dzwonie dzis do notariusza, bo mam rozne swoje watpliwosci co do dokumentu, ktory sporzadzil. notariusz odbiera i dosc opryskilwiym tonem mowi, ze nie ma dostepu do dokumentu, o ktory chce zapytac, bo jest chory, ale prosze pytac, mowi. No to pytam. Nie jest mi dane skonczyc pytania, bo znow dosc opryskliwie mi przerywa i zaczyna odpowiadac na pytanie, ktorego nie zamierzalam zadac. Znow probuje zadac pytanie, znow opryskliwy ton i nerwowa odpowiedz w stylu ”przestan sie czepiac babo i tak nic nie rozumiesz”. Wscieklam sie. Chlodnym tonem powiedzialam, ze poczekam az pan notariusz wyzdrowieje, bo nie podobami sie jego ton i sposob, w jaki udziela mi odpowiedzi. Powiedzialam, ze zadzwonie jak bedzie zdrow, do widzenia i rozlaczylam sie. Sekunde pozniej dzwoni notariusz – slodziutki ton, zupelnie inny czlowiek – nie zdobyl sie na przepraszam, ale przegrzecznym tonem mowi: prosze sie nie rozlaczac, ja wszystko pani wytlumacze.
Ja tonu nie ocieplilam – zimno i konkretnie pozadawalam pytania, podziekowalam za odpowiedz i powiedzialam (tylko i wylacznie na zlosc notariuszowi), ze jeszcze zadzwonie do sadu, zeby sie upewnic co do moich watpliwosci co jednego zapisu w ksiegach wieczystych.
i tak to postawilam do pionu pana notariusza.
ale dlugo po tej rozmowie bylam w szoku. on mnie, swoja klientke, ktora kupe kasy zaplaci za kilka stron standardowego dokumentu, powiniec grzeczniutko i profesjonalnie przeprowadzic przez wszystkie punkty dokumentu, ktory przygotowal, wszystko ladnie wytlumaczyc. gdybym byla na miejscu, poszlabym do innego notariusza… ale tak to jest jak sie zalatwia sprawy przez telefon, zza granicy….