dziedziczony smak

kiedy bylam dzieckiem, bylam lasuchem: jadlam wszystko, bez umiaru, szczegolnie slodycze i wypieki. ale nigdy nie przepadalam za bezami i kruchym ciastem: zjesc zjadlam, bo jak napisalam, mlocilam wszystko, bez kontroli, ale bezy i kruche ciasto bylo na koncu mojej listy przysmakow.

smak z wiekiem mi sie zmienil, troche z rozsadku a troche sam, teraz wole wytrawne smakolyki, oliwki, sery, papryczke marynowana, orzeszki i oczywiscie czerwone wino, a bezy nie tkne. zgrzyta mi w zebach i jest tak slodka, ze od samego zapachu juz mnie mdli.

zostalo mi kilka bialek… szkoda mi bylo wyrzucic, wiec zrobilam bezy – z mysla o dzieciach. bardzo im sie spodobaly, bo nieskromnie przyznam, ze jak na pierwszy raz, to zgrabn mi wyszly, bielusienkie, chrupkie, ale co z tego, kiedy zgrzytaja… Bizon stwierdzil, ze szeleszcza w zebach i on tego nie lubi, Szkrab powiedzial, ze ladne, ale zje pozniej (i nie zjadl), luby orzekl, ze za slodkie i takie dziwne, a dla mnie… podpisuje sie pod tym co moi panowie powiedzieli. bez nie lubie.

chcialam przed wielkanoca wyprobowac mazurek. pieknie go udekorowalam, dzieci nie mogly sie obiadu doczekac, zeby po obiedzie to cudenko skonsumowac. zjadly po kawalku i… szalu nie bylo. Bizon stwierdzil, ze nie lubi takich ”kruchliwych” ciast, Szkrab, ze pieknie wyglada i najlepiej, zeby mazurek byl dekoracja na stole i wyrazil nadzieje, ze beppe i pake (holenderskim dziadkom) moze posmakuje, luby stwierdzil, ze mam talen artystyczny i pozostal przy ogladaniu mego ”arcydziela”, a ja… zjesc sie da, ale i tak wole oliwki;)

tak wiec na wielkanoc przewiduje klasycznie babke, ktora u nas kazdy uwielbia i sernik, o ktory dzieci ostatnio pytaja.

 smak dzieci maja po mnie:) 

Bizon rozrabiaka

ostatnio nauczycielka Bizon poskarzyla, ze Bizon rozmawia podczas lekcji, ze smieje sie z zartow kolegow, ze podpowiada innym dzieciom… brzmi znajomo, moja mama to samo wysluchiwala;)

poprosilam Bizona, zeby postaral sie cicho sieidziec, ale najwyrazniej dzis znow sie przelalo, bo po lekcji wszystkie dzieci wyszly ze szko,y a Bizon… na zostal zatrzymany na pogawedke z nauczycielka. powiedziala mi o tym praktykantka. poszlam wiec do klasy, ale po drodze… zadzwonil moj telefon. a ze spodziewalam sie wynikow badan, odebralam i tym sposobem Bizon mi smignal na podworko i nie slyszalam rozmowy z nauczycielka. jednak sama poszlam spytac sie, co Bizon nabroil. hmm…. Bizon znow podpowiadal dzieciom i odpowiadal na pytania nayczcielki, gdy ta go nie wzywala do odpowiedzi. wiem, ze moze to byc wkurzajace, ale ja bym zwyczajnie dala Bizonowi dodatkowe zajecie, skoro on juz odpowiedzi zna, a reszta klasy nie. to jednak zatrzymalam dla siebie, a nauczycielce powiedzialam, ze porozmawiam z Bizonem – bo co innego moge zrobic.

w domu powiedzialam Bizonowi, ze jutro ma isc ladnie pania przeprosic i obiecac poprawe i rzeczywisci sie poprawic: nie odzywac sie, gdy nie jest o to proszony. Bizon na poczatku sie boczyl, oczywiscie nie chcial przeprosic, ale zrobilam pogadanke na temat przeprosin, na temat… zadoscuczynienia (warunki dobrej spowiedzi wlasnie opanowane do I komunii sw.), przyznalam, ze mi tez przeprosiny przychodza trudno, ale wlasnie dlatego przeprosiny sa tak wartosciowe, bo kazdemu jest trudno i ze przeprosiny swiadcza o odwadze. Bizon sie w koncu zgodzil.

nie ma dzieci idealnych, cichutko siedziacych na lekcji, a zwlaszcza na lekcji laczonejdla klasy 4+5. takie polaczenie, to dla mnie idiotyzm… i teraz i nauczycielka, i dzieci placa za to cene. za to, ze dyrektor naprzyjmowal za duzo dzieci i jest problem z za licznymi klasami.

kinowy zakaz/nakaz: cd. smartfonowego tematu

co pojawia sie w kinie, nakaz czy zakaz?: kiedys byl to zakaz uzywania telefonow. a teraz jest juz chyba ”tylko” nakaz wyciszenia…

dzis postanowilam, ze przed nastepna wizyta urodzinowa rodziny, wywiesze na drzwiach wejsciowy szyld-symbol zmalpowany z kina: przekreslony telefon. bo dzis sie zniesmaczylam…

jako ze z tesciami i szwagierka widujemy sie dosc regularnie, zbyt wielu tematow do dyskusji nie ma. choc… tyle sie wokol dzieje, ze z pewnoscia mozna by pogadac, tylko trzeba chciec. ale latwiej jest wlaczyc you tuba na komorce (tesc) i sluchac piosenek z wnukami niz wziac sie za uzywanie prezentow, np. nowej gry ‚niekomputerowej”. latwiej jest ogladac potencjalne domy szwagierki na internecie, niz o nich opowiedziec. a przeciez mozna slownie opisac wielkosc domu, wady, zalety, cene, lokalizacje… ale nie, szwagierka wlacza swojego ipada (przywiozla ze soba na impreze urodzinowa Szkraba) i paluszkiem ciach ciach: taki dom widzialam i taki, i taki…. w polgodziny wymowila moze 5 zdan i pokazala mi 150 zdjec potencjalnch domow.

co jakis czas dzwiek appa… w ktorej torebce, tesciowej czyszwagierki, czyj to telefon, nieszwagierki, nie tesciowej, to pewnie tescia.. siedzie, patrze, a nasi goscie: tesc, tesciowa i szwagierka siedza ze swoimi telefonami i paluszkami szur, szur, szukaja co kto dostal – bo przeciez cos zapipczalo! w koncu luby mowi: dajcie spokoj, i co z tego, ze ktos do Was cos napisal? teraz jestescie tutaj, z nami. (brawo luby!). no tak, no tak, ale moze to cos waznego? – mowi tesciowa. a co moze byc takiego waznego? nawet jakby ktos umarl, to co? przeciez pogrzebu od razu nie bedzie, zartuje luby. tak, ale jak ktos napisal, to uprzejmie jest odpisac….

i wtedy wlasnie pomyslalam: nie ma, nastepnym razem wieszam plakat na drzwiach: uprzejmie prosimy o wylaczenie telefonow….

moj kochany dinozaur

luby tydzien temu nabyl smartphona. pan w sklepie pyta, czy chcialby zatrzymac stary numer. luby mowi, ze nie ma starego numeru. jak to nie ma pan starego numeru?!?!?! sprzedawca byl zaskoczony. no nie mam, cieszy sie luby – nigdy w zyciu nie mialem komorki:DDD

sprzedawca zamilkl. pewnie pozniej opowiadal kolegom, na jakiego typa trafil:DDD

mnie z kolei tesc zaczal napastowac ”apowaniem”, bo jakis miesiac temu sami zaczeli apowac i my tez moglibysmy. a po co? pytam. bo na serio, nie wiem, po co… no bo to takie wygodne, mowi tesc. dla mnie email tez jest wygodny… serio… no tak, ale jak apujesz, to nie musisz sie zalogowywac i widzisz cala historie konwersacji, i widzisz inne osoby, uczestniczace w tej konwersacji, tlumaczy tesc. ale przeciez to samo moge robic emailem – tesc mnie nie przekonal. w koncu tesciowa mowi cicho, no… bo wszyscy apuja… 

no tak, ale wlasnie luby i ja idziemy pod prad;) my nie ikea, zeby bawicsie w masowke:)

my lubimy spokoj – spokoj niezmacony sms-ami, appami, emailami, bzyczeniem komorki, czy lajkowaniem. na facebooka zagladam tylo dlatego, ze teskno mi za znajomymi z blogow, ktore wymieraja powoli. a szkoda… 

dobralismy sie z lubym…;)

lekcja seksuologii

czesto czytam na polskich stronach, ze w Polsce brak edukacji seksualnej. mi jej nigdy nie brakowalo, sama sie na czas uswiadomilam, w nichciana ciaze nie zaszlam, a wiedze mialam dopasowana do poziomu mojego zainteresowania (ktore dosc spore bylo;). mimo braku interentu i lekcji z wychowania seksualnego, co chcialam, to wiedzialam.

wczoraj dostalam maila ze szkoly chlopakow, ze w nastepnym tygodniu dzieci beda mialy kurs edukacji milosno-seksualnej, w zalaczniku plan zajec. 

w klasie 6-7 latkow (Szkrab) dzieci beda mowic wiecej o uczuciach, o zakochaniu sie, o tym jak sie rodza zwierzata, bedzei tez watek pedofilii: dziecko ma sobie uswiadomic, ze nie kazdy dotyk czy slowo musi byc przyjemny i ze jesli dziecko tego sobie nie zyczy, ma odmowic, ma o tym powiedziec zaufanej osobie. ok. niech bedzie. 

w klasie 8-9 latkow (Bizon) bedzie uswiadamianie skad sie biora dzieci i jakie sa roznice anatomiczne miedzy chlopcem i dziewczynka. generalnie, nie brzmi zle. ale ogladam przyklady lekcji. dzieci beda poznawac znaczenie slow np. clitoris… lechtaczka. moze jestem staroswiecka i pruderyjna, ale ja nie cche, zeby moj 8-letni syn uczyl sie, ze ”lechtaczka to guziczek miedzy wargami sromowymi, ktorego dotykanie moze byc przyjemne”. nie chce, zeby uczyl sie, ze”wagina to dziurka, do ktorej pozniej bedzie wprowadzany penis”. nie podobaja mi sie te definicje i nie widze potrzeby mowienia o tym 8-letniemu chlopcu, ktory jeszcze sw. Mikolaja wierzy. ja chce byc ta osoba, ktora wytlumaczy dziecku, co to jest seks, skad sie biora dzieci, jak to mozliwe, ze mama i tata sie nie wstydza, ze na tym polega milosc, zaufanie, bliskosc. Jako ze jestesmy osobami wierzacymi, chce o relacji kobiety z mezczyzna opowiedziec z perspektywy duchowej, jak to Pan Bog wymyslil, a nie o lechtaczce-guziczku. Uwazam, ze to rola moja i lubego, a nie pani w szkole. I ze to my, rodzice, powinnismy dopasowac ilosc wiedzy do naszego dziecka: nie do wieku, ale do poziomu jego zainteresowania i dojrzalosci emocjonalnej. i nie chodzi o to, zeby czekac jak najdluzej, bo wiem, ze dla rodzicow dzieci za zawsze za male ”na te sprawy”. chodzi o komfort dziecka, o to, zeby ta informacja byla ”wygodna”. 

Do tej pory mowilismy dzieciom, ze jak mama i tata sie kochaja, to sie czesto przytulaja i wtedy nasionko z brzucha taty przeskakuje do brzucha mamy i wtedy zaczyna rosnac dziecko. ze Pan Bog w tym pomaga. ze pani ma dziurke miedzy nogami, ktora otwiera sie wtedy, gdy dziecko jest juz na tyle duze, zeby zyc poza brzuchem mamy i ze dziecko przez te dziurke wychodzi – o co dzieci by nie zapytaly, dostawaly odpowiedz dopasowana do wieku, bez klamstw. Szkrab juz gdzies widzial film jak sie rodza owieczki, bo sam nas poinformowal, ze owieczki wychodza z pupy mamy. 

Kiedy patrze na moje dzieci, to mam wrazenie, ze mlodszy Szkrab jest bardziej dojrzaly emocjonalnie, ze on w wieki 8 lat moglby byc uswiadamiany. ale Bizon? Bizon byl i jest dzieckiem bardzo niewinnym. dzieckiem, ktore np. nie potrafi klamac i kombinowac, za to potrafi bezradnie plakac, bo jest nadrwazliwcem. ja to widze jako zalete, ale nie czyni to jego (i naszego;)) zycia latwym. Bizon jest chlopczykiem, ktory zyje w swiecie wikingow i pilki noznej. 

Mysle, ze ogladnie obrazkow z wagina, wargami sromowymi i lechtaczkami moze byc bardzo krempujace dla chcopcow i dziewczynek, ze takie lekcje, przynajmniej w tak mlodym wieku, powinny byc prowadzone osobno. ale w konspekcie czytam, ze dzieci beda podzielone w grupki 2 chlopcow plus 2 dziewczynki…

wiem, ze niektorzy rodzice o tym (i nie tylko o tym) z dziecmi nie rozmawiaja. ale dlaczego o ja czy moj syn mamy ponosic tego konsekwencje? 

nie wiem, co z tym zrobic i chyba w pn. pogadam z nauczycielka Bizona, spytam, w jakim zakresie chce ona realizwac ten program, czy to ona bedzie prowadzic ten kurs, czy ktos z zewnatrz. 

Co Wy o tym myslicie? 

Wielki Post

niektorzy maja postanowienia noworoczne, niektorzy wielkopostne:) ja, choc troche spozniona, w koncu podjelam wyzwanie: Stary Testament.

do tej pory zawsze sie migalam, ze trudny, ze nie rozumiem, ze nudny. az wpadlam, tu sie nie da wymigac:

http://www.langustanapalmie.pl/mleko-i-miod

na razie zaliczylam tylko dwa wieczory, wiec moze i Nowy Testament przyjdzie. tak czy siak, w koncu ktos mnie za uszy pociagnal:)

 

 

Akaszo, dziekuje za linka:*

czyste Polki

wczoraj pod kosciolem pewna pani, ktora zarabia sprzatajac domy, pyta, czy juz znalazlam kogos do sprzatania, bo ma taka Polke, co pracy szuka. mowie, ze tak, juz od kilku miesiecy ze mam pana do sprzatania, Polaka. pani spod kosciola pyta:

– i chcial u Polki pracowac?

– chcial, a czemu by mial nie chciec?

– a bo Polki sa czyste!

– tak????

– no tak, jak jeszcze u Polek sprzatalam, to sie podwojnie narobilam, a u Holenderek na spokojnie, nikt mi na rece nie patrzy… nie, ja u Polek juz robic nie bede, sa za czyste! – smieje sie pani spod kosciola.

cos w tym jest… juz samo holenderskie lazenie po domu w butach wydaje mi sie potwornie brudne:/ dzis przegladalam gazetke z supemarketu, a tam porady dotyczace sprzatania. patrze na zdjecie: pani miotelka rozdmuchuje z pulek kurz i stoi na taborecie w… kozakach. 

 

 

impreza u fryzjera

do niedawna mialam dwie ”stale fryzjerki” – jedna w grudniu zamknela zaklad, bo zbankrutowala, druga juz dwa razy obciela mnie ‚tak sobie”, a ceny ma wyzsze niz przecietne. dlatego postanowilam poszukac nowego zakladu. wygooglowalam ”top 10” w naszym miescie i wybralam jeden na podstawie lokalizacji. w centrum miasta, zebym na rowerze dojechala w ciagu 15 minut. 

umowilam sie na 12.00. weszlam i od razu chcialam wyjsc;) tlum w maciupenkiej poczekalni, kurtki, jako ze miejsca na wieszaku zabraklo, lezaly na stosiku na kanapie, na  ktorej to mialam poczekac na ”wezwanie”… ja zajelam ostatnie siedziace miejsce, osoby, ktore weszly zaraz po mnie staly przy drzwiach. za glosna muzyka, za duzo ludzi, goraco i jakos tak niefajnie, zadne tam top 10. ale po chwili przyszla po mnie mila dziewczyna, zaprosila do pomieszczenia obok, gdzie przez ogromne okno wlewalo sie slonce. zasiadlam w fotelu i zaczelam sie odprezac. cos bylo w tej fryzjerce, ze od razu poczulam sie jakbym byla u znajomej. zaproponowala mi kawe, ale po domowym espresso nie mialam ochoty na odatkowa porcje kofeiny. za chwile… propozycja winka! pani obok mnie owszem, inna klientka tez, to i ja:) i tak siedzialam przed lustrem, winko saczylam przed 13.00 i swietnie sie bawilam sluchajac opowiesci krazacych wokol mnie: nie dyskusji, tylko takich ot sobie lekkich, krotkich pogadanek. poczulam sie jakbym siedziala w ogrodzie, wieczorem, kiedy juz wszystko toczy sie powolnie, spokojnie, leniwie. co najwazniejsze, mimo ze fryzujry jakos drastycznie nie zmienilam, to jestem bardzo zadowolona z jakosci obciecia. mam wiec nowego fryzjera.

babci….

w nocy Bizona tak bolal brzuch, ze prawie plakal. nie mial goraczki i nie wygladalo mi to na grype, tym bardziej, ze do 21.30, jak nigdy, Bizon brykal, bo… puzzle ukladalismy cala rodzina:) a tu nagle luby mnie budzi, ze nie wie co z Bizonem. jedna z moich studentek prowadzi badania nad przyczytami boli brzucha u dzieci, stad wiem, ze najczestsza przyczyna jest to zatwardzenie i klopoty z wyproznienim sie. ale to akurat Bizona nie dotyczy. druga przyczyna to wyrostek. jako ze Bizon zwijal sie z bolu, wystraszylam sie, ze to rzeczywiscie moze byc wyrostek, tym bardziej, ze w niedziele tez zglaszal dziwny, klujacy bol brzucha. luby zadzwonil na nocny dyzur, pani po wywiadzie oczywiscie zadala standardowe pytanie: czego pan oczekuje? pytania nie slyszalam, ale z odpowiedzi lubego od razu zgadlam, o co byl zapytany;) luby oczekiwal, ze lekarz obejrzy dziecko. i tak sie stalo. o 4 rano wrocili z diagnoza ”grypa”. kiedy to uslyszalam, od razu zrozumialam swoj dziwny stan na sobotnim fitnessie (ledwo przedlam…), po fitnessie (jeszcze gorzej przedlam – ale myslalam, ze to tylko przemeczenie), bol glowy, ostatnie mdlosci i pocenie sie w nocy (zaczelam podjrzewac zblizajaca sie menopauze, bo w nocy nigdy sie nie poce;)).

tez mam grype. tyle, ze ja zawsze reaguje glowa, a Bizon brzuchem. z checia zostalam w domu z Bizonem. dopadaly mnie fazy slabosci, wtedy ukladalam z Bizonem puzzle, a jak slabosci odplywaly, odhaczalam zaleglosci domowe, typu pranie zaslon czy wysprzatanie szafki w lazience;)

wieczorem Bizona zlapala goraczka, oslabl i troche sie zmartwilam, bo ja juz jutro musze (musze…?) isc do pracy. luby zadzownil do swojej mamy, czy by nie przyjechala do Bizona… niestety, nie moze…

tak, przydalaby nam sie babcia na choroby….

roznica wieku

patrze na 37-letnia Mlynkowa i jej 55-letniego (juz chyba) meza, na swojego 53-letniego szefa, 50-letniego kolege, z kotrym dziele pokoj w pracy i nie wyobrazam sobie… nie pociagaja mnie faceci po 50-tce. 

jak juz sama osiagne ten wiek, to pewnie beda mi sie wydawc bardziej atrakcyjni;) ale na dzien dzisiejszy wolego lubego, mlodszego o prawie 2 lata;)