dwa wariaty

wracam dzis z psem z treningu, przechodzimy pod wiaduktem, pies oczywiscie prowadzi… wiec jako pierwszy wyszedl spod tego wiaduktu. Za wiaduktem, po prawej stronie znajduje sie skarpa, dosc stroma, pokryta trawa. W momencie, gdy pies wystawil glowe spod wiaduktu, wiedzialam, ze bedzie draka, bo na ulamek sekundy pies zamarl, co oznacza, ze zauwazyl innego psa (ktorego ja jeszcze nie widzialam, bo szlam jakies 50 cm za psem). Ulamek sekundy to wystarczajaco, zeby zauwazyc, co sie kroi, ale za krotko, zeby zareagowac, tzn. przyciagnac psa do nogi i odciagnac jego uwage od innego czworonoga.

Pech chcial, ze na skarpie stal pies z tym samym temperamentem, czy raczej awersja do innych czworonogow, jak nasze psiko. Dlatego, gdy juz wyszlam z moim psem spod wiaduktu ujrzalam taki widok: wlasciciel psa lezy na trawie, glowa w dol i z calej sily trzyma smycz, na ktorej ujada psisko dwukrotnie wieksze od naszego lobuza. Pies tak gwaltownie skoczyl do naszego kundla, ze przewrocil wlasciciela. Widok przekomiczny. Nawet wlasciciel tego psa smial sie, mimo ze lezal i dzielnie walczyl, zeby pies mu sie nie wyrwal.

Nie mialam jak mu pomoc sie pozbierac, bo nasze psy by sie zagryzyly na smierc, jakbym sie zblizyla do tego pana. Podreptalam wiec szybko dalej i dopiero jak szczekanie z obydwu frontow ustalo, objerzalam sie. Pan juz stal i ciagnal swojego wielkiego psa dalej.

takie zarty

Kolega przychodzi po prosbie, a przy okazji pyta:

-czipsie, slyszalem, ze odchodzisz – gdzie idzisz?

– na geriatrie, pamiec juz nie ta – mowie

– wszyscy tam skonczymy, wiec jeszcze sie spotkamy – zartuje kolega

– spotkac sie spotkamy, ale ciekawe czy sie poznamy, he, he (w domysle: z powodu demencji)

i taki glupi smiech nas ogarnia.

smieje sie, ale zaczyna mi byc smutno. teraz, kiedy juz prawie odchodze, widze jak bardzo zzylam sie z chirurgia, jaka wiez mam z chirurgami. ponoc chirurdzy to trudni ludzie, a ja sie z nimi bardzo dobrze dogaduje… jak to bedzie z innymi lekarzami… moze bede zbyt bezposrednia, zbyt agresywna (slownie)? strach mnie ogarnia, bo na chirurgii juz z zamknietymi oczami moge improwizowac i tak wiem wiecej o badaniach naukowych, przepisach i statystyce niz koledzy. a na geriatrii… zaczynam od zera. juz nie zaimprowizuje… lekcja pokory mnie czeka.

We wtorek mialam ostatnie wyjscie z grupa. jeden ze studentow zorgnizowac kregle i restauracje. student nie wiedzial, ze moje pierwsze wyjscie z nasza grupa mialo miejsce dokladnie w tej samej kregielni i restauracji. i ze sentyment mnie sieknie. szefa tez.

Powiedzialam szefowi, ze wolalabym pominac pozegnalne przemowy, bo sie rozkleje. Szef to uszanowal. W czaise obiadu smiech mieszal sie ze smutkiem. szef siedzial jak struty. widzac to, i ja nie potrafilam sie bawic. Zzylismy sie…. 8 lat.

Dzis nasza sekretarka mowi: czips, jak to bedzie, przeciez wy to jak malzenstwo… kazdy wie, ze jestescie nierozlaczni, ze gdzie czips, tam Paul, i gdzie Paul tam czips… Nie wiem jak to bedzie. Wiem, ze bedziemy za soba tesknic. Mimo ze nie raz na szefa narzekalam, nie raz mnie irytowal, to im blizej naszego rozstania, tym bardziej mnie boli to nasze rozstanie. jego tez. probujemy sie usmiechac, udawac, ze wszystko ok, ale nie jest. jest zal.

najchetniej bym sie sklonowala i jednego czipsa zostawila na chirurgii, a drugiego pchnela ku ”karierze” w nowym swiecie.

Malta

dlugo czekalam na te wakacje. i sie doczekalam. i nie zawiodlam. i za rok, jak Pan Bog da, znow polecimy (albo polece;)) na Malte. moj klimat: cieplo, ale nie za goraco, plaze bez wiatru, cieple, czyste morze, zlocisty piasek, piekne klify i blekitne niebo. cudowna, kameralna stolica, ktora przeszlismy na piechote w jeden dzien. i choc nie lubie przepychu, to katedra sw. Jana zachwycila mnie.

jeszcze gdybym tak pojechala tam z Asia, moja dobra kolezanka z czasow studiow, zamiast meskiego ogona, wiecznie zmeczonego, znuzonego, jeczacego, to juz by bylo idealnie. i tego sie doczekam. niech tylko chlopaki wyfruna z gniazda. pozwole lubemu pracowac od switu do nocy, a sama sobie bede latac po swiecie i cieszyc oczy i natura i zabytkami.

pies zostal na wakacjach u rodzicow. wiec i o Polske zahaczylismy. dobrze tak wpasc na weekend do rodzicow. na weekend, nie na dluzej.

no i jest.

nie wiem, czy moj wscik i grozba, ze sobie zafunduje kilkumiesieczne wakacje na koszt chirurgii, czy taki zbieg okolicznosci, ale dzis rano przyszla szefowa powiedziala: no Czips, mozemy otwierac szampana, nasze oddzialy sie dogadaly. od stycznia zaczynam nowa prace. a w grudniu bycze sie w domu (tzn. wczytuje w nowy temat badan naukowych).

____________________

taka juz jest, ze kapiemy psa przed wyjazdem do rodzicow (3 razy w roku). dzis sobie po 22.00 przypomnialam, ze pies nie jest wykapany. wiec hop, Szkrab wsadzil psisko do wanny; pies juz mine nieszczesliwa zrobil (ale juz nie ucieka, a na poczatku to nawet do lazienki nie chcial wchodzic) i stoi jak nieszczescie. wypucowalam go, wytarlam, pies sie pootrzepywal, wskoczyl w nasze lozko, zeby sie potarzac a potem poszedl spac na dol. co dla nas czyste, dla psa niekoniecznie. lezy w swoim lozku i sie lize, lize, lize… chyba mu sie nie podoba ta swiezosc;)

minimalizm

co do wakacji.. w sobote jedziemy do Polski zawiesc psa do rodzicow, a w niedziele lecimy w cieple kraje. jako ze dawno nie latalam, przeoczylam, ze bagaz podreczny bardzo sie ”skurczyl” i nie bardzo skumalam, ze bagaz podreczny o wymiarach 40x25x20 to maly plecaczek. I kupilam cztery bilety z bagazem podrecznym… jako ze to tanie linie, nie ma mozliwosci dokupienia miejsca na wieksza walize.

Przed chwila wiec spakowalam sie w maly plecaczek na 6 dni: 1x sukienka, 2 spodnice, 5 T-shirtow, 6x majtki, 2 biustonosze, bikini, 1x rajtki, dwa cienkie swetry i sandalki (gruby sweter i kurtke przeciwdeszczowa) bede miala na sobie i trzy ksiazki. I laptop. Maskara do oczu, szminka, krem, szczoteczka do zebow. Wsjo. 6.5 kg.

Teraz kolej na chlopakow:)

w glowie sie nie miesci

gdy na poczatku sierpnia zostalam przyjeta do nowej pracy, zakladalam, ze w pazdzierniku bede sie cieszyc miesiecznymi wakacjami, a w listopadzie rozpoczne nowa prace. jak bardzo sie mylilam. chirurgia nie chce mnie nigdzie oddac. czuje sie jak jalowka, o ktora targuja sie dwa oddzialy. nie wazne, ze podjelam decyzje. chirurgia nie chce isc na pewne ustepstwa. moj nowy oddzial bez tych ustepstw nie moze mnie przyjac (dziwne przepisy naszego szpitala). co gorsze, nawet gdybym sie zwolnila, czyli zrezygnowala ze stalego zatrudnienia, moj nowy oddzial, nie moze mnie ot tak, przyjac. tylko dlatego, ze dwa lata temu chirurgia dala mi stale zatrudnienie.

no coz… jak chirurgia nie chce wspolpracowac z interna… ja rozwiaze ten problem.

jutro ide poinformowac managera naszego oddzialu, ze od poniedzialku biore cztery miesiace zaleglego urlopu (bo tyle mi sie uzbieralo w ciagu ostatnich czterech lat). i ze skladam wypowiedzenie. zloze wypowiedzenie, bo moja nowa szefowa wymyslila, ze moze mnie zatrudnic… w innym szpitalu i tym samym wypiac sie na chirurgie. mysle, ze jak nasz manager to uslyszy, zmadrzeje i w koncu pozwoli mi odejsc na inny oddzial bez sponsorowania moich ostatnich czterech miesiecy na chirurgii.

az trudno uwierzyc, ze to sie dzieje.

komunikacja z mama

Za tydzien jedziemy do Polski na 1.5 dnia, bo zawozimy psa na kilka dni do ”dziadkow” a sami lecimy na Malte (nie wiem, jak ja przezyje to rozstanie, choc wiem, ze rodzice zajma sie psem lepiej niz ja;)).

Pisze wiec do mamy: macie jakies zyczenia? (= co Wam przywiesc z Holandii?)

Mama odpowiada: tata spi po obiedzie (= pozniej Ci powiem)

Bizon, ktory czyta odpowiedz babci, dziwi sie na glos: o co jej chodzi? ty pytasz o zyczenia, a babcia mowi, ze dziadek spi…. :DDD

Zadanie domowe

piatek, 22.00. siedze w pracy i pisze zadanie domowe, potrzebne do zaliczenia kolejnego poziomu zblizajacego mnie do zdobycia oficjalnego dyplomu nauczyciela akademickiego. wpada chirurg z traumy:

-co Ty tu robisz???

– zadane domowe.

– na co?

– BKO

-ooooo kurcze, wspolczuje.

piatek 22.10. dalej pisze zadanie domowe. wpada chirurg z traumy:

– przychodze z posilkami – i stawia przede mna pudelko z czekoladkami

250g czekolady zniknelo w 10 minut. z nikim sie nie podzielilam.

i jak tu nie rosnac….

ech… zadanie domowe wyslane. oby zaliczono. oby do przodu.

Przechytrzyc czas

za moich szkolnych czasow, ojcowie nie wiedzieli, w ktorej klasie sa ich dzieci. gdy Bizon byl w drugiej klasie liceum, poszlam na zebranie do drugiej klasy, ale ze zla literka. na szczescie byla tam wychowawczyni Bizona z pierwszej klasy – szybko mnie wylapala i wyslala do klasy z wlasciwa literka.

w tym roku jest gorzej. siedze wczoraj wieczorem i pytam Bizona: ile ty jeszcze lat do szkoly sredniej bedziesz chodzil: 2 czy 3? Bizon mowi, bez tego roku jeszcze dwa. no chyba, ze bede siedzial.

to dwa, bo opcji ”siedziec” nie ma – smiejemy sie.

to ile Ty wtedy bedziesz mial lat – ciezko mysle. 19! – mowi Bizon. To czekaj… to Ty w tym roku szkolnym skonczysz juz 17 lat??? – pytam zszokowana. a moze gdybys tak z rok ”posiedzial” to bys ta 16-stke dluzej zatrzymal, co? – zartuje.

Mamaaaaa…. – wzdycha Bizon….

praca w domu czy w pracy

dzis dostalam whatsapa od sasiadki, czy moglbysmy zostawiac zaslony zasloniete, bo pies szczeka na panow, ktorzy remontuja dach u sasiadow z naprzeciwka i im przeszkadza (sasiadom), bo pracuja w domu.

w sumie, to mialam jej ochote odpisac, ze niech sie odchrzani – moj pies, w moim domu i ma prawo sobie szczekac. tym bardziej, ze szczeka tylko jak nikogo nie ma w domu. i nie caly czas, bo glos by stracil.

zgadza sie, pies pilnuje domu i nie lubi, jak sie obcy kreca przed naszym oknem. zarabia na chleb. ale nie szczeka w nocy ani wczesnym rankiem (tzn. przed 8.30), ani wieczorem, ani w weekendy. co ciekawe, gdy przyjezdzam z pracy, jeszcze nigdy nie slyszalam, zeby szczekal. na ogol spi, gdy zagladam przez okno.

wiec sasiedzi… niech ida pracowac do pracy i dadza mi swiety spokoj.

odczekalam az minie mi irytacja, napisalam uprzejmie, ze przepraszam, ze zaslony bedziemy zaslaniac. i tyle. wiecej zrobic nie moge. psa nie oddam i nie zmienie. jedyne, co wiecej moze sie zmienic to to, ze sasiedzi zaczna chodzic pracowac do pracy – tam szczekajacych psow nie ma. sasiedzi moga tez isc pracowac na strych – tam psa nie slychac. wiec niech nie przesadzaja – to im powiem, gdy znow zaczna narzekac.