ponoc kryzys malzenski jest nieuniknionym etapem kazdego malzenstwa. niektorzy twierdza, ze nadchodzi po 5 latach, inni, ze po 6, a jeszcze inni, ze po 7 latach malzenstwa. my zaliczamy 6 rok i o kryzysie napisac jeszcze nic nie moge, co mnie bardzo, bardzo dziwi. bardzo mnie dziwi. bardzo…
jesien, jesien, ach to ty…
dopadlo mnie jesienne oslabienie. duch silny, chcialby duzo, cialo nie nadaza. juz wiem, skad moje sflegmatyczenie – poszlam dzis oddac krew, ale mnie nie dopuszczono, bo za niska Hb. nie zdziwilo mnie to, bo zawsze jestem na dolnej granicy, mowie, ze ”taka ma uroda”, ale jak pan asystent rzucil okiem na poprzednie lata, to poziom bylo lepiej. co ciekawe, przed ciazami, przed dziecmi, bylo duzo lepiej.
koszmar rodzica
dzis poczulam namiastke tego, co czuja rodzice dzieci, ktore przepadly bez sladu…
uniewinniona;)
dzis dowiedzialam sie, ze to nie ja roztrzaskalam ekran laptopa – zrobil to luby!!!
bohater dnia i srodkowy palec
bohaterem dnia byl dzis Bizon. bo bez zadnych protestow, placzow, histerii i innych utrudniajacych zycie jego matce wybrykow, dal sobie pobrac krew z zyly. oczywiscie, troche mnie potrzymal w niepewnosci, bo skierowanie na badania dostalismy w zeszly piatek (alergia sie przyplatala:/). jednak gdy Bizon u lekarza uslyszal badanie KRWI, od razu za drzwami oznajmil (a on tryb oznajmujacy miewa bardziej przekonujacy niz matka czy ojciec…), ze krwi mu nikt pobierac nie bedzie! pod pretekstem ”nie spoznic sie do szkoly” (bo do lekarza udalo mi sie wcisnac na bardzo rano) oddalilam ten temat.
jak komentowac?
odkad uczestnicze w zyciu blogowym, mysle o rodzajach komentarzy, jakie ja zostawiam, jakie inni pisza.
anger management
pamietacie komedie z Jackiem Nicholsonem ”Anger managment” (z niefortunnym polskim tlumaczeniem tytulu ”Dwoch gniewnych ludzi”)?
nie przypuszczalam, ze dozyje;)
nie spodziewalam sie, ze ktoregos dnia, juz w pazdzierniku, sama i dobrowolnie, wrecz z radoscia i ulga kupie sobie… czapke. i od razu, jeszcze w sklepie ja zaloze:)
zakreceny dzien
rano luby wyjechal z Bizonem do szkoly, a ja w pospiechu prysznic, sniadanie dla Szkraba, zeby go zawiezc do przedszkola na te 3 godzinki. nagle slysze zgrzytanie zamka – pewnie luby czegos zapomnial. nie, przywioz z powrotem Bizona, bo okazalo sie, ze dzis ma wolne (nauczyciele jakies kursy maja). niby byla informacja w gazetce szkolnej, ktora dostalismy 2 tygodnie temu, ale wylecialo nam to z glowy. w zeszlym roku nauczycielka Bizonka pisala dzien przed takim wolnym dniem info na drzwiach, ze nikt nie mogl zapomniec, wiec nawet nie trudzilam sie, zeby te daty kursow nauczycielskich i wolnych dni zapisac w kalendarzu… mea culpa;)
wizyta w planetarium
z okazji miesiaca dzieci, ciag dalszy rozrywek – dzis wizyta w planetarium.