no i mamy psa. czasem o tym zapominam i jak sobie przypomne, to ledwo w to wierze:DDD
zaczne od tego, ze gdy weszlam do schroniska, zeby podpisac dokumenty, to sie prawie poplakalam… zobaczylam te slepia wpatrzone we mnie, uslyszalam podekscytowane szczekanie i taki mnie zal scisnal dla tych wszystkich nieszczesc wpatrzonych we mnie:( majacych nadzieje na glupi spacer… na glupie poczochranie po glowce… ech… podziwiam wolontariuszy, ktorzy tam pracuja…
trafilam na wspaniala koordynatorke adopcji – bardzo konkretna i myslaca kobiete. to ona wpadla na pomysl, ze w piatek, to my psa tylko na spacer wezmiemy, podpiszemy dokumenty adopcyjne i zawieziemy go do lecznicy a tam nam go… wykapia! cale szczescie, bo pies niestety.. smierdzial nieziemsko. na spacerze tego czuc nie bylo, ale gdy nam wskoczyl do samochodu….
psa nam wykapano, przenocowano w lecznicy i na drugi dzien odebralismy go i ruszylismy w trase do Holandii. balismy sie jak pies to przezyje a on byl taki grzeczny!!! raz tylko zaszczekal: o 18.00 upomnial sie o jedzenie;) dostal jesc i zapadl w drzemke.
z wygladu pies bardzo zwyczajny, taki zwykly burek;) ale z zachowania pies na zastanawia! nie bardzo potrafimy wyczaic, skad on sie wzial. z jednej strony, nie wyglada nam on na takiego zwyklego, wiejskiego burka, bo nie ujada jak te wiejskie psy. wrecz przeciwnie, prawie w ogole nie wydaje dzwiekow! jest bardzo spokojny, cichy i opamietany. tylko, gdy Bizon zaczal grac na skrzypcach, Bailey nie wytrzymal i zaczal wyc:DDD z drugiej strony, ten pies musial zyc z ludzmi i nie byl przez nich skrzywdzowny, bo bardzo lgnie do ludzi, nie wykazuje ani strachu, ani agresji. ale on nic nie potrafi: nie zna komendy siad, chodz, odejdz… na smyczy chodzic tez nie potrafi: ciagnie w podekscytowaniu jak szalony – trenuje go; dzis wieczorem trasa, ktora normalnie zajmuje mi 40 minut, przebylam w… 1.5 godziny, bo co tylko pies pociagnal, to ja stawalam, zeby on wrocil i poluzowal smycz. luby juz wyjechal, zeby mnie szukac;) pies w ogole nie wie, co robic z zabawkami! leza… a on tylko do nas podchodzi, zeby go poglaskac;) wiec raczej glowa spokojna, chyba pogryzionych butow nie bedzie;) chyba, bo nie wiadomo, co z pieska za kilka dni wyjdzie:)
znowu luby zdobyl u mnie punkty: nauczyl psa spac w jego psim lozku:D w piersza noc pies nie wiedzial, co ma z soba zrobic. nie chcial wejsc na swoje legowisko. luby siadl w lozu psa, przywabil, polozyl, uspil… pies jak zasnal, tak przespal cala noc. Szkrab wzial go na spacer o 8.30! a psisko nic w pokoju nie zniszczylo, nie obsikalo. dzis rano za to uratowal nam slore – w nocy wylaczono prad i budziki zastrajkowaly. za to nasz Bailey o 7.30 zaszczekal – upomnial sie o uwage. dzieki temu Szkrab nie spoznil sie do szkoly;) Szkrab do szkoly, a my… cala trojka w kwarantannie. bo Holandia wprowadzila ”code oranje” dla Polski, co oznacza, ze osoby od 13-roku zycia wracajace z Polski powinny poddac sie 10-dniowej kwarantannie. no to sie poddajemy…
na dzien dzisiejszy moge smialo powiedziec, ze wybralismy idealnego psa:-) sporo nauki przed nami, ale to akurat jest fajnym intelektualnym wyzwaniem dla mnie i dla Szkraba. Bizon i luby tylko obserwuja. i ciesza sie;)