistwo i brak konsekwencji.
a poszlo o sprzatanie ogrodka przed domem. ogrodek nalezy do sasiadki mieszkajacej na dole, a my i sasiedzi z gory mamy prawo przez niego dochodzic do domu i parkowac tam rowery. od ulicy jestesmy ogrodzeni zywolplotem, ktory musi byc regulanie przystrzygany. sam ogrodek wylozony jest w wiekszej czssci plytkami, wiec tylko od czasu do czasu nalezy powyrywac trawe z pomiedzy plyt.
gdy wrocilismy z wakacji wszytko bylo pozarastane. bo siasiadka czasu nie ma… bo pracuje na pelny etat i jest samotna matka – to jej argumentacja, ktora od czasu do czasu przewija sie w naszych raczej przyjaznych wymianach zdan. brak czasu sasiadki jest jednak selektywny, bo dla znajomych ma zawsze czas i prawie codziennie ktos ja odwiedza. poza tym, niby jest samotna matka, ale jej synek spedza 3-4 dni tygodniowo u ojca! a ona wtedy baluje zamiast sie za ogrod wziac.
do tej pory ja, luby i dzieci kilka razy ogarnelismy plytki, pozamiatalismy, poucinalismy galezie, zeby mozna bylo swobodnie parkowac rowery. mimo ze oficjalnie oporzadzanie ogrodka nalezy do sasiadki.
po wakacjach mnie nerw wzial: zywoplot zarosl tak bardzo, ze zeby wejsc/ wyjsc, trzeba bylo sie o niego otrzec, a rano zmoczyc rosa lub kropalami deszczu. wyslalam sasiadce sms-a, zeby sie umowic na WSPOLNE sprzatanie ogrodka. sasiadka zareagowala pozytywnie, ze dzis po poludniu jej pasuje. ok. umowilysmy sie nz 15.00.
i co? sasiadka a to papierosa musiala zapalic, a to picie i ciastka wyniosla, az w koncu powiedziala, ze o 16.00 szwagier ma do niej przyjechac… przyjechalci sasiadka sie zmyla.
ja zostalam. dzieci mi pomagaly, bylo calkiem milo, ale Bizon spytal, gdzie jest sasiadka. no jak to gdzie, ma goscia, jak zawsze. Bizon na to, to czemu my pracujemy, skoro ona poszla. no i tu zaczelam:
ze jak sie cos zacznie, nalezy to skonczyc. bo tyle sie napracowalismy, ale efektu jeszcze nie widac, podworko nadal jest zasmiecone galeziami, trawa, liscmi. wiec gdybysmy teraz przestali, to cala nasza praca poszlaby na marne.
no tak, mowi Bizon, ale czemu my pracujemy, a sasiadka nie?
bo sasiadka jest leniwa, synku. dlatego. a ja sie brzydze lenistwem. leniwi ludzie daleko w zyciu nie zachodza. widzisz dziecko, ja jak zaczelam studia, to je skonczylam, a sasiadce sie nie chcialo. ja przyjechalam do obcego kraju i mam o wiele lepsza prace niz sasiadka, ktora tu sie urodzila – czemu? bo ja zawsze konsekwentnie wykonywalam swoje obowiazki.
partner od sasiadki odszedl, bo nie wytrzymal tych tabunow ludzi, ktorzy przewijali sie przez ich dom, brudu, jaki ci ludzie po sobie zostawiali. kiedy partner sasiadki jeszcze z nia mieszkal, ogrodek i ich mieszkanie byly schludne. teraz wszystko jest zapuszczone. czasami dokarmiam kota siasiadki i zwyczajnie brzydze wejsc do jej kuchni… byly partner sasiadki mi powiedzial: odchodze, bo ona zachwuje sie jak nastolatka. i rzeczywiscie, sasiadka, mimo, ze mila osoba, jest infantylna, nieobowiazkowa i imprezowiczka. do mnie mowi, ze jej synek jest dla niej najwazniejszy w swiecie, ale zamiast z nim spedzac wolny od pracy czas, ona ciagle ma znajomych. a synek placze sie pomiedzy nimi, pozuje do zdjec z butelka wina (4-letnie dziecko), ktore to zdjecie jest pozniej umieszczane na facebooku. i sasiadce i jej znajomym wydaje sie smkeszne. dla mnie to zalosne.
i tak sobie pogderalam do dzieci: bez pracy nie ma kolaczy. lenistwem sie brzydze i nie cierpie niedokonczknej roboty. dlatego mimo ze sasiadka poszla, my prace dokonczymy. i dokonczylismy. dzieci towarzyszyly mi przez 3 godziny. powiedzialam im, ze jestem z nich bardzo dumna i w nagrode byla symboliczna wyplata w wysokosci 3 euro.