znow po wizycie w Polsce czuje, ze to juz nie moj kraj i z wizyta, na tydzien przyjechac jest cudownie, ale zyc tu juz nie potrafie. wracam do Holandii i tez nie czuje sie tu w 100% u siebie, choc tu glownie jezyk sie klania, jezyk, ktorym niby dosc biegle wladam, ale nadal go nie do konca czuje.
pobyt w Polsce bardzo sie udal. tydzien mieszkania u rodzicow to czas idealny, nie za krotko, nie za dlugo. zdazylam sie objesc, ale nie przytyc;) zdazylam obejrzec ”Ojca Mateusza”, ”Coreczke” Rozewicza, przeczytac dwie ksiazki, pobujac sie w ogrodzie, nawet lekko opalic, zaliczylismy ”randke” z lubym, dwa nabozenstwa majowe (moje ulubione, ktorych mi w Holandii brakuje), dzieci sie wyszalaly w ogrodzie, dziadek im wyznaczyl miejsce do kopania, wiec wykopali olbrzymi dol, w ktorym pozniej dziadek zorganizowal ognisko.
zaliczylam kosmetyczke i dowiedzialam sie tego, czego nie chcialam sie dowiedziec: atopowe zapalenie skory… kosmetyczka ile zdolala, to podleczyla (3 sesje), ale co bedzie dalej? przyczyn atopii moze byc wiele: brak witaminy A, stres, klimatyzacja (w pracy), hormony, alergia… trudno wyeliminowac wiekszosc tych czynnikow.
ze Szkrabem pojechalismy do kliniki chirurgiczno-kosmetycznej, zeby usunac mu dwa pieprzyki na dekolcie. i tu pierwszy obuch w glowe: lekarze bardzo uprzejmi, ale od razu postawa zastraszajaca: szef kliniki uwazal, ze Szkrab jest za maly, ze bedzie sie bal, pani doktor zaproponowala tabletke na oglupienie. a ja zaprotestowalam, bo znam swoje dziecko i wiem, ze np. u dentysty daje sobie na zywca wiercic w zebach, spokojnie lezy i nic sie nie boi. Szkrab ma do nas zaufanie, bo jesli wiem, ze cos moze zabolec, to go o tym informuje, tlumacze, jak dlugo poboli, czy da sie cos z tym bolem zrobic i Szkrab sie nie boi zastrzykow, pobierania krwi, ale najwyrazniej lekarze sie go bali. zeby podkreslic groze sytuacji pani doktor powiedziala, ze jak Szkrab zobaczy TE NOZYCE to sie moze splochac… taka gadka przy moim dziecku. no ja sie nie dziwie, ze dzieci moga sie bac, jesli juz na dzien dobry sie stwarza klimat grozy.
pozniej lekarze zaczeli sie wahac, bo moga byc blizny, bo to na dekolcie, wiec moze sie zrobic ”kalafior”, bo bedzie drapal – ok, dobrze, ze nas uswiadamiaja, ale znow, mozna to zrobic w sposob informujacy, a nie zastraszajacy. luby sie splochal, ja sie tez troche tych blizn wystraszylam, tylko Szkrab pozostal w skowronkach.
doszlimy lubym do wniosku, ze skoro pieprzyki rosna, to a 5 lat blizny beda jeszcze wieksze i szansa na ”kalafiora” (przerost, rozrost blizny) bedzie jeszcze wieksza.
wiec w koncu lekarka podjela sie zabiegu, ale pod warunkiem, ze Szkraba oglupimy. trudno, zgodzilismy sie.
gdy czekalismy na zabieg, w supermaciupkiej poczekalni, szef ”kliniczki” ochrzanil recepcjonistke. przy wszystkich pacjentachwydarl sie na nia, ze sie ploteczkami zajmuje, a nie pacjentami. a dziewczyna zamienila 2 slowa z dwoma paniami, ktore wydawalo mi sie, ze byly klientkami tej kliniki. nawet jesli nie byly, to wydaje mi sie, ze dziewczyna nic zlego nie robila – kto w pracy czasem z kims nie zagada, nie zadwoni w prywatnej sprawie (o ktorej godzinie powstaje najwiecej wpisow np. na dziennikach Zuzi, a kiedys na dts? – w godzinach pracy;).
zachowanie pana szefa zniesmaczylo mnie i lubego. nie jestesmy przyzywczajeni do takiego traktowania pracownika. jesli jest reprymenda, to po godzinach, na uboczu, ale nie wydzieranie geby przy klientach.
a w czwartek wyladowalismy ze Szkrabem na pogotowiu, bo wbil sobie w stope… widly:/ luby z moim tata kopali ogrod i luby pozwolil Szkrabowi uzyc widel… niezbyt madrze, ale pozwolil. Szkrab mial dosc solidne kalosze, ale przebily kalosza i lekko skaleczyly Szkrabowi duzego palucha. nic groznego, ale wystraszylam sie, ze Szkrab moze zlapac tezca. o ja glupia, zapomnialam, ze dzieci sa przeciwko tezcowi szczepione i jeszcze za chiny nie moglam sobie przypomniec jak sie tezec po holendersku/angielsku nazywa, zeby lubemu wytlumaczyc, o co sie martwie.
pojechalismy na pogotowie w miasteczku moich rodzicow, a tam przemila obsluga, ale surowicy na tezca niet. kazano nam jechac do sasiedniego miasta, do wiekszego szpitala. pytam o adres, ale slysze ”tam pani zapyta”. luby mowi, ze pewnie jakis kierunkowskaz bedzie, no pewnie, ze bedzie;) pojechalismy, rozne drogowskazy mijalismy, do gminy, do bazyliki, do aquaparku, do dworca pks, ale o szpitalu ani slowa. w koncu popytalam i trafilismy.
drzalam co to bedzie z rejestracja, bo Szkrab PESEL-u nie ma, ale na szczescie pani recepcjonistka spisala dane z paszportu i kazala nam siasc w poczekalni. byla 20.30. pol godziny pozniej, jedna z pan wzdycha: oj, jak ja nie lubie tak siedziec, 1.5 godziny minelo i nic, cisza. jak to??????? 1.5 godziny?????? pani powiedziala, ze w ciagu 1.5 godziny przyjeto jednego pijaka, pobrano mu krew i tyle. podeszlam do pani recepcjonistki, spytalam, ile to czekanie moze trwac – tak okolo 3 godzin – uslyszalam. ale dlaczego??? ja zawsze musze zadawac upierdliwe pytania, twierdzi luby;) no, ale dlaczego????? 3 godziny, jak w poczekalni 3 osoby siedza!!! bo tam ”w srodku” jest wiecej. ”w srodku”????? jakies opercje o tej porze sa przeprowadzanie???- tak sobie pytam, grzecznie, cicho, zeby pani nie zdenerwowac (wystarczy, ze ja sie juz zdenerwowalam). nie, ale sa nagle przypadki.
popatrzylam na lubego, luby na mnie i widzielismy, ze my do polnocy czekac ze Szkrabem po zastrzyk na tezca nie bedziemy.
w poczekalni mielismy jednak czas przedyskutowac z lubym sprawe tezca: wytlumaczylam mu na czym choroba polega i luby zaskoczyl, ze to ”tetanus”. jak ja slowo ”tetanus” uslyszalam, to mi sie szufladka w glowie otworzyla, ze przeciez na tetanusa bylo szczepienie. nie wiedzialam tylko, jak dlugo takie szczepienie jest ‚wazne”. wrocilismy do domu (recepcjonistce szczeka opadla, jak powiedzielismy, ze rezygnujemy z kolejki), poszperalam w internecie i okazalo sie, ze mozemy spac spokojnie: ostatnie szczepienie w wieku 4 lat, szczepionka wazna 10 lat.
po tych dwoch doswiadczeniach zdrowotnych mniej bede narzakac na holenderska sluzbe zdrowia. wlasciwie, chyba juz nie bede;) bo mimo roznorakich utrudnien i czasami zbyt poblazliwego taktowania doleglowisci, ludzie tu maja lepsze przygotowanie psychologiczne (a moze zwyczajnie podejscie?) do pacjenta i kiedy np. pojechalismy ze Szkrabem na pogotowie z obitym ramieniem, pierwsze co, to zatroszczono sie o komfort pacjetna: paracetamol, zeby usmiezyc bol i jednoczesnie oceniono stopien zagrozenia zycia. w Polsce nikt sie nie spytal, czy boli, co sie stalo, nikt nie ocenil, w jakim stanie jest dziecko, czy cos zagraza jego zyciu. siedziec i czekac. ewentualnie straszyc;)
no, to obsmarowalam polska sluzbe zdrowia;) nie chce brzmiec negatywnie, mozliwe, ze ludzie zyjcy w Polsce nacodzien nie widza takich sytuacji jako uciazliwych, mozliwe, ze ja sie przestawilam po tych prawie 13 latach zycia na emgracji na inny system, inne relacje miedzy ludzkie, inny sposob dialogu. jednak 13 lat to 1/3 mojego zycia.
czego Polakom w Polsce zazdroszcze to mozliwosci korzystania z prywatnych usluch zdrowotnych. bo gdybym poszla z tymi pieprzykami do mojej tutejszej lekarki, zlekcwazylaby nasze zyczenie, nie widzialaby koniecznosci usuwania i poczulabym sie znow, zem nagorliwa, nadopiekuncza czy, ze zwyczajnie mam ”kukunamuniu”:D
za kilka godzin jedziemy zawiezc dzieci do tesciow… jakos nie tryskam entuzjazmem… jednak jestem matka kwoka i lubie miec swe piskleta (ostatnio baaardzo upierdliwe, w stylu ”hihihiihih, hahaahaha” – glupawka nakreca glupawke) pod skrzydelkami;)
___________
jeszcze mi sie przypomnialo: wczoraj lekarka sciagala Szkrabowi szwy (ranka pieknie sie goi). Szkrab w podskokach poszedl za nia do zabiegowego, z usmieszkiem wrocil, a pani doktor posumowala, ze jeszcze nigdy nie miala tak promiennego pacjenta:) uslyszala to starsza pani siedzaca w poczekalni i mowi: ja jak tylko weszliscie, to sie zachwycilam, jakie to dziecko pogodne i radosne. prawda, Szkrab potrafi byc czarujaco zadowolonym z zycia. ale potrafi byc tez malkontetem, na szczescie na ogol tylko w domu:)