Glupota ludzka

glupota ludzka mnie rozwala… do smierci cioci przyczynil sie covid. byla zakazona. w ostatnich dniach jej zycia, zanim zostala wzieta do szpitala, opiekowali sie nia: wujek, kuzynka i dalsza kuzynka. sasiad pomagal ciocie dzwigac z podlogi, gdy spadla z lozka z powodu wycienczenia. sa to osoby potencjalnie zakazone covidem. rowniez osoby mieszkajace z nimi pod jednym dachem. i co robi moj tato? jedzie na pogrzeb cioci, wynjamuje hotel, zeby sie nie zarazic od wujka (u ktorego mogbly nocowac) a potem, po pogrzebie czytaja testament… siedzac z wujkiem i jego zona w jednym samochodzie. bo… im nic nie jest! sa zdrowi! – twierdzi tato. a skad wiesz, ze nie byli zakazeni, pytam? no bo byli zdrowi! rece opadaja….

ostrzeglam mame, zeby trzymala sie z daleka od taty…

dzwonie, pytam o pogrzeb, tata w 3 zdaniach opowiedzial co bylo na pogrzebie, a potem zbolalym glosem opowiada, ze kuzyn z Ameryki dzwonil i ze niestety, wyglada na to, ze ”przyjaciel” Polski chyab wygra wybory! on juz wygral, tato i bardzo sie ciesze. ojeeeeej, no i sie zaczelo. i ja sie zastanawiam z lubym kto na tego pomarnczowo-rudego idiote glosowal, a tu daleko szukac nie musze, w rodzinie mam milosnikow tego clowna…. niesamowite.

Spij juz spokojnie, Ciociu… [*]

Ciocia Renia zmarla. w Dzien Zaduszny. w niedziele wszystkich swietych zabrali ja do szpitala, dzien pozniej nie zyla. Covid. I co z tego, ze miala juz 80 lat? Co z tego, ze ”juz sie nazyla”. Bedzie mi jej bardzo brakowac. To byla Ciocia-ostoja rodziny. Filar. Do niej wszyscy zjedzali na wakacje, wielkanoc, Boze Narodzenie, ferie zimowe. To byla Ciocia, ktora przysylala paczki na Mikolaja – zawsze niesamowite, pelne niespodzianek. I to nie tylko mi i mojemu bratu. Cale kuzynostwo, a bylo nas sporo, bylo po rowni obdarowywane. ZA komuny, gdy w sklepach swiecily pustki, Ciocia zawsze cos wyszperala, wyszukala, pomarancze przyslala, lalke, baranka…. pamietam takiego baranka – mial jakies elementy ze sznurka i tak ladnie pachnial tym sznurkiem. Babcia, ktora akurat u nas byla w gosciach ”labidzila” – a co ta Rena wymyslila, co to za barana przyslala! a mi sie ten paran tak bardzo podobal, ze do dzis go pamietam. To byla Ciocia, ktora, nie wiem jak, ale pamietala o kazdych urodzinach, imieninach, rocznicach. Ciocia, od ktorej dostawalam listy recznie pisane. Zostaly mi wspomnienia i listy.

Kolejny puzzel z obrazu dziecinstwa odpadl…

Pociesza mnie mysl, ze nie cierpiala dlugo, ze w koncu dolaczyla do siotry, za ktora tak strasznie tesknila, z ktorej smiercia nie potrafila sie pogodzic, po ktorej smierci byla bardzo samotna. Dolaczyla do babci, dziadka, wujka… kiedys sie spotkamy. Do zobaczenia, Ciociu:*

oby tak dalej

pies jest czescia naszej rodziny. balam sie jak to bedzie. balam sie podjecia tej odpowiedzialnej decyzji. i nie zaluje.

Szkrab nastawia budzik na 6.30-7.00 i wyprowadza psine na poranny spacer. krotki bo krotki, ale wystarczy. po szkole kolejna rundka. jesli jestem w domu, to biore psa na spacer w ramach lunchu. a potem jeszcze po pracy. dzis piatek – wrocilam do domu z helikopterem w glowie. wczesniej bylo tak: nogi na stol i odprezenie przy winie. teraz jest tak: wchodze, pies szaleje z radosci, ja tez, zostawiam torbe w domu, zmieniam obcasy na trepy, zakladam psu smycz i idziemy. dzis szlismy godzine. w deszczu. wrocilam jak nowo narodzona. bez zalewania mozgu i watroby alkoholem. bez pustych kalorii.

sport to zdrowie? pies to zdrowie:)

*choc jak mi przyszlo mi wczoraj zaplacic niebotyczna sume za kastracje, usuniecie kamienia z zebow, sprawdzenia kalu (na robaki) i tabletek na uspokojenie zoladka, to…. zal mnie troche scisnal;)

Miejsce na cmentarzu

ponoc to starsi ludzi przygotowuja sobie ubrania na pogrzeb, nagrobki, mysla o formie pochowku. noc coz, ja juz od dawna wiem, gdzie chce lezec. niedaleko nas jest piekny cmentarz; oficjalnie katolicki, ale nawet protestancki pastor tam lezy. ile razy przejezdzam kolo tego cmentarza, patrze sobie tesknie, ze ja tam bede lezec. luby mnie zbijal z tropu, twierdzac, ze tam juz z pewnoscia miejsca nie ma. ale ja mialam nadzieje, ze sie znajdzie.

dzis poszlam na cmentarz pogadac z koscielnym o mszy dla naszych rodakow z okazji wszystkich swietych. i zagadnelam: znalazloby sie tu jeszcze miejsce dla mnie i dla meza? o, taaaak, mowi koscielny, jest tu jeszcze miejsce na nastepne 60-lat! dostalam formularz, teraz tylko wypelnic, zaplacic i wszystko gotowe.

wracam do domu; mowie do lubego: mam dla nas miejsce na cmentarzu! co????? – luby patrzy i nie rozumie;)`pokazuje mu formularz – zdziwil sie.

u siebie w domu

tydzien temu do naszego domu wkroczylo psisko. niesmiale, spokojne, ciuchutkie. nie wiedzialo co z soba zrobic. chodzil. stal, patrzyl – troche jak gosc, ktoremu nie wskazalo sie, gdzie ma siasc. bal sie schodow, nie wiedzial jak ma na imie.

kilka dni temu przylapalam lobuza na fotelu;) wczoraj po raz pierwszy sam drapal sie na gore, bez zechety – po prostu, slyszal nasze glosy i postanowil nas poszukac. dzis zaczal sie interesowac zabawka. plastikowym kurczakiem. do tej pory zabawki nie interesowaly psiska. no i w koncu wieczorem… poczestowal sie naszym obiadem, ktory mial byc na dwa dni;) psisko sciagnelo brytfanke z kurczakiem z baru i uraczylo sie mieskiem. zaczyna tez dawac glos. alarmuje, ze ktos przechodzi, ze samochod podjechal. dobrze, ze mieszkamy na spokojnej ulicy, to psisko az tak sie nie naszczeka.

psisko czuje sie juz u siebie. i strasznie mnie to cieszy. balam sie psa ze schroniska. a okazal sie najlepszym wyborem, jakiego moglam dokonac. jest niesamowitym psiskiem.

gdzie ta glowa?

w zeszlym roku Szkrab zgubil dwie kurtki zimowe – wrocil z treningu bez kurtku… bo po treningu bylo mu goraco…

teraz w Polsce kurtke zostawil u moich rodzicow. mowie mamie: nie wysylaj! kupie mu lumpeksie i tak bedzie chodzil. zeby w koncu sie nauczyl. gdzie tam, mama kurtke wyslala…

kilka tygodni temu Szkrab wysyla mi wiadomosc ze szkoly: mamo, zapomnialem plecaka…. moglabys mi przywiezc…. mial szczescie, ze pracowalam rano w domu, a o 11.00 mialam zebranie w szpitalu, to mu po drodze ten plecak podrzucilam

wczoraj rano Szkrab idzie do Szkoly: mamo, wychodze! ide mu pomachac i… Szkrabie, a gdzie masz plecak? ooo, zapomnialem…. wzial plecak i popedalowal do szkoly. wchodze do kuchni po kawe, a na barze stoi… lunch i picie Szkraba – zapomnial spakowac:/

wczoraj po poludniu Szkrab szuka zeszytu do matematyki. nie ma, przepadl. luby szuka – nie ma. szukam i ja. no nie ma. mowie do Szkraba – wez nowy zeszyt i powiesz pani nauczycielce, ze zgubiles. Szkrab lamentuje, ze w tamtym zeszycie mial juz gotowe zadanie domowe…. no trudno, musisz je zrobic jeszcze, mowie. ide wziac ksiazke iz komody, a moj wzrok pada na jakis wymietolony brudopis ze szkicamy z geometrii. biore to-to do reki.. i nagle zapala mi sie zarowka w glowie: Szkrabie, czy to wyszmatlane cos jest twoim zeszytem do matematki????? TAK!!! TAK!!! luby rzy na calego: kilka razy bralem ten ”zeszyt” do reki, ale w zyciu nie przyszloby mi do glowy, ze to jest zeszyt do matematyki mojego dziecka… a ja…. ja juz nie wiem, jak mam z tym dzieckiem postepowac… zeszyt wygladal jakby go pies przezul i wyplul. jak ja mam to dziecko nauczyc schludnosci..

wczoraj wieczorem pytam: na ktora godzine masz jutro do szkoly? – na druga lekcje, odpowiada Szkrab. rano wyprowadzil psa i obija sie po domu. siadl na kanapie i nagle podskakuje! kurcze, za 5 min zaczyna sie lekcja!!! (na ktorej mial sprawdzian)… jednak mam na 8.30!!!! (czyli na pierwsze leckje!). spoznil sie 10 min…

smiac sie czy plakac…

Szkrab ma sprawdzian z biologii. wszystko umiem! – tak twierdzi Szkrab. ja twierdze inaczej…

Szkrabie, wymien elementy mikroskopu
Eeeee…, eee… okulus….
Okular….
No tak, okular…
Co dalej?
Cubus…
Tubus!!!
No to tubus, niech bedzie… a nastepny jest REWOLWER!!! PIFPAF!!!

Bizon kwiczy ze smiechu. ja w koncu tez wybieram smiech. choc plakac mi sie chce nad tym moim dzieckiem i jego lenistwem…

Wieczor:
Szkrabie, chodz na gore, przeczytam ci jeszcze ten rozdzial z biologii.
Eeeeech, nie wiem, gdzie mam ksiazke
Radze ci ja szybko znalezc, bo bedze zle
(po jakis 15 minutach szukania…)
Siadam na lozku Szkraba i mu czytam. Po chwili Szkrab ociezalym glosem:
Spac mi sie chce, daj mi juz spokoj…
Rece mi opadly.

Siedze i mysle. Odpuscic czy nie odpuscic? Odpuscilabym dla ocen, dla szkoly, dla poziomu. Chce byc smieciarzem, niech bedzie. Nie odpuszcze z powodu towarzystwa. Bo od towarzystwa bardzo duzo w zyciu zalezy. Chyba wiecej niz od ocen. Sek w tym, ze niskie oceny czesto chodza w parze z bylejakim towarzystwem:/ Wiec… nie, nie odpuszcze. Bede mlotkiem wiedze do lba mego dziecka wstukiwac. Bede szantazowac. Bedzie bolec, ale go przeciagne na wyzszy poziom.

Piecioosobowa rodzina

no i mamy psa. czasem o tym zapominam i jak sobie przypomne, to ledwo w to wierze:DDD

zaczne od tego, ze gdy weszlam do schroniska, zeby podpisac dokumenty, to sie prawie poplakalam… zobaczylam te slepia wpatrzone we mnie, uslyszalam podekscytowane szczekanie i taki mnie zal scisnal dla tych wszystkich nieszczesc wpatrzonych we mnie:( majacych nadzieje na glupi spacer… na glupie poczochranie po glowce… ech… podziwiam wolontariuszy, ktorzy tam pracuja…

trafilam na wspaniala koordynatorke adopcji – bardzo konkretna i myslaca kobiete. to ona wpadla na pomysl, ze w piatek, to my psa tylko na spacer wezmiemy, podpiszemy dokumenty adopcyjne i zawieziemy go do lecznicy a tam nam go… wykapia! cale szczescie, bo pies niestety.. smierdzial nieziemsko. na spacerze tego czuc nie bylo, ale gdy nam wskoczyl do samochodu….

psa nam wykapano, przenocowano w lecznicy i na drugi dzien odebralismy go i ruszylismy w trase do Holandii. balismy sie jak pies to przezyje a on byl taki grzeczny!!! raz tylko zaszczekal: o 18.00 upomnial sie o jedzenie;) dostal jesc i zapadl w drzemke.

z wygladu pies bardzo zwyczajny, taki zwykly burek;) ale z zachowania pies na zastanawia! nie bardzo potrafimy wyczaic, skad on sie wzial. z jednej strony, nie wyglada nam on na takiego zwyklego, wiejskiego burka, bo nie ujada jak te wiejskie psy. wrecz przeciwnie, prawie w ogole nie wydaje dzwiekow! jest bardzo spokojny, cichy i opamietany. tylko, gdy Bizon zaczal grac na skrzypcach, Bailey nie wytrzymal i zaczal wyc:DDD z drugiej strony, ten pies musial zyc z ludzmi i nie byl przez nich skrzywdzowny, bo bardzo lgnie do ludzi, nie wykazuje ani strachu, ani agresji. ale on nic nie potrafi: nie zna komendy siad, chodz, odejdz… na smyczy chodzic tez nie potrafi: ciagnie w podekscytowaniu jak szalony – trenuje go; dzis wieczorem trasa, ktora normalnie zajmuje mi 40 minut, przebylam w… 1.5 godziny, bo co tylko pies pociagnal, to ja stawalam, zeby on wrocil i poluzowal smycz. luby juz wyjechal, zeby mnie szukac;) pies w ogole nie wie, co robic z zabawkami! leza… a on tylko do nas podchodzi, zeby go poglaskac;) wiec raczej glowa spokojna, chyba pogryzionych butow nie bedzie;) chyba, bo nie wiadomo, co z pieska za kilka dni wyjdzie:)

znowu luby zdobyl u mnie punkty: nauczyl psa spac w jego psim lozku:D w piersza noc pies nie wiedzial, co ma z soba zrobic. nie chcial wejsc na swoje legowisko. luby siadl w lozu psa, przywabil, polozyl, uspil… pies jak zasnal, tak przespal cala noc. Szkrab wzial go na spacer o 8.30! a psisko nic w pokoju nie zniszczylo, nie obsikalo. dzis rano za to uratowal nam slore – w nocy wylaczono prad i budziki zastrajkowaly. za to nasz Bailey o 7.30 zaszczekal – upomnial sie o uwage. dzieki temu Szkrab nie spoznil sie do szkoly;) Szkrab do szkoly, a my… cala trojka w kwarantannie. bo Holandia wprowadzila ”code oranje” dla Polski, co oznacza, ze osoby od 13-roku zycia wracajace z Polski powinny poddac sie 10-dniowej kwarantannie. no to sie poddajemy…

na dzien dzisiejszy moge smialo powiedziec, ze wybralismy idealnego psa:-) sporo nauki przed nami, ale to akurat jest fajnym intelektualnym wyzwaniem dla mnie i dla Szkraba. Bizon i luby tylko obserwuja. i ciesza sie;)

covidowe szalenstwo

wchodze do supermarketu, a tam prawie wszyscy maseczki nosza… a ja nie… ech, az wyrzuty sumienia poczulam!

mama dzwoni: moze bys sobie rekawiczki kupila, takie lateksowe? pytam: ale, po co?

mama: no, ze jak bedziesz drzwi otwierac, to zebys gola reka nie otwierala…
mamo, ale przeciez covid nie wchodzi przez dlonie!

tato (whatsapp): zostancie u nas do piatku. bo co wy w tym Lublinie bedziecie robic?
ja: a co u Was bedziemy do piatku robic??? w Lublinie mamy juz hotel zarezerwowany…
i nawet nie mowie, ze nie moge sie tego Lublina doczekac: raz, ze basen w hotelu, dwa, samo miasto, zwlaszcza stare miasto, jest przepiekne, trzy, strasznie mam ochote na knajpowanie….

ech… wiem, wiem, wirus jest, wiem, trzeba byc ostroznym, ale…. czy trzeba sie ciagle bac? ja nie zamierzam. odstep 1.5 m – tak, maseczka – ok, ale nikt mnie w domu nie zamknie na 4 spusty.

lozko dla Bailey juz czeka:D stoi pod sciana. patrze i az mi sie wierzyc nie chce, ze juz za kilka dni, bedzie tam nasz nowy czlonek rodziny. czuje sie prawie jak w ciazy: jeszcze go nie znam, a juz go kocham:)

taki numer;)

dzwoni tesciowa;)

– dzwonie, bo… napisalas, ze jedziecie po psa do Polski… wiesz, ja powiedzialam, ze pies u nas moze zostac, gdy jedziecie na wakacje, ale… Heit (czyli tato / tesc) sie nie zgadza… strasznie mi glupio i nie i wiem, co ja mam z nim zrobic, ale on sie nie zgadza. wiem, ze ja powiedzialam, ze pies moze i nas zawsze zostac, ale Heit sie zdenerwowal, ze z nim tego nie skonsultowalam, ze obiecalam bez jego zgody… strasznie mi glupio, nie wiem, czemu on ma z tym problem…

biedna tesciowa;) ma faceta z menopauza;)

odpowiadam:

– nic sie nie stalo, rozumiem. nie kazdy musi lubic nasze zwierzaki i rozumiem, ze Heit ma z tym problem.

Tesciowa jednak czuje sie winna i nie rozumie, czemu tesc robi problem;) a ja rozumiem: nie kazdy chce miec psa w domu. ja tez bym nie chciala cudzego psa;) to tak samo jak z dziecmi: swoje kocham nad zycie, a cudze… czasem zapalam sympatia do dzieci przyjaciol, ale generalnie, cudze dzieci tak srednio mnie interesuja;)

uspokoilam tesciowa, zeby nie bylo jej glupio, ze my sobie poradzimy z pieskiem, ze sasiad, gdy mu powiedzialam, ze bedzie pies, zaoferowal, ze moze z nim chodzic na spacery (bardzo mnie zaskoczyl ta oferta!), wiec moze nawet sasiedzi zechcieli by raz na ruski rok wziac psa pod opieke na tydzien naszych jesienmych wakacji. mama Thysa, najlepszego przyjaciela Bizona, opiekowala sie naszymi swinkami i mowila, ze jakby co, to i psem sie zaopiekuje. moja doktorantka, ktorej koty raz dokarmialam tez sie zaoferowala, ze jakby co, to sie naszym psem zaopiekuje. ale i tak, tesciowej bylo bardzo glupio. ech, ci panowie;)