wycofac sie, gdy naciskaja

jakis czas temu nasza studentka zgodzila sie na prezentacje wynikow bez konsultacji z nami. szef nie byl zadowolony – mial powody. studentka tlumaczyla sie, ze musiala dac odpowiedz w ciagu dnia, wiec dala… pozytywna odpowiedz. szef powiedzial wtedy: nigdy nie zgadzaj sie, gdy ktos cie naciska, w pracy, w zyciu prywatnym, nigdy. to bylo zdanie do studentki, ale i ja je sobie zapamietalam.

dzis dzowni do mnie pani z Jastrzebiej Gory, gdzie chcialam zarezerowowac domek na tydzien wakacji letnich. jakims takim narwanym tonem zaczela pytac, czy ja chce ten domek, czy nie chce, bo jeszcze zaliczki nie zaplacilam, a ona ma jakiegos pana na telefonie, ktory chce ten domek. zdziwiona odpowiedzialam, ze chce domek i rezerwacje potwierdzilam e-mailowo, ze owszem zaliczka byla wspomniana, ale nie jako forma potwierdzenia rezerwacji i nie bylo konkretnej daty, kiedy ta zaliczka ma byc wplacona. na dodatek, wczoraj potwierdzilam emailowo rezerwacje, wiec nawet jakbym zrobila przelew internetowo, to i tak te pieniadze by od razu nie zostaly z naszego holenderskiego konta przelane.

a pani dalej nerwowym tonem, czy ja chce ten domek czy nie. no przeciez mowie, ze chce! no to mam zrobic ten przelew, bo tu inni chetni sa. no dobrze, zaraz zrobie ten przelew, ale probuje wytlumaczyc jeszcze raz, ze pani dzis kasy na koncie nie zobaczy, ze pewnie dopiero w pn albo we wtorek bank zrobi przelew.

pani mi daje meza, ktory znow to samo mowi… w tle krzyczaich dzieci, szczeka pies, pan znow o pieniadze naciska… 600  zl. znow mowie, ze dobrze, ze zaraz przeleje, ale ton rozmowy zaczal mnie wnerwiac, wiec mowie, ze zrobie przelew, choc to w sumie troche ryzykowne, bo jaka ja mam gwarancje, ze domek istnieje, ze nie nie podoba mi sie przelewanie takiej sumy w slepo, ot tak. pan na to, ze to zufanie w obie strony, bo jak ja nie zaplace, on mi zarezerwuje domek, a ja pozniej nie przyjade, to on tez straci. co straci? nie zarobi, ale nie straci, bo to ja jemu mam kase wyslac, a nie on mi. ale ok, mowie po raz nie wiem juz ktory, ze zaraz zrobie przelew, a pan znow o potwierdzeniu przelewu, zebym mu jeszcze dzis wyslala, bo jak nie, to on wynajmnie ten domek komus innemu. 

a wie pan co, niech pan sobie wynajmuje ten domek komus innemu. nie lubie jak mnie ktos naciska, wiec do widzienia.

zrezygnowalam.

jeszcze nigdy nie mialam o czynienia z tak nachalnymi ludzmi. nie trawie nachalnych ludzi. i id takich ludzie nie bede wynajmoac domku. ja sobie znajde milszych gospodarzy nad Baltykiem..

I komunia sw. zaliczona

Bizon przystapil w niedziele do I komunii sw. Zaskoczylam sama siebie, bo ani lzy nie uronilam:) Pewnie dlatego, ze troche mnie stresior zarl, bo nie tylko Bizon wystepowal, ale i matce sie trafilo male wystapienie na poczatku i na koncu mszy. na szczescie wszystko poszo jak z platka:) 

uroczystosc byla piekna, choc troche przydlugawa, ale to nic, w koncu to wazny dzien dla naszych malych ”komunistow”.

do zdjec zatrudnilam sobie pana fotografa, zobaczymy, co tam za cuda powychodzily…. jak cos dostane, to sie (chyba) pochwale:)

rodzice jeszcze sa. ciesze sie, ze wzielam dzis wolny dzien, dzieki czemu na spokojne, juz po nerwowce zwiazanej z przygotowaniami przyjecia dla 15 osob (inaczej gotuje sie obiad dla 4 osob, onaczej dla 7, a juz zupelnie inaczej dla 15, z ktorych na dodatek 2 osoby nie jedza miesa…), pospacerowalam z nimi po naszym miescie, poszlismy na lody. a po spacerze tato, brat i dzieci poszly do domu, a ja z mama skoczylysmy na zakupy. mama lubi sie ubierac w tutejszych sklepach i najwyrazniej lubi moja asyste- twierdzi, ze te ubrania, ktore do tej pory sobie ”pod moim” wplywem kupila, zawsze byly bardzo udane. mam nadzieje, ze i z dzisiejszymi zakupami tak bedzie.

i tak jeszcze mysle o dekorowaniu kosciola… wyszlam na straszna ignorantke:D: 

– pani czips, czy tak moge te kwiaty stac?

– taaaak, moga, jest ladnie.

– ale czy nie powinny stac tak bardziej w prawo?

– nieeee, jest dobrze….

– pani czips, ale mi sie wydaje, ze tu trzeba lisci dolozyc

– nieee, nie trzeba, jest dobrze…

– pani czips, a tu ta wstazeczka jest torche przyzolknieta

– to nic, z daleka nie widac…

moj umysl nie pojmuje tego, jak mozna ekscytowac sie przesuwaniem kwiatow o 1 cm w prawo, w lewo, a pozniej jeszcze raz w prawo. i nie widze roznicy miedzy kompozycja zawierajaca 6 lisci i 10 lisci. na punkcie bieli jestem bardzo wyczulona, bo lubie prawdziwa, czysta biel, a nie zadne off-whity, kremy, czy beze, ale przy takim oswietelniu, jakie jest w kosciele tego nie widac! ech, ciesze sie, ze te przygotowania juz za mna.

inna niz mama

dziwna jest moja relacja z mama. kocham ja, a jednoczesnie, dawno temu uswiadomilam sobie, ze gdyby nie byla moja mama, z pewnoscia nie nalezalaby do grona osob, ktore lubie, z ktorymi lubie spedzac wolny czas. nie moglaby byc moja kolezanka. ale mama byla i jest dobra.

widze, ze mama zdaje sobie sprawe z bledow, jakie w pospiesznym zyciu popelnila, np. niechwalenie nas. teraz chwali. w koncu;) 

dzis dzwonie i prosze, zeby mama mi pozyczyla (przywiozla z Polski, bo beda u nas juz jutro!) okapnik na swiece komunijna, bo u nas okapanika nie udalo mi sie znalezc;) opowiadam mamie, ze pol dnia wolnego wzielam, zeby na spokojnie zakupy zrobic, zamarynowac mieso i okielznac inne komunijne sprawy. ze w koncu mam idelany garnitur dla Bizona (tu musze sie chyba z H&M przeprosic, bo wlasnie w sieciowce znalazlam ladny garnitur slim fit dla Bizonka – w koncu garnitur, ktory na Bizonie nie wizis jak pizama;), mowie, ze Pawel wpadl, zeby lubemu pomoc lodwoke na gore wtaszczyc – bo lodowke pozyczylismy:DDD tak, ludziom sie w glowie nie miesci, ze mozna pozyczyc lodowke:DDD a ja potrzebowalam dodatkowa lodowke i zamiast kupowac, to wypozyczylam na dwa dni:) mama mowi,oj widze, ze sie stresujesz! i slysze… lekka satysfakcje. nie, nie stesuje sie, odpowiadam, wszystko sobie zaplanowalam i wszystko, jak narazie, idzie zgodnie z planem! wiec owszem, jestem zajeta i troche zmeczona, ale na szczescie nie musze sie stresowac.

i tu dochodze do punktu”inna niz moja mama”. bo moja mama wszystko na ostatnia chwile robila, gotowala na 5 min przed przyjeciem, ”zeby wszystko swieze bylo”, a pozniej juz ani czasu na ogarniecie domu nie miala, ani na ogarniecie siebie, na makijaz, tylko byl stres i walka z czasem. a mi sie wydaje, ze jak dzis rano swieze poledwiczki kupilam, to jak je wieczorem, po calodniowej marynacie, usmazylam, to przeciez w niedziele jeszcze beda swieze!

balkon i dom mam juz ukwiecony, sukienka i zakiet (slubny!!!) wyprasowane wisza, jeszcze buty (tez slubne:DDD) musze gdzies znalezc. 

jutro dekorujemy kosciol, Bizon idzie do pierwszej spowiedzi, ma probe pierwszej komunii sw. ja musze sie znow uzbroic w cierpliwosc do naszego ksiedza, ktory mowi za duzo, a za malo konkretnie…

ech, nawet ludziska w pracy te bizonowa komunie przezywaja:) Dzis musialam rano odbebnic kilka spotkan i po kazdym slyszalam zyczenia, zeby wszystko sie udalo. oby! to juz pojutrze:)

cieplo zimno: uderza mi;)

od jakiegos czasu w nocy budzi mnie uderzenie goraca… nie kazdej nocy, ale tak raz na miesiac. zauwazylam to, bo ja raczej zmarzluch jestem i w nocy to tylko latem w Polsce bywa mi goraco. dzis rano obudzilam sie w mokrej, zimnej pizamie: musialam sie niezle spocic:/

czyzby to juz? czyzby moj nasilony tradzik to sprawka hormonow?

niby nie mam nic przeciwko, z checia bym sie juz @ pozegnala, wiec zalu nie ma, ale dziwie sie, bo mi sie wydaje, ze ja ciagle taka mloda:DDD

latka leca…

obowiazek obywatelski

wszedzie glosno o wyborach. u nas, w Holandii tez. kolezanka dlugo mnie agitowala, zeby glosowac. a ja uparcie mowilam nie, nie bede glosowac, bo z jakiej racji ja mam Polakom mieszkajacym w Polsce, a nie w Holandii prezydenta wybierac. ja do Polski juz raczej nie wroce. ja w Polsce od 14 lat nie mieszkam i nie raz, na bzdurnych przykladach, przekonuje sie jak nieaktualna jest ma wiedza odnosnie rzeczywistosci polskiej, mimo ze do Polski 2 razy w roku jezdze i staram sie na biezaca czytac o polskich sprawach. a jednak nie wszystko wylapuje. na dodatek media tez prawde odpowiednio ubarwiaja, naginaja, przeinaczaja. 

mowilam kolezance namawiajacej mnie do glosowania, ze nawet nie wiem na kogo glosowac, bo w to co na internecie przeczytam nie wierze w 100%. to tylko jakas namiastka prawdy. polskiej TV nie mam i nie bede jej instalowac tylko po to, by debate np. u pana Lisa obejrzec. 

Nie chce wybierac prezydenta moi rodzicom, przyjaciolom, znajomym. oni lepiej wiedza, kogo im potrzeba. kandydat kolezanki wygral…. zobaczymy, za rok, dwa, czy bedzie z niego zadowolona, czy to co media zaprezentowaly pokryje sie z rzeczywistoscia.

niby mam obywatelstwo polskie, nie chcialabym sie go zrzec (i na szczescie nie musze), ale nie czuje tego obowiazku obywatelskiego, zeby isc glosowac. co raz czesciej czuje, ze Holandia staje sie moim domem i choc niektore tradycje polskie podtrzymuje, to co raz czesciej widze, ze chcac niechcec, zholendrzylam sie. widze, jak moja mentalnosc wisi gdzies miedzy polska i holenderska. co raz latwiej wytlumaczyc mi ”odmiennosc” holederska Polakom, niz ”odmiennosc” polska Holendrom. 

kiedys przeczytalam, ze emigrant czuje sie bezdomy. do niedawna tak sie czulam, w Polsce czulam sie Holenderka, a Holandii Polka. czuje podobnie. Polski jest nadal moim jezykiem ojczystym, ale reszta nagina sie w strone Holenderska…

dojrzala?

Czasem w locie spojrze na siebie i widze dojrzala twarz. pewna siebie. zadowolona z zycia, z siebie (choc oczywiscie bywaja i gorsze dni). uswiadomilam sobie, ze czasami w gazetach jest troche prawdy;) bo ponic wiek 30-40 to okres najlepszego sampoczucia wrsrod kobiet. Nie wiem, czy najlepszego, bo moze po 40-tce bedzie jeszcze lepiej, ale w koncu potrafie sie lubic i akceptowac. w koncu wiem, ze kazdy, nie tylko ja, ma swoje slabe strony. Jednoczesnie potrafie przyznac, ze mam tez mocne strony. Slabe strony staram sie ukrywac i jednoczesnie nad nimi pracowac, powoli pracowac i systematycznie, a nie w zrywach, jak kilka lat temu. Silne strony… nie eksponuje ich, bo to wbewm mojej naturze, ale je swiadomie wykorzystuje.

W koncu wiem, ze matka idealna nigdy nie bede, ale wiem, ze dobra jestem. i choc czasami paszcze wydre, to potrafie przeprosic, przytulic i powiedziec, ze kocham.

Zona tez idealna nigdy nie bede, ale na szczescie luby jeszcze slepy i nadal twierdzi, ze zone ma idealna;)

Zrozumialam tez, ze nie ma w tym nic zlego, ze niektorzy mnie nie lubia. Przeciez i ja nie do kazdego palam sympatia. Ta kwestia bardzo mnie ciekawi – -jak to jest, ze jak ktos wchodzi do np. mojego biura w pracy, to od razu mam do niego jakies ”uczucia”:) co ciekawe, na ogol moje odczucia pokrywaja sie z rekacja Jana, kolegi z biurka po przeciwnej stronie. Czasami ktos irytujacy mnie wyjdzie, a Jan przewraca oczami;) Z kolei, gdy mi sie ktos spodoba, Jan tez podsumowuje: mila osoba. A my z Janem tez sie bardzo lubimy. Za to z kolezanka, ktore dolaczyla jakies 2 miesice temu… nie klika. Ani ze mna, ani z Janem. Ale to nic, nie musze jej lubic. A ona musi lubic mnie. W niczym mi to nie przeszkadza.

Swoje 58 kg tez juz zaakceptowalam, choc oczywiscie wolalabym wage sprzed 7 lat i rozmiar 34/36… trudno walek na brzuchu jest, pod pachami tez i trudno sie mowi. Nie chce mi sie juz zasmiecac glowy dietami, bo zadne liscie, pomidorki, szpinaki i jajeczniczki z 2 jajek mojego glodu nie oszukaja. kocham czekolade, orzechy i tlusty jogurt grecki z miodem i wole miec walek niz sobie odmowic tych przyjemosci! o ile nie przekorcze tych 58 kg;)

Wiem tez, ze nigdy nie bede wladala perfekcyjnym niderlandzkim. ale skoro ludzie mnie rozumieja, a ja ich, skoro w pracy jestem doceniania, to chyba nie jest az tak zle.

Mysle o Asi – Chustce, o Monice- Wandzie – one mojego wieku nie dozyly. Nie tak dawni Ksena – Wojowniczka… gdy o nich mysle, wiem, ze trzeba sie cieszyc kazdym dniem, kochac siebie samego, sznanowac nie tylko ludzi wokol, ale siebie samego, i dogadzac sobie. Owszem, trzeba tez siebie dawac, ale to przeciez tez sprawia przyjemnosc.

Takie mnie mysli naszly po tym szalonym tygodniu. Ciesze sie, ze juz piatek, ze u nas poniedzialek wolny. Planuje ostatnie szczegoly komunijne i staram sie ta komunia nie stresowac;) choc trudno bedzie, bo czuje zblizajacy sie pms… ech… tego jednego nie potrafie zaakceptowac.

nasze wedrowanie

Jak co roku zaliczamy szkolny marsz. Zawsze bylam piechurem, Bizon tez, w tym roku Szkrab polubil 5km trasy (bo w zeszlych latach troche mu sie dluzylo). Wszystko odbywa sie na wariackich papierach, bo marsze zaczynaja sie o 18.00, a ja z pracy na ogol kolo 18.00 wychodze… a mimo to wracam do domu odprezona: 5 km marszu i glowa pusta, zresetowana, i ani uparty Rob juz nie powoduje scisku zoladka, ani leniwa Marije mnie nie irytuje, nawet zapach remontu mi juz zwisa;) marsz mnie odpreza.

dzis przemoklismy do majtek… po powrocie do domu wsadzilam dzieci do goracej kapieli, w miedzyczasie zrobilam im cieple kakao, pijemy i mowie, ze ja bym tak czesciej mogla chodzic. proponuje dzieciom, ze sami bedziemy sobie organizowac takie 5 km marsze, na co Bizon, wielki entuzjasta tych marszy mowi: nieeee, bo nie bedzie medali… a Szkrab, chodzacy ”przy okazji”, bo mama i Bizon ida odpowiada: e tam, medale, ja ide dla LOL.

luby podsumowal: to jest charakterystyka naszych dzieci. 

prawda: Bizon musi miec medal, puchar, nagrode. Szkrab ma w nosie zaszczyty, on musi sie dobrze bawic. 

Bizon dziecko lubego, Szkrab, moja krew, po raz kolejny sie o tym przekonalismy.

przechwalanki

spotkalam w zyciu ludzi, ktorzy bardzo w siebie wierza: gospodynie, ktore piekna najsmacznejsze ciasta, robia nalepsze przetwory, budowlancow, ktorzy wszystko ”migiem w mig”, tanio, ale idealnie wyremontuja, krawcowe, ktore najpiekniejsze suknie potrafia szyc… 

a pozniej, jak przchodzilo co do czego, to i tak ciasto mojej mamy mi bardziej smakowalo, choc mama zawsze bala sie, ze cos nie wyszlo. podobnie z budowlancami: Karol, ktory remontowal u nas dwa lata temu… wielka porazka… ani tani, ani dobry… no dobry byl w przechwalaniu sie. krawcowe tez… pamietam jak na mamie skienki obciagaly, a jak tylko mama reke do gory podnisla, to widac bylo wszystkie felery…

spotkalam tez ludzi, ktorzy nic nie mowia, tylko sluchaja, pytaja i swoje robia.

slowa, slowa, slowa… jak mozna latwo naobiecywac, jak latwo sie przechwalac, a jak trudno byc cicho i czekac na pochwale.

u nas remont prawie skonczony. remontowal Maciek. kolega Pawla, ktory jest organista w naszym kosciele. obydwaj chlopaki, ktore potrafia zazartowac, pogadac na serio, a co najwazniejsze, znaja swoja wartosc, ale o niej nie gadaja, nie przechwalaja sie swoja jakoscia i nie neguja jakosci innych. tak to chyba jest, ze jak ktos zna swoja wartosc, to nie musi sie z nia slownie obnosic. Pawel mi Macka zareklamowal. Maciek swoja malomownoscia, a jednoczesnie otwarciem, szczeroscia i konkretnymi pytaniami, od razu mi przypadl do gustu.  i nie zawiodlam sie. w prawdzie remont trwal dluzej niz to Maciek oszacowal, ale tak chyba jest w wiekszosci przypadkow. za to nie slyszlalam o zadnych problemach, nie slyszalam zadnych k…, wlasciwie… zadnych przeklenstw, za to spokoj, fachowosc, skupienie. Jak wolalam na zupe, Maciek i pomagajacy mu czasami Pawel grzecznie przychodzili, jedli, pogadali i wracali do pracy. Ani razu nie uslyszalam przechwalki, jaki to jestem dobry, tani, najlepszy z najlepszych, bo inni to… 

z efektu jestem przezadowolona.

nadszedl czas na ogarnianie kurzu, balaganu i chaosu. niby w trakcie remontu sprzatalam, ale i tak, kurz byl wszedzie.

jako, ze musialam z Bizonem isc na religie, na probe koscielna I komunii sw, a pozniej czekaly nas poszukiwania butow do komunii i zwykle zakupy, poprosilam Marcina, zeby z jego mama przyszli kontynuowac moje porzadki.

Przyszlam do domu po poludniu, a tu sie zaczyna:

– oj, czips, to oni tyle czasu taki remoncik robili? zadzwonilem do kumpla, ktory tez remontuje i powiedzial, ze on by to w 10 dni zrobil!

– no, Maciek tez tak teoretyzowal, dokladnie 10 dni, ale teoria teoria, a zycie zyciem  – chcialam go zgasic.

na to mama Marcina:

– no ale mogli poprzykrywac folia, a nie zeby tak wszystko zakurzyc!

– ale ja nie chcialam miec mieszkania pod folia, bo jak bym posilki przygotowywala, jak by dzieci do lozek szly, jak bysmy ksiazki czytali, ubrania z szaf wycigali, my musielismy tu w miare normalnie funkcjonowac przez te 2 tygodnie – tlumacze.

tlumacze i jednoczesnie sie zaczynam irytowac, bo dlaczego ja mam tlumaczyc mojego majstra, z ktorego tak bardzo jestem zadowolona? tlumaczyc go przez panem, ktory u mnie sprzata! i ktory tak naprawde nie, wie jak duzo rzeczy, ktorych nie widac golym okiem zostalo przez Macka zrobione.

w miedzyczasie wyszlo tez po raz kolejny przechwalanie sie jak to oni super sprzataja… i kurcze, gdybym miala pewnosc, ze sobie kogos lepszego znajde, to bym powiedziala, ze az tak super nie jest. ze jest ok, ale do super to jeszcze Marcionowi brakuje. super, to mi Maciek remont zrobil.

bo prawda jest taka, ze nie da sie super i szybko. super wymaga czasu, dokladnosci i cierpliwosci… jak ja sprzatam pokoj Szkraba, to mi schodzi 3 godziny, bo kazda zabaweczke z kurzu obcieram, bo materac i posciel na balkon wynosze, pod lozkiem dokladnie kazdy kurz scieram,  na kolanach podloge scieram, zeby z kazdego kata, zza szafy i kaloryfera tez cos wygarnac, kostke od gry walajaca sie pod lozkiem wkladam do pudelka do gry, a kierownice od lego znaleziona w szparze od podlogi wydlubuje i dolaczam do lego, a nie wrzucam luzem gdzie popadnie. I jeszcze kwiatka pod prysznic biore;) A Marcin w 3 godziny to mi cale mieszkanie sprzata. szybciej sprzata? tak. bo mniej dokladnie… 

ale nie w daje sie w durne dyskusje. tylko swoje mysle i wiem: ci co dobra robote wykonuja, nie chwala sie. tylko pracuja. i sa rozchwytywani.

wakacje w Limburgii

zaliczylismy wakacje w okolicach Mastrichtu. znajomi dziwili sie, ze ”tak daleko” zaplanowalam nasze 5-dniowe, majowe wakacje, ze nam sie chce az 4 godziny jechac;) a ja sie ciesze,ze tak nasze wakacje zaplanowalam i mysle, ze wypad na poludnie Holandii jeszcze nie raz powtorzymy. u nas, na polnocy szaro, wietrznie, czesto deszczowo i plasko, a w Limburgii… slonce, cieplo i pagorki. 4 godziny podrozy, a wydawalo mi sie, ze jestem za granica, bardziej w Polsce niz w Holandii: klimat ladowy, pagorki, lasy (!!!), co zakret to krzyz, co wioska to kosciol; tak, Limburgia jest katolicka, w przeciwienstwie do naszej protestanckiej polnocy.

pojadlam vlaai, ciasta typowego dla Limburgii, od razu ekstra kg wskoczyl;) ale warto bylo: orygialne, domowe wypieki byly o niebo smaczniejsze niz podrobki vlaai, jakie mozna kupic u nas, na polnocy.

wyszlo ze mnie zmeczenie. prawie nic nie robilam, a bylam padnieta. chyba pierwszy raz w zyciu siadalam rano na lawce w ogrodzie, pilam kawe marzac, zeby dzieci jak najdluzej na trampolinie skakaly – bo normalnie to juz kolo 10.00 denerwuje sie, ze dzien marnujemy, ze trzeba w trase ruszyc, cos zobaczyc. tym razem siedzialam, twarz do slonca wystawialam, psa gospodyni glaskalam (pso-terapia;)) i kawy sobe dolewalam. choc… nie od poczatku tak bylo. gdy tylko zajechalismy do naszego domku, wyjelam przewodnik i zaczelam planowac. luby zartowal, ze mialam odpoczywac, odprezac sie… taaaaak, tylko,ze jak tu sie odprezyc, jak nic nie jest zaplanowane?!?!?!?! ja sie stresuje, jak planow nie mam. jak sobie to uzmyslowilam, to sie zawzielam i na przekor sobie postanowilam nie planowa. w koncu planowanie wypadlo po srodku: troche zaplanowalam, a troche nie.

i dobrze, bo bedzie do czego wrocic -wszystkich cudow Limburgii jeszcze nie zaliczylismy.

 

 

zacmienie umyslu

umysl mi siada.

wczoraj dzwoni tato, a ze tato mysliwy, to na skiezyc patrzy, bo przy pelni lubi polowac. tato mowi: o jaki u nas ladny ksiazyc swieci. akurat siedzialam w fotelu i patrzylam na niebo przez moje ulubione balkonowe drzwi i az sie zdziwilam: u nas tez! po kilku sekundach dotarlo do mnie co palnelam;)

 

dzis w pracy prosilam studenta, zeby m.in. posegregowal pacjentow wg wieku i oznaczyl konkretne grupy wiekowe roznymi kolorami. student wyslal emaila: gotowe. otwieram plik i owszem, widze, ze pacjenci stoja od nastarszego do najmlodszego, ale kolorkow nie ma. pisze wiec: Rob, nie widze kolorow. Rob odpowiada: scroll w lewo:D przesunelam i rzeczywiscie, kolorki byly.

 

przed chwila podskoczylam, gdy zobaczylam godzine: luby, Szkrab nie ma pieluchy! Bo Szkrab w nocy spi jak kamien i jak przed 22.00 nie ma pieluchy to jest powodz). Luby cieszy miche: ale Szkraba nie ma! Zapomnialam, ze Szkrab i Bizon nocuje dzis i jutro u tesciow! Miala ich przez dni bawic Magda, nasza ”stara” niania, ale doszlam do wniosku, ze przy remoncie lepiej, zeby chlopaki jednak z domu wybyly…

 

ale nie zawsze jest smiesznie… dzis uswiadomilam sobie, ze projekt, ktory prawie skonczylam dzis pisac musi by podpisany przez szefa. a szef jest na wakacjach przez najblizsze 2 tygodnie i bez podpisu projektu wyslac nie moge:/ spytalam, czy moge jutro podjechac po podpis… nie dostalam jeszcze odpowiedzi, ale mam nadzieje, ze szef sie zgodzi.