dawno nie bylo tak, ze dwa wpisy na dzien… dobrze, ze limitu nie ma;)
z kolezanka w koncu sie spotkalam, ale po poludniu – okazalo sie, ze pociagi nie kursowaly z powodu wypadku. kolezanka sms-owala na komorke, na ktorej luby usiadl rok temu miazdzac ja… na szczescie zadzwonila na tel domowy i jeszcze zdazylysmy sie zobaczyc. ale przyznam, ze rzadkie kontakty, czy moze dwa rozne swiaty, w ktorych zyjemy (ona i maz bezdzietni, robia kase i kariere, my… dzieciaci, na kasie nie lezymy, a ja to juz w ogole, bez ambjicji;)), jakos nas oddalily emocjonalnie. i spotkanie bylo chlodne. a nawet troche irytujace:/ bo oczywiscie padlo kiedy pytanie ”kiedy do pracy” (mam wrazenie, ze nie ma osoby, ktora by sie moja praca bardziej nie martwila niz ja sama!), a kiedy odpowiedzialam, ze od wrzesnia zamierzam aplikowac, to musialam sie grubo tlumaczyc! zadne logiczne w moim mniemaniu tlumaczenia nie docieraly, wiec w koncu zapytalam kolezanke, ile dni wakacyjnych ma na rok, takich dni tylko dla siebie? okolo miesiaca. no to mi przez ostatnie 6 lat zebralo sie 6 miesiecy wakacji. 6 miesiecy czasu tylko dla siebie, bo przez ostatnie lat nie mialam zadnych wakacji, bylam pelnoetatowa mama, od rana do kolejnego rana, dzien w dzien, bez weekendow, bez wakacji. i dlatego w pn, wtorki i czwartki: od 8.30-11.45 i od 13.00 do 14.45, w srody i piatki od 8.30-11.45: mam wakacje – odpoczywam od bycia mama. i choc te wakacje spedzam w domu, to bardzo ich potrzebuje. potrzebuje czasu, zeby… na spokojnie ugotowac zupe i jednoczesnie posluchac radia a nie slodkich glosikow moich dzieci, na spokojnie obejrzec dr. Phila, a nie Bob-a Budowniczego, na spokojnie wylozyc nogi na stol i pogapic sie w niebo, bez swiadomosci, ze za 2 minuty, ktos ten niekulturalny blogostan przerwie, na spokojnie zadzwonic do mamy, na spokojnie poukladac w szafach, w glowie, itd. tak, po 6 latach bycia non stop z dziecmi, potrzebuje kilku miesiecy spokoju.
troche zakpilam. ale dotarlo. chyba…
pozniej starlysmy sie troche na punkcie linkedln, do ktorego wg kolezanki powinnam sie zapisac. w sumie, to zapisana jestem, ale nie uzywam, hasla nie pamietam i z tegoz powodu na zaproszenia nie reaguje. ale linkedln bylby bardzo pomocny w szukaniu pracy, bo potencjalny pracodawca moze np. przeczytac o temacie mojej pracy doktoranckiej… smieje sie, ze to mozna wygooglowac:) bo mozna! lacznie z okladka mojej ksiazki doktoranckiej. i to robia ludzie nagminnie: google, imie, nazwisko i wszystko wyskoczy;) mowie, ze jestem na facebooku i juz mi to wystarczy, ze w ogole mnie takie sprawy nie bawia, ale kolezanka uparcie, ze linkedln nie sluzy do zabawy, tylko profesjonalnych kontaktow:/ ok, dla mnie obecnie profesjonalne kontakty nie istnieja. i tyle na ten temat.
pozniej, przyszlo mi do glowy, ze wspolczesni ludzie patrza na zycie przez pryzmat pracy zawodowej. jak da sie zyc bez bycia oficjalnie zatrudnionym??? co to za zycie? dla mnie… super zycie:-) potrafie sie bez pracy zawodowej rozwijac, cieszyc zyciem, nie mam czasu sie nudzic, nie czuje sie samotna, mam znajomych i tylko… kasy mogloby byc wiecej. i nie ukrywam, na dzien dzisiejszy, do pracy wybieram sie tylko z powodow zarobkowych. bo do realizacji ambicji i samorozwoju etatu w firmie nie potrzebuje:)