w naszym szpitalu jest prawo przyjazne pracownikowi. prawo, ktore ma chronic pracownika przed niekorzystnym traktowaniem. a polega to na tym, ze 4 kontrakt oznacza zatrudnienie na stale. teoretycznie, swietny pomysl.
w praktyce, prawo chroniace pracownika obraca sie przeciwko niemu: co raz wiecej osob po 3 kontrakcie wysylane jest na 3 miesiace bezrobocia, bo wtedy kontrakty sie anuluje, zaczyna sie je liczyc od poczatku i pracodawca nie musi zatrudniac na stale.
15 czerwca mialam podpisac 3 kontrakt. ale go nie podpisze. gdyby to byl kontrakt na 2-3 lata, to bym podpisala, bo nie martwie sie co bedzie za ten czas. ale ze szefowa znow proponowala mi kontrakt 3-miesieczny (za 3 miesiace konczy sie zlecenie, do ktorego zostalam zatrudniona), podziekowalam. poniewaz oznaczaloby to, ze cale lato dzieci bylyby skazane na swietlice lub Magde (ktora najwyrazniej z listosci dzieci mi pilnowala – ucieszyla sie jak jej powiedzialam, ze od 15 czerwca jest wolna…), a pozniej, od 15 wrzesnia, kiedy chlopaki by szly do szkoly, ja bym siedziala na bezrobociu… to ja wole teraz, w lecie pobyc na bezrobociu, zajac sie chlopakami, a od wrzesnia rozpoczac prace, jesli takowa bedzie.
a bedzie:)
sa juz dwa nowe projekty/zlecenia, tyle, ze nie wiadomo konkretnie, kiedy sie oficjalnie zaczna (jesienia). dodatkowo, wiem cos, czego moja szefowa nie wie: Hans odchodzi.
odchodzi do grupy mojego meza….
Hans mial juz dosc pracy w klimatach Good Manufacturing Practice, ktore sa rodem z Monthy Pytona badz Kafki (absurd goni absurd, a przepisy zamiast prace ulatwiac, utrudniaja ja i spowalniaja). kiedys mimochdem wspomnialam mu, ze luby ma pieniadze na technicznego, ale ze ja u lubego nie chce pracowac. Hans sie tak rozochocil, ze poprosil mnie o umowienie go z lubym. jak Hans uslyszal, jaki to projekt i jaki rodzaj pracy laboratoryjnej wchodzilby w gre, tak sie napalil, ze zrezygnowal z mozliwosci dostania 4 kontraktu (i stalej pozycji!), ktory prawdopodobnie dostalby jesienia w naszej grupie.
a ja mam troche pietra, bo Hans jest prawa reka szefowej i wiem, ze szefowa bedzie podlamana/wsciekla, gdy sie dowie. ale to zonacza, ze o ile sie na mnie nie wscieknie (za podsuniecie Hansa lubemu), to zatrudni mnie na miejsce Hansa. mam tez pietra, zeby luby albo Hans za jakis czas tej decyzji nie zalowali, bo bedzie to ”moja wina”;).
m.in. to uslyszalam wczoraj na ewaluacji: ze jak tylko bedzie wolna pozycja, to ja jestem kandydatka nr.1.
ja otwarcie szefowej powiedzialam, ze wole teraz posiedziec 3 miesiace w domu i ”wyzerowac” dotychczasowe kontrakty, tym bardziej, ze ciagle aplikuje o inne pozycje (niestety, moje 6 lat przerwy nie pomaga mi…, ale nie trace nadziei:)). szefowa to rozumie, szanuje i nadal twierdzi, ze od wrzesnia najprawdopodobniej bede mogla wskoczyc na ktorys z nowych projektow.
co bedzie, to bedzie:)
na razie ciesze sie 13-stka, ktora w tym miesiacu wplynela na moje konto i z tejze okazji zarzadzilam wyjazd na Texel, jedna z wysp fryzyjskich:)
_____________
poszlam do lekarki z tym moim rzekomym atopowym zapeleniem skory, a ona uwaza, ze to tradzik rozowaty… przepisala mi antybiotyk w masci. mimo ze zdjecia pt. tradzik rozowaty, jakie sobie na internecie poogladalam nijak sie maja do tego, co mam na twarzy, masc stosuje, bo mam nadzieje, ze skoro to antybiotyk, to zaraze, ktora mnie meczy wytlucze. a jak nie wytlucze, to bede miala powod, zeby poprosic o skierowanie do dermatologa.
dostalam tez silniejsze sterydy na moja egzeme na rece. troche sie podlamalam, bo egzeme zaleczam, ale nigdy nie udaje mi sie jej do konca wyleczyc:/ i niestety widze, ze im bardziej stresujace okresy, tym egzema silniej atakuje – po tygodniu marszu szkolnego, ktorego organizacja troche nerwow mnie kosztowala, egzema pojawila sie na stopie… buuuu…. nic, tylko sie na bezludna wyspe przeprowadzic, zeby stresow unikac. albo zaakceptowac egzeme:(
moja mama mnie ostatnio wyjatkowo trafnie podsumowala: ze ja wydaje sie taka bardzo pogodna osoba, ale tak na prawde jestem strasznie nerwowa, tylko dobrze to maskuje.
to prawda. nie lubie nerwowych osob, wiec swiadomie te moje nerwy chowam. a chowam je do zoladka, ktory jest wiecznie scisniety. na szczescie, z natury jestem pogodna optymistka i ekshibicjonistka emocjonalna – chyba dzieki temu nie musze lezec na kozetce u psychologa – co mnie bardzo cieszy.