rowiesniczka

corka bliskiej znajomej mojej mamy, moja rowiesniczka, mama dwoch chlopczykow w wieku moich chlopczykow jest po trzeciej juz chemii.

walka jest nie o zycie, ale o czas – jak dlugo… a ona, majac 4 i 6-letnie maluchy chce jak najdluzej…

dzis dzien matki. prawdopodobnie jej ostatni. nie trudno sobie wyobrazic, jaki on bedzie…

wszystko wokol w rozkwicie, piekna pogoda, wczoraj przeszlismy z Bizonem w 10 km marszu szkolnym, cudowne uczucie, we wtorek jedziemy nad morze, zaraz luby wroci z konferencji, za tydzien jade  na wycieczke szkolna ze Szkrabem, za dwa tygodnie swietujemy urodziny Bizona, tego samego dnia bede swiadkowac kolezance na slubie… 

a tam walka. i nie tylko tam. ile rodzin toczy w tej chwili walke z rakiem? a / czy kiedy/s u nas?

wyc sie chce.

 

wakacje, ach wakacje:DDD

wlasnie zarezerowalam dla nas domek kampingowy na wyspie Texel:) bo za tydzien u nas tzw. Pinksteren Vakantie, czyli wolne zwiazane ze swietem zeslania Ducha Swietego. Niby Holandia taka laicka, a i Wniebowstapienie swietuje (2 dni wolnego!) i zeslanie Ducha Swietego (caly tydzien wolny!).

oby pogoda dopisala.

(i zeby moj katar, ktorym mnie nie wiem kto uraczyl, pozostal katarem i zatok mi nie zaatakowal…)

 

aj, jak sie ciesze!

 

a od jutra bede slomiana wdowa. luby do Anglii wybywa na 4 dni… z tego powodu az tak bardzo sie nie ciesze – stare fobie (samolotowe) sie odzywaja.

mam czworo dzieci i… spokoj:)

sa u nas: 3-, 4-,5-, i prawie 6-cio latek.

Bizon i kolega z klasy zamkneli sie w pokoju i robia kalambury. Szkrab z Milankiem na stoleczkach przy zlewie bawia sie juz z pol godziny autkami, ktore zmieniaja kolory.

a ja uprzatnelam po lunchu i delektuje sie spokojem.

moze tak wlasnie fukcjonuja rodziny wieloletnie? dzieci maja tak roznorodne towarzystwo do zabawy, ze rodzice juz nie musza czolgac sie pod podlogach udajac tygrysa?

 

mus to mus…

zaraz jade kupowac biustonosze… nienawidze przymierzania.

niestety, po 1.5 roku regularnego fitnessowania, musze nabyc nowy sportowy ”kaganiec” – strasznie mi sie one nie podobaja (wizualnie), ale trudno, ponoc biust moj wydaje sie byc maly (to opinia kolezanek, ktore pewnie mnie pocieszyc chcialy, bo mi sie za duzy wydaje…), ale ciezki. wolalabym mniejszy (zawsze mam wrazenie, ze mnie moj biust poszerza w ramionach), ale ciesze sie, ze po tylu miesiacach karmienia, nadal jest jedrny i nie obwisly;) ale zeby tak pozostalo, trzeba o niego dbac…

wiec jeden BH bedzie sportowy, a drugi ”dzienny”. mam zawsze problem, bo na ogol te biustonosze, ktore mi sie podobaja, sa niefunkcjonalne (maja za cienkie ramiaczka i przy podskoku – tak podskakuje w przymierzalni;)- biust nie dosc ze fruwa, to jeszcze wyplywa z misek), albo nie ma mojego rozmiaru, ktory dosc nietypowy jest, bo 70D albo 70E… jak juz znajde D/E, to obwod przynajmniej 75, a najczesciej 80…. jak jest 70, to najczesciej A i B… a sportowe BH to juz w ogole porazka – zalozyc toto trudno, zdjac jeszcze gorzej, a numeracja w jakiejs innej skali. i jeszcze ta cena… takie brzydactwo i taka cena:/ luby proponowal, ze mnie bandazem elastycznym obwiaze;) moze i taniej by wyszlo…

 

no nic, nie ma co odwlekac, wsiadam na rower i jade – pod wiatr, oczywiscie;)

piaty dzien matki

dzis druga niedziela maja – moeder’s dag w Holandii. dzien matki. przezywam go po raz piaty. i towarzyszy mi uczucie dumy. skad ta duma? czy w ogole mam prawo czuc sie dumna, ze jestem matka? ze mam dzieci, z ktorych smialo moge byc dumna? racjonalnie podchodzac do sprawy, mysle, ze duma ta bezpodstawna, bo przeciez nic specjalnego nie zrobilam, zeby matka zostac. ale nieracjonalnie… duma drazy me wnetrze wlasnie w ten dzien. duma i radosc, ze jestem mama.

chlopcy przygotowali w szkole dziela: Szkrab serce, ktore udekorowal dmuchanymi flamastrami (efekt bardzo mi sie spodobal – wydmuchy tworza cos jakby siec naczyn krwionosnych:)) i naklejkami. Bizon zrobil wyklejanke kwiatowa, tak swietnie zgrana, zaaranzowana, ze wpadlam na pomysl, ze obydwa dziela oprawie w ramki i powiesze w sypialni. Bizon podarowal mi tez wydrukowany przez nauczycielke wiersz opiewajacy wszystkie matczyne zalety, rowniez ozdobiony kwiatami i sercami.

ciesze sie, ze w szkole panie przywiazuja do tego uwage, bo pod tym (jedynym chyba) wzgledem na lubego liczyc nie moge. i choc generalnie nie przepadam za swietowaniem rocznic, urodzin, za skladaniem sobie zyczen (luby tez), to akurat ten dzien mnie ”rusza” (a lubego nie). w tym dniu chcialabym, zeby dzieci zlozyly mi zyczenia i wreczyly ”laurke”. tak, tu robie wyjatek (a luby nie;)). luby chlopakow nie poinstruowal, ze to dzis ten dzien, wiec ja im przypomnialam. luby chlopakow nie poinstruowal jak zlozyc mamie zyczenia, wiec sama ich zachecilam i podpowiedzialam. w zeszlym roku bylo mi troche przykro, ze chlopcy nie zostali przez ojca za raczke poprowadzeni. w tym roku, zgodnie z powiedzeniem ”jesli sam sie nie bedziesz szanowac, nikt cie nie bedzie szanowal”, przejelam ster i nawet sympatycznie to wyszlo. bo zyczenia z okazji dnia matki traktuje jako szacunek ze strony dziecka.

luby niereformowalny pod wzgledem rocznic, swietowania i w sumie, dobrze sie sklada, bo ja do niego podobna. z ta roznica, ze rozumiem, ze niektorzy ludzie jednak chca swietowac swoje urodziny, dni matek, ojcow, babc i rocznice, wiec z szacunku dla nich, skladam zyczenia, dzwonie, wysylam kartki = pamietam o nich. i dlatego, mimo ze tesciowa moja mama nie jest, to ja, nie-corka, wczoraj zaciagnelam lubego do ksiegarni i nakazalam wybrac ksiazke, jaka by sie tesciowej spodobala.

a wracajac do mojego dnia matki, po raz kolejny dotarlo do mnie, ze nic mi w zyciu nie dawalo tak wielkiej satysfakcji i radosci przez 5 lat ciagiem (prawie juz 6 lat), jak bycie matka. no, moze jeszcze zycie z lubym, ale to juz zupelnie inna para kaloszy:)

chomiki

mam lyzwy:DDDD kolezanka wpadla dzis na kawe i przyniosla rozmiar… 30. okazalo sie, ze szwagier (bo od niego te lyzwy miala) mial dwa rozmiary lyzew. pytam kolezanki, ale jak to szwagier ma lyzwy? skad on je teraz wytrzasnal? a bo sprzatal strych, a lyzwy kupil dawno temu, jak jeszcze myslal, ze bedzie mial syna (a los mu strzelil corki blizniaczki:D). szwagier sprzedal kolezance worek z ”nowymi starociami”, ktore na roznych okazjach kupil, a nigdy nie uzyl, posciel, reczniki, lyzwy…

 

szczeka mi opadla:))) bo ja bym w zyciu nie kupowala czegos, bo moze bede miala corke albo syna, a moze taka posciel mi sie przyda, bo moze goscie zjada;) kupuje jak potrzebuje.

kolezanka tez jest chomikiem – przyklad: gdy byla w ciazy z corka, natknela sie na wyprzedaze firmowych buzcikow dzieciecych. wsrod nich znalazla dziewczece buciki geoxa za 1 euro. kupila. bo za 1 euro to nie szkoda bedzie wyrzucic. dowiedzialam sie o tym, bo niedawno te buciki widzialam, pochwalilam, bo widac, ze super wygodne, zdrowe i jednoczesnie ladniutkie. dziewczynka ma 4 lata. kiedy kolezanka powiedziala mi, ze kupila te buty, gdy jeszcze w ciazy byla, dostalam glupawki i wytrzeszczu:) jak to???? ja nie potrafie chlopcom butow z rocznym wyprzedzeniem kupic, a nawet spodni, czy koszul, bo kto wie, jaki rozmiar beda nosic, a ona buty z ponad 4-letnim wyprzedzeniem kupila. 

a tak to. takie sa chomiki. kupuje (bo okazja;)), chomikuja i gdy potrzebuja, wygrzebuja. ja kilka razy tak probowalam, ale niestety, albo zapomnialam, ze cos takiego kupilam i znalazlam po fakcie, albo pamietalam, ze cos kupilam, ale nie pamietalam, gdzie to zachomikowalam, ale najczesciej jest tak, ze kupuje na biezaco (co mi potrzebne teraz; tylko na wyprzedazach kupuje czasami, ale tylko czasami ”na za pol roku”, glownie dla siebie i lubego, bo nasze rozmiary tak szybko sie nie zmieniaja). i na biezaco wyrzucam. inaczej zginelam bym w chaosie.

o prezentach

za miesiac Bizon ma urodziny. ja o urodzinach jeszcze nie mysle, Bizon cos tam planuje (kogo zaprosi), a mam kolezanke, ktora juz prezent planuje;) i pojawil sie zgryz…

bo kolezanka napisala, ze jej szwagier ma do sprzedania lyzwy (halooo!!! mamy wiosne!!!), rozmiar 33 i ona chcialaby te lyzwy sprezentowac Bizonowi, tylko nie wie, czy rozmiar dobry.

Bizon ma mala stope, 27/28 i ja wrozka nie jestem i nie potrafie przewidziec, jaki rozmiar bedzie mial w zimie. ale watpie, ze do zimy stopa urosnie mu o 5 rozmiarow. a nawet jesli by urosla, to patrzac oczami prawie 6-latka, wydaje mi sie, ze prezent, na ktorego uzytkowanie dziecko musi czekal ponad pol roku, jest niewypalem.

niby darownemu koniowi w zeby nie zagladam, niby nie o prezenty chodzi, ale jednak zadzwonilam do kolezanki i powiedzialam co powyzsze… delikatnie, ale powiedzialam, bo szkoda kasy na prezent, ktory dziecka nie ucieszy.

moje chlopaki jeszcze nie dorosli do czekania na prezenty – oni zwyczajnie ciesza sie, ze mamy gosci, ze przyjdzie Malincia, Milan, ciesza sie, ze moga udekorowac mieszkanie, a najbardziej ciesza sie z… bycia starszymi:D prezenty ich ciesza, ale widze, ze jeszcze nie stawiaja ich na pierwszym miejscu. wiec kolezance powiedzialam, ze znajac Bizona, on bardziej by sie ucieszyl z jajka niespodzianki, ktore juz-teraz moze zjesc i poskladac, niz z lyzew, ktore dodpiero za 10 miesiecy moglby uzyc.

kolezanka chyba sie nie obrazila, chyba zrozumiala i jutro na kawe ma wpasc.

 

nieplanowane spotkanie

wczoraj wieczorem zajrzalam w dziennikach Zuzi do internetowo znajomej Wroclawianki. a ta pisze, ze jest w moim miescie! szybko e-maila napisalam i dzis na kawe wyciagnelam:) fajnie nam sie rozmawialo, choc dosc krotko, bo Wroclawianka po poludniu juz do Polski wyjezdzala.

i juz na lato we Wroclawiu jestesmy umowione:-)

fenomen znajomosci interentowych…

 

______________

rano tez niespodziewany telefon – moj tato. zawsze dzwoni mama, ale mama jest w sanatorium. na naszym telefonie pokazal mi sie numer domowy, wiec sie wystraszylam, ze znowu jakis zawal czy inny wypadek. a tato… zadzwonil, zeby mi zlozyc zyczenia imieninowe (niby imieniny wczoraj byly, ale szczeka mi opadla – pierwszy raz zadzwonil do mnie z zyczeniami!)

_____________

wakacje majowe sie koncza. i dobrze:) od poniedzialku dzieci do szkoly, a ja planuje zaczac biegac. zeby tylko nie padalo…

wakacjujemy

od poniedzialku mamy wakacje majowe – tzn. chlopaki maja:-) dziwnie miec zbojasow znow cale dnie, we dwoch, od rana do wieczora – troche meczaco ale i fajnie. nawet luby wychodzac ww wtorek do pracy z zazdroscia mruknal, ze dziwnie sie czuje, ze on do pracy, a my wakacjujemy. a przeciez nie tak dawno jeszcze to byla nasza codziennosc: ja z chlopakami zegnalismy tate wychodzacego do pracy:-) od miesiaca ja sama zegnam synkow i tate wiozacego chlopcow do szkoly….

w poniedzialek Holendrzy swietowali urodziny krolowej, wiec byl dzien wolny od pracy. pojechalismy z chlopcami do tzw. sprookjeshof – parku atrakcji z zakatkiem nawiazujacym do roznorakich basni: wzdluz alejki staly male domki, za szyba danego domku bohaterowie konkretnej bajki, a po wcisnieciu guziczka, mozna bylo te bajke wysluchac (w skroconej wersji oczywiscie). oprocz basniowego parku, byly tam roznorakie trampoliny, piaskownice, rowery wodne dla dzieci (chlopcy az dwa razy przejazdzke sobie zazyczyli:-)), malpi gaj, karuzele, zjezdzalnie, sciany do wspinaczek – wiele roznorakich atrakcji sprzyjajacych zuzyciu energii:D a co najwazniejsze, okazalo sie, ze Holendrzy tak intensywnie celebrowali dzien krolowej, ze w parku tlumow nie bylo. tak wlasnie lubimy:D

we wtorek Szkrab zaliczyl fryzjera, a po fryzjerze pojechalismy na farme dziecieca. mimo ze 15 minut rowerem, na wszelki wypadek spakowalam jadlo – przydalo sie;) bo chlopaki tak ladniei sie bawily, ze o 17.00 ocknelam sie, ze trzeba by do domu wracac, obiad gotowac.a bawili sie ladnie nie tylko z powodu zwierzyny (ktora podobnie jak ich matka, uwielbiaja), ale roznorakich pojazdow, jakie znalezli w szopie otworzonej przez gospodarza. Bizon jak dorwal hulajnoge, to jakby mu sie nogi przylepily, smigal, piruety krecil, skakal, pelnia szczescia (mimo ze wlasna hulajnoge w domu ma:D). Szkrab troche pojezdzil, ale jednak milosc do piasku zwyciezyla i zaszylo sie chlopisko wsrod zabawek w piaskownicy.

w srode zalatwialismy dzieciom paszporty, wiec zaczelismy od zdjec, po zdjeciach lody, a pozniej gmina. po poludniu luby wzial wolne, zeby pojechac z nami na basen. ja nie wiem, skad ten Bizon ma tyle energii… to jest dziecko-duracell. chudy i wsciekly. na basenie spedzilismy 4 godziny – przez caly czas Bizon plywal: zabka, crawlem na brzuchu, crawlem na plecach, skakal przez fale, nurkowal, zjezdzal ze zjedzalni – na moment nie usiadl, zeby odpoczac. po tych 4 godzinach ja i luby ledwo czlapalismy, Szkrab tez juz byl umordowany, a Bizon w podskokach pobiegl na parking rowerowy… i jak on nie bedzie szczuply? co zje, to spali.

dzis pojechalismy do ”swiata insektow”, w ktorym nie tylko insekty mozna obejrzec (i… skonsumowac…) – Bizon zaliczyl zdjecie z wezem, ja i Szkrab nawet dotknac nie chcielismy;) ja sie brzydze gadow, a Szkrab… mial kosie w nosie.  pogadalismy z papugami, Ara i Lara, posmialismy sie z jaszczurek, ktore udawaly, ze nie zyja, chlopcy pomalowali gipsowe figurki, pogrzebali w piaskownicy, zrobilismy rundke po mini zoo i w koncu bylismy juz tak padnieci, ze zgodnie stwierdzilismy, ze czas wracac do domu.

jutro pasuje – nigdzie nie jade. jesli bedzie ladna pogoda, pojdziemy na plac zabaw, jesli bedzie padac (a glowa mi ciazy, wiec szanse na deszcz duze), to w plastiki sie ubierzemy i pojdziemy do parku grzebac kijami w kaluzach… a moze w koncu do kina sie wybierzemy?

widze, ze chlopcy potrzebowali tych wakacji. akurat tydzien byl im potrzebny, zeby sie troche zresetowac, odpoczac psychicznie od szkoly i popiescic sie z mama:)

wieczorny mix

co rano obiecuje sobie, ze dzis to juz na 100% pojde spac o 22.00, zeby w koncu sie wyspac. o 20.00 padam, o 21.00 padam, o 22.00 jestem pelna energii i szkoda mi zycia na spanie. o polnocy zdrowy rozsadek wypycha mnie do lozka i na ogol kolo 0.30 zaczynam odplywac. miedzy 1.00-2.00 przychodzi do nas Szkrab – jak go nie zauwaze to ok, jak chlopaczysko zacznie chrapac badz zdzierac ze mnie koldre, kolo 3.00 ewakuuje sie do jego sypialni. kolo 6.00 wpada Bizon i dosypiamy godzinke. i tak ranki witam albo w czworke w lozu malzenskim, albo we dwojke, ja i Bizon w lozku Szkraba. normalnie to to nie wyglada…

w piatek ide do lekarza. juz w listopadzie gdy mialam oddac krew, okazalo sie, ze za malo hemoglobiny. teraz czuje sie tak flegmatyczne, anemicznie i bez zycia, ze podejrzewam, ze albo hemoglobiny jeszcze mniej albo z cos z cisnieniem mam nie tak. ostatnio u tesciow, po dwoch kawach mialam 90/60, co bylo przed kawa? a bracia mroczki byly. na fitnessie mroczki, na rowerze mroczki… za duzo tych mroczkow. niby zyc sie da, ale moje cialo nie nadaza za spiritem, co powoduje u mnie niestabilnosc emocjonalna, bo zycie goni, a ja cos za powolna sie zrobilam. koleznka straszy, ze to tak po 35 roku zycia, ale w takie banaluki nie wierze.

niespodziewany przyplyw gotowki troche mnie ucieszyl, wiec odwiedzilam wirtualnie ikee, bo szafke na buty potrzebuje. szafke trzeba wmontowac w scianke, w przedpokoju, wiec troche sie naszalalam z centrymetrem. znalezlam cos co sie powinno zmiescic, luby projekt zatwierdzil, obiecal, ze zrealizuje go w weekend, wiec pewnie w piatek po lekarzu skocze po szafke. do tego szafka do lazienki, pod zlew, bo stara woda zaatakowala.

powinnam sobie jakies spodnie na wiosne kupic, ladne kolory z wystaw kusza, ale nie mam natchnienia. wiec poczekam.

jutro po lunchu ide z klasa Szkraba na sprzatanie parku i placu zabaw. nauczycielka poprosila o pomoc w opiece nad dziecmi, a ja wiem, ze moje zboje bardzo lubia jak mama sie w poblizu kreci, wiec sie zgodzilam (Bizon juz wyrazil zal, ze oni nie ida na sprzatanie…).

jutro tez mama przyjaciela Bizona podrzuci nam na tydzien papuzki faliste, bo w przyszlym tygodniu dzieci maja wolne (wakacje majowe) i kolega Bizona jedzie do Norwegii (prawdopodobnie tam wyemigruja, wiec Bizon niestety straci jednego bliskiego kolege). dzieci szaleja ze szczescia (z powodu papuzek) i juz sie kloca, gdzie papuzki beda staly. strasze ich, ze papuzki w nocy potrafia zawrzeszczec i ich wystrasza, ale Szkrab juz wiec co zrobi: ”zaziucie kocik i bedziom spac!”.

a wieczorem wpadnie na obiadokolacje stary znajomy ze szpitala. niedawno spiknal sie z lubym, chca napisac razem jakis projekt, a przy okazji stwierdzili, ze trzeba by znajomosc reaktywowac. tym bardziej, ze kolega i jego dziewczyna spodziewaja sie pierwszego dziecka i nas za ekspertow w tej dziedzinie maja;) rano wiec szybko gulasz balkanski upichce, po winko jakies skocze i oczywiscie dom ogarne:-)

a teraz powinnam isc spac, ale… moze jeszcze sweter dokoncze? tak, ten moherkowy ze ”Swetrow Doroty” – prawie gotowy:-)