wyprawka dla niemowlaka…

o, przepraszam, dla psa;)

dostalam liste wyprawkowa od pani ze schroniska. bardzo mi to pomoglo, bo nie mialam pojecia od czego zaczac;) a tu pani nie dosc, ze rzeczy wypisala, to poradzila, jaki rodzaj (smyczy), rozmiar (legowiska), gdzie taniej (przez internet), jak postepowac z psem podczas podrozy, w pierwsze dni, itd…

wiec teraz chodze po sklepach (intenretowych) i ogladam zabawki, szampony, miski:DDD

mam deja vu sprzed ~15 lat, gdy kompletowalam wyprawke dla Bizona. nic nie wiedzialam: jaki smoczek, jaki kocyk, jakie pieluchy. i sie udalo.

wiec i z psem sie chyba uda, co?

i tak to u nas jest…

mial byc jamnik, basset, border collie, rosyjski terrier, i juz nawet nie pamietam co wiecej. a bedzie… mieszaniec. ze schroniska:D

w sobote zobaczylam na zdjeciu psisko z dlugim, wywalonym jeziorem, bananem na pysku, polaczenie wszystkich kolorow, o ktorym marzyl Szkrab i sie zauroczylam. i prawie zalatwione. ankieta adopcyjna wypelniona, szukamy hotelu w okolicy Lublina i teraz tylko pozostalo nam modlic sie, zeby do srody granic do Polski nie zamkneli:/

ale bedzie rewolucja…

kolejna lekcja

dzis druga lekcja tanca. no i sie pogublismy:DDD walc: obroty w prawo bez problemu, ale w lewo…. porazka. podczas przerwy po raz kolejny odkrylam roznice miedzy sposobem myslenia lubego i moim. ja, zeby wiedziec jak obrot wykonac, musze wiedziec od ktorej nogi zaczynam i czy do przodu czy do tylu mam ja dac. jak juz doszlam do ladu, kiedy i ktora noga zaczyna ”do tylu”, to juz wszystko stalo sie jasne. dla lubego z kolei wazne jest, zeby wiedziec w ktorym kierunku ma byc ”przesuw”, jak to wie, to automatycznie wie ktora noga rusza pierwsza i w ktora strone. jak odkrylismy w czym tkwi nasz problem, to ja wytlumaczylam lubemu kierunek ”twistow”, a on mi powiedzial, ktora noga startuje i czy do przodu czy do tylu. po przerwie wrocilismy do sali i ciach: poszlo. widzialam zdziwinie asystentki nauczyciela, ktora byla gotowa nas wspierac, bo przed przerwa za chiny ludowe skret w lewo nam nie wychodzil, a przerwie weszlismy na parkiet i ot tak, zatanczylismy:D

smiech byl tez przy cha-cha:
Nauczyciel: ”panowie, musicie wysylac jasne sygnaly, bo panie musza byc wam posluszne”;
Luby: moja zona nigdy nie jest posluszna.

Po czym zafundowal mi 5 obrotow pod rzad, az mnie zarzucilo;) i tak konczy sie bycie posluszna mezowi.

takie glupoty

ja: luby, jak zaadoptujemy psa z Polski, to ten biedny pies bedzie musial sie nauczyc niderlandzkiego!
luby: no to bedzie dwujezyczny. a tak w ogole to po co? – mnie nie musi rozumiec;)

******************

zamierzam posluchac muzyki na laptopie; ide po sluchawki, podlaczam do laptopa, ale jeszcze wina mi sie chce. ide do kuchni nalac wino, siadam do laptopa, a wino w kuchni:/ wracam do kuchni, biore wino, siadam do laptopa, wlaczam muzyke i nic nie slychac. luby…. uzywales mojego laptopa? nie, a co? bo muzyki nie slychac. luby przewraca oczami: bo sluchawki na fotelu leza…. (podlaczone do laptopa). zapomnialam;)

*******************

moj Chinski doktorant pipetuje w labie; ide do labu, zeby mu przyszykowac tkanki na jutro. wybieram, mysle, zapisuje, planuje, a ten gada, gada, gada. cicho badz, cicha badz, do cholery, cicho badz – mamrocze pod nosem, jak mantre jakas, byle nie wybuchnac… Czips!??!?! Czips??!!?!? I don’t understand! – mowi poddenerwowany doktorant. I cale szczescie – mamrocze do siebie pod nosem. Nothing important, just talking to myself – odpowiadam przyjaznym tonem…

**********************

ja: Bizon, ty moj kochany brzydaku – mowie do Bizona, lezac z nim w lozku na dobranoc
Bizon: przeciez ja nie jestem brzydki, Ty jestes!
ja: ale wszyscy mowia, ze jestes do mnie podobny! a jak ja brzydka, to i Ty.
Bizon: jak bys miala dlugie wlosy, to bys byla ladna
ja: Ty tez! zapusc!
Bizon: chlopaki nie maja dlugich wlosow!
ja: jak to nie? jest wielu panow z dlugimi wlosami
Bizon: mamaaaaa…. widzialas kogos z mojej klasy z dlugimi wlosami???
ja: z Twojej klasy nie znam, ale innych znam….
po kilku minutach ciszy:
Bizon: mamo, czy ty nadal myslisz czy juz zapomnialas?
ja: co? a tak, zapomnialam:DDD

************************

orynator: Czipsie, za dwa lata Jan idzie na emeryture… czy mozemy liczyc na ciebie?

zalamka:///////

stad to wino – wina – winna – czy niewinna? tak czy nie? finansowe bezpieczenstwo (tak) czy pasja (nie)? przychodze do domu po 12 godzinach laczenia finansowego bezpieczenstwa z pasja. zachowuje pokerowa twarza. i mysle. i pije. wino – wina – winna – niewinna. moja wina. trzeba bylo oddac dzieci do zlobka, jak wszyscy robia. i robic kariere. a teraz? sama chcialas. moja wina. wino. patrze na lubego. tez pije wino. winny? niewinny. ciezko pracuje. stad wino. robi kariere. robi co lubi. ja tez chce robic co lubie. i jeszcze, zeby mi za to placili. tak jak placa lubemu. ech…. trzeba dorosnac. pracowac dla kasy. a nie dla lubienia. i zapic. frustracje. zmarnowane szanse. pogrzebac ambicje. naukowe aspiracje.
czyzby pms? nie, klimakterium.

*********************

ja: ufffff, goraco – otwieram drzwi do ogrodu, zeby sie ochlodzic
luby: widac, ze masz fale
ja: widac:?!?!?!!?!?! to inni tez to widza?
luby: no tak, widac, ze jestes czerwona na twarzy
ja: kurcze, czyli faceci w pracy to widza!
luby: no i co z tego?
ja: to z tego, ze tak jak nie musza wiedziec, ze mam pms, okres, tak samo nie musza wiedziec, ze mam menopauze!

potanczylimy:D

poszlismy z lubym na pierwsza lekcje kursu tanca. luby na poczatku nastroszony, ale jak po 20 minutach endorfiny zaczely dzialac, rozluznil sie. ja tez;) w jeden wieczor nauczylismy sie podstaw quick-quick, cha-cha (z obrotami) i walca angielskiego. och, jak fajnie tak razem spedzic wieczor.

goraco

wyslalam dzis projekt. kosztowalo mnie to troche nerwow, bo system sie zawieszal, bo w ostatniej chwili jeszcze zauwazylam glupi blad, bo koledzy w pokoju tak dokazywali (doslownie: zarty, smiechy, telefony, pogaduszki o wszystkim i o niczym), ze myslalam, ze zaczne w nich rzucac dlugopisami, zeby w koncu ucichli, w koncu wyslalam projekt.

na chwile wyszlam ze szpitala, zeby odprezyc oczy, siedze w sloncu, a kolo mnie… starsza pani pali papierosa i mi smrodzi pod nos. obok niej jak byk stoi: ”szpital wolny od palaczy”. to jest wlasnie ta holenderska uprzejmosc: nie napisza: zakaz palenia papierosow, tylko ”szpital wolny od palaczy”. moglam kobiecie zwrocic uwage, ale juz mi sie nic nie chcialo.

wrocilam do biura i… zaczely palic mnie uda. i nadal mnie pala. jest mi tak goraco w uda, ze sciagnelam rajtki… nie pomoglo. czyzby reakcja na stres?

po wielu godzinach czytania, szukania… wiem, ze basset to pies dla nas. zaden jamnik, to wiem na 100%. basset bedzie pasowal i do Szkraba i do mnie. najbardziej fascynuje mnie jego wybiorcza gluchota;) jest jeszcze jedna opcja: rosyjski terier. tylko nie wiem, czy luby mnie z nim nie eksmituje ze wzgledu na wielkosc…. no nic. zapisalam sie do adopcji basseta w Holandii, poinformowalam tate, ze moze zaczal poszukiwania w Polsce, codziennie przegladam ogloszenia w Polsce i mam nadzieje, ze znajdziemy przyjaciela z za dlugimi uszami, z za krotkimi nozkami i z jajowatymi, przekrwionymi oczkami. napisalam tez do stowrzyszenia zajmujacego sie transwerem terierow rosyjskich – zobaczymy, co z tego wyniknie. jednoczesnie, w zaleznosci od pory dnia, targaja mna sprzeczne uczucia: rano, gdy leze w lozku i nie mam sily nogi z lozka wystawic mysle: oszalalas, gdybys miala psa, to wlasnie bys dyndala z nim rundki po parki. wieczorem zas, gdy tylek od calodziennego siedzenia mnie boli i w nocy, gdy nogi niespokojnie i mimo woli chodza mi w lozku mysle: musze miec psa, bo musze chodzic, musze spacerowac – dla glowy, dla nog, dla zdrowia.

w czwartek… pierwsza lekcja tanca. ja: ciesze sie i ekscytuje. luby: przestan mi o tym przypominac. jak my sie mozemy kochac….?;)

po drugiej stronie

wczoraj moja doktorantka sie bronila, a ja siedzialam wsrod opozycji jako co-promotorka. bardzo mi sie to podobalo:D co mi sie mniej podobalo, a moze raczej powodowalo lekki dyskomfort, to to, ze bylam jedyna kobieta w calej opozycji… wiedzialam, ze tak bedzie, znalam sklad opozycji, wiec ubralam sie w garnitur, zeby nie eptowac kobiecoscia:DDD choc w sumie, jest to wbrew moim przekonaniom, bo ja akurat lubie sukienki, spodnice i obcasy. tu jednak postawilam na mimikre.

jeden z chirurgow, ktorzy zaproszeni byli do opozycji, znany jest z ekstragawancji modowych i ponoc zdarzylo sie, ze dostal reprymende za niezstosowny do okolicznosci stroj. po szpitalu nadal chodzi w swetrach w listki marihuany badz we fluorescyjnie zielonych t-shirtach upstrzonych bananami. wiec kiedy wczoraj wkroczyl, bylam zdziwiona, ze zalozyl ”zwykly” granatowy garnitur w prazki. prawie taki sam jaki ja wybralam. jednak gdy usiadl na przeciwko mnie, okazalo sie, ze nie taki zwykly byl ten garnitur – rekawy mialy bowiem…. bufki:DDD delikatne, subtelne, ale umarszczone pieknie sterczace bufki… garnituru z rekawami bufkami jeszcze nie widzialam. skad on go wytrzasnal, tego nie wiem. ale jak zwykle, byl ubrany oryginalnie.

doktorantka dosc dobrze poradzila sobie z pytaniami, bylam z niej bardzo dumna:) jeszcze bardziej bylam dumna, gdy mama doktorantki zaczela mi opowiadac, jak moja studentka bardzo lubila wspolprace ze mna. tak, ja tez bardzo cenilam te doktorantke: poloczenie szalenstwa z profesjonalizmem i perfekcja. tacy ludzie rzadko sie zdarzaja i na ogol sa bardzo inteligenti. i taka jest Jara – potrafila wszystko w kilka dni dokladnie przeanalizowac dane, kilka razy je ze mna przedyskutowac, w piatek pokazac szefowi wykresy, omowic konkluzje, zamknac komputer, poleciec na impreze, a w poniedzialek przyslac (prawie) gotowy artykul.

po obronie dokotoratu wspaniala impreza, swietne jedzenie, muzyka, ludzie. dawno sie tak dobrze nie bawilam, nie wysmialam. jednak tematyka doktoratow naszych studentow, choc troche ”kupowa”, potrafi rozbawic do lez:-)

niezdecydowana

pierwszy raz w zyciu jestem tak potwornie niezdecydowana i przez to ciagle podminowana;) chodzi o psa:DDD

marze o psie. i boje sie. szukam rasy, ktora by pasowala nie tylko do charakteru Szkraba / mojego (Bo to bedzie dzielony pies- oficjalnie Szkraba, a wiadomo, jak to pozniej bedzie…), ale i naszego stylu zycia. i juz myslalam, ze w koncu trafilam… bo bassety ponoc sa leniwe, nie chce im sie chodzic, wiec zalozylam, ze i kilka godzin w domu spokojnie posiedza. napisalam do stowarzyszenia, ktore zajmuje sie adopcja bassetow, wypelnilam rubryczki, ze pracujemy na pelny etat, ze czesciowo mozemy pracowac w domu, ze dzieci beda zaangazowane… i dostalam taka odpowiedz, ze sie zastananawiam, czy pani chce mnie przestestowac, zniechecic, czy to co pisze, rzecyzwiscie jest prawda… a jesli jest prawda, to czy ludzie pracujacy na pelny etat nie maja psow??? bo pani napisala, ze taki pies moze najwyzej 4 godziny zostac sam w domu. no to jesli leniwy basset moze ma 4 godziny byc sam, to co z bardziej aktywnymi z natury psami? w lecie to jeszcze pol biedy – mamy ogrod, zrobilibysmy bude, zeby sobie piesek mogl po ogrodzie pospacerowac, w cieniu budy sie schowac, ale zima, to nie wchodzi w gre.

chodze i sie zadreczam. i po co ten luby sie zgodzil na psa???? no po co?

pani do sprzatania

moja pani do sprzatania wrocila do Polski. moje chlopaki wyrosly z niani. wiec spytalam nianie, czy chcialaby zajac miejsce pani do sprzatania, a ta zgodzila sie. i jestem pod wrazeniem. byla niania jest po prostu osoba myslaca i zmotywowana. dzis wracam do domu, a tam jedno pranie wysuszone i poskladane, drugie wisi na dworze, suchutkie, pachnace.

jeszcze jak by tak obiad wjechal na stol….;)

dwa Pietrki

wczoraj przezylismy bierzmowanie. obydwaj chlopcy, i Bizon, i Szkrab, wybrali sobie imie… Piotr. i teraz sie smieje, ze jeden jest Piotr Wielki (Szkrab), a drugi Piotr Dlugi (Bizon).

uroczystosc byla piekna. nie obylo sie bez smiesznych wpadek, kiedy to mlodziez poszla witac Biskupa, jeden z mowiacych zapomnial tekstu, zacial sie, zacial, a ze kartki przy sobie nie mial, to w koncu steknal do mikrofonu: ”no ja nie moge…”:DDD inne dziecko wyskoczylo z prezentem dla ksiedza w momencie, gdy witano biskupa:DDD matka chlopca wyskoczyla jak z procy, gdy sie skapnela, ze syn juz na oltarzu sunie z prezentem:DDD

ja z kolei mialam dziekowac biskupowi po tym jak mlodziez podziekuje. mlodziez jednak zaspala… wszyscy czekaja, czekaja, a dziewczyna, ktora miala dziekowac siedzi i sie patrzy. no to wskoczylam na ambonke i powiedzialam, ze mlodzez miala byc pierwsza, ale zanim mlodziez dojdzie, to my, rodzice, najpierw podziekujemy;)

a Bizon gral na skrzypcach, wiec polowe uroczystosci spedzil z dziewczyna, ktora spiewala i grala na gitarze. przyjechala mama z bratem. tato w koncu nie przyjechal, bo pojechal na pogrzeb zony najblizszego wujka. i tak mama z bratem wyjechali w piatek rano na zachod, a tato na wschod. dzis z kolei mama z bratem wyjechali na wschod, do Polski, a tato, z rzeszowskiego, na zachod pojechal. wieczorem spotkali sie w domu.